sobota, 15 sierpnia 2009

między światami

Wciąż jeszcze trudno odnaleźć mi się w miejskich autobusach i w Carrefour Express, który jest sklepem złożonym głównie z piętrzących się problemów. Po czterech dniach na Sopatowcu to poczucie znowu się zaostrzyło, staram się wychodzić z domu tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. Sopatowiec jest świetnym miejscem na czytanie beletrystyki, na którą normalnie rzadko mam czas. Tym bardziej, że książki zaczęte można dokończyć przy kolejnej bytności (nie udało mi się znowu skończyć "Stambułu" Pamuka, ale nic straconego, pewnie wrócę do tej książki późną jesienią, wtedy na werandzie w cenie będą miejsca na fotelach przy piecyku i będziemy pewnie wszyscy tęsknić do wylegiwania się w plamach słońca). Tym razem przyciągnęły mnie kolejne części "Wilczego notesu" Mariusza Wilka. Tym bardziej, że "Tropami rena" to opowieść o podążaniu śladem Saamów zamieszkujących Karelię i Półwysep Kola. Trochę jednak mnie irytuje miejscami dydaktyczne zacięcie autora, który "naucza" o konsumeryzmie i tym, jak "kultura Zachodu" zniszczyła Naturę. Niestety, w przypadku olbrzymich połaci rosyjskiej Północy to nie kultura Zachodu zdewastowała zupełnie przyrodę, tylko rozmaite wersje imperialnych i kolonizujących polityk rosyjskich oraz ci wszyscy wspaniali skądinąd zapewne ludzie, którzy nie czują żadnego oporu przed wywaleniem śmieci do lasu. Istnieje taki rodzaj retoryki zachwytu ubogimi mieszkańcami rozmaitych leśnych ostępów i ich ubóstwa (rzekomo wyzwalającego tę bardziej szlachetną stronę ludzkiej natury). Otóż rzadko, niestety, zdarzyło mi się widzieć to w praktyce. Najczęściej bieda idzie w parze z kompletną dewastacją otoczenia i brakiem wrażliwości na cokolwiek, co nie daje pieniędzy - są wyjątki (np. nepalskie wisoki wysoko w górach), które jednak nie dają podstawy do czynienia z nich reguły. Generalnie, pobyt w Skandynawii kazał mi przemyśleć odruch obsadzania "kultury Zachodu" w roli dewastatora przyrody i niepohamowanego konsumeryzmu. To chyba jednak nie jest cała prawda, ani nawet jej połowa. A w Rosji Saamowie nie "zniknęli" po prostu, jakby wyparowali - podobnie, jak inne grupy etniczne (Nieńcy, Samojedzie etc.) zostali wybici, zmuszani do kolektywizacji, rozpijani i rusycyzowani przez kolejne moskiewskie ekipy uprawiające takie same polityki kolonialne (tylko mniej finezyjne, bardziej okrutne i bardziej szkodliwe), jak w tzw. krajach Zachodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz