środa, 30 lipca 2008

bezdroza tolminskie

Poniewaz tym razem jestesmy samochodem (ba, to wlasciwie fetysz, bo land rover), to korzystamy z okazji i ujezdzamy pobliskie bezdroza. Wczoraj wreszcie udalo nam sie dojechac do tajemniczej wioski Cadrg, o ktorej zawsze wiele slyszelismy, ale do tej pory nie udalo nam sie jej odwiedzic. Okazala sie byc rajem na Ziemi, bo nie ma tam NIC. To znaczy jest kilka domow, sa owce, sa gory, ... i tyle. Szybko wiec pobralismy ulotke z jednego gospodarstwa i mam nadzieje, ze za rok uda nam sie tam zaszyc na cale 7 dni (co najmniej ) z dala od cywilizacji. Tym bardziej, ze znakomicie drzemalo sie na pachnacej ziolami lace na wzgorzu nad wioska. 7 dni takiej drzemki oraz zaawansowana i doglebna obserwacja chmur plynacych po niebie - raj na ziemi. Dzisiaj wieczorem performance z uczestnikami mojego warsztatu wokalnego (na rynku w Tolminie, jak sie okazuje), a jutro... kto to wie. Przez Zagrzeb i Belgrad w kierunku Melnika. Na granicy serbsko-bulgarskiej mamy spenetrowac jakies niezwykle gory oraz poruszac sie drogami, ktore sa tylko na niektorych mapach. Zobaczymy. Juz niedlugo mam nadzieje spjac melnickie wino i objadac sie szopska oraz kjopolu.

wtorek, 29 lipca 2008

znowu Tolmin

I znowu szybki przerzut przez Bratyslawe, Wieden, Graz, Podljubinj, Bled i Bohinj do Tolmina. Po drodze tylko dwie burze, ale w "disko" (Land Rover Discovery) nie tak straszne. A dzisiaj jak zwykle poranna kawa na glownym placu w Tolminie. Wczraj, korzysrajac z samochodu, jezdzilismy po okolicznych bezdrozach i... nie dojechalismy do Cadrgu, moze uda nam sie dzisiaj. Po drodze usiedlismy w kawiarence w Lazoch z widokiem na masyw Vogela, po ktorym blakalismy sie rok temu.

piątek, 25 lipca 2008

no i ciągle nie wiem

Nie wiem, nie wiem, nie wiem i nie chcę wiedzieć, co mam ze sobą zabrać. Nie wiem, nie wiem, nie wiem i nie chce wiedzieć, kim mam w podróży być. To się wyjaśni w trakcie, przy moim minimalnym, mam nadzieję, udziale. Mam tez nadzieję wypić przedpołudniowe "preso s mliekom" gdzieś w okolicach Żyliny, lunchyk zjeśc gdzieś pod Bratysławą, a kolację nad Bledem. Kot jest niepocieszony, przeczuwa, co go czeka. Aha, jutro mam imieniny.

czwartek, 24 lipca 2008

przed podróżą

Zawsze jestem przed podróżą. Ten stan różni się tylko ilością dni dzielących mnie od zamknięcia za sobą drzwi mieszkania na dłużej lub krócej. Osiągnęłam już wakacyjny stan umysłu, to znaczy, że nie chce mi się pakować żadnych ubrań ani książek, przypuszczalnie wezmę, co aktualnie wpadnie mi w rękę (no, może z wyjątkiem butów górskich i reszty wyposażenia). Pewnie będzie to "Czarne słońce" Kristevej i kilka podkoszulków, które bez żalu moge zostawić w jakimś koszu na śmieci po drodze. Fajnie. Tym razem cała podróż już zaplanowana bez mojego udziału, land rover powiezie nas najpierw do Tolmina przez całą Europę Środka, a potem się zobaczy. Tak czy owak, 8.08 siedzimy w samolocie Sofia - Wiedeń, a 9.08 gramy na Off Festiwal w Mysłowicach. Co będzie pomiędzy jest niewiadomą i to mnie cieszy. Dryf bałkański.

środa, 23 lipca 2008

jesień latem

A Vintage Burden Charalambides: idealna muzyka na pełne zachmurzenie, kontury wzgórz nad Wisłą rozmywające sie w chmurach, na niskie ciśnienie i jeszcze niższe ciśnienie,na kolejny słoik nutelli; rozstania na krótko, na dłużej i na zawsze, wymuszone przez okoliczności lub brak słów; na zamknięcia długo odwlekane i na układane w głowie rozstrzygnięcia, które nigdy nie zaistnieją; na chwile, które łatwo odchodzą pogrzebane słowami, a niemożliwe do wskrzeszenia. Na jeże, ślimaki i śpiące koty. There Is No End.

godzina duchów

00:01 to godzina idealna dla mnie. Podobnie jak 01:00, 01:10, 00:10, 11:00, itp.itd...

wtorek, 22 lipca 2008

bosko, bosko


Takim oto ślimakiem jestem bez wątpienia (albo byłam w którymś z poprzednich wcieleń). Bo kolejny rok stracony dla mojego blogowania z powodów, które przemilczę łaskawie dla świata. Ale za to nauczyłam się funkcjonować śpiąc 4 godziny na dobę, co kiedyż wydawało mi się niemożliwe. Tak czy inaczej, wpadłam w ekstazę komunikacyjną - fajnie jest przełączać się między profilem na Facebooku, stroną MC tamże oraz na Majspejsie, a do tego jeszcze uaktalniać, wrzucać fotki do Picasy i what not... I gadać na skypie z trzema osobami na raz, nie zawsze w tym samym języku. Lepsze niż pół butelki kalifornijskiego Zinfandela. Po czym poznałam, że mam wakacje? Po tym, że spędziłam dzisiaj 3 godziny grając w The Neverhood Chronicles, a jak wstałam od monitora i wyszłam na ulicę, to chciałam otworzyć drzwi autobusu kliknięciem myszki (co nie jest az tak pozbawione sensu, w niektórych autobusach drzwi otwieraja sie tylko na przycisk). Niektórzy narkotyzują się substancjami, ja elektronicznym światłem monitora.