piątek, 29 września 2006

flashback part 1.


Góry są wielkie, a ja malutka... to Boguś, złotko, zrobił taką fotkę - na prośbę, żeby uwiecznić mnie z fragementem tej części Pirinu, która zbudowana jest z białego marmuru. Więcej fotek wkrótce na Flickrze. A tu będzie więcej flashbacków.

wtorek, 26 września 2006

jesień...

...ale za to jaka piękna! wróciłam z wakacji prosto w wir spraw rozmaitych. w Pirinie było doskonale... w pięć osób biwakuje się w wysokich górach dużo lepiej niż we dwójkę. znowu stanęłam na szczycie Wichrena - to bardzo piękna góra, bardzo dla nas łaskawa, bo znów zaoferowała nam piękną widoczoność. powietrze nie było wprawdzie tak krystaliczne, jak 3 lata temu, ale za to udało nam się zejść z gór przed wyraźnym załamaniem pogody. tym razem kozice się nie pojawiły i zamiast uroczego biwaku w sielankowym otoczeniu Mozgowiszkiego Ridu musieliśmy wybrać (ze względu na deszcz) noclegownię nad Tevno Ezero. to kolejna lekcja elastyczności - plany i marzenia zazwyczaj przybierają zupełnie inne kształty, sęk w tym, żeby sobie z tego powodu nie robić "ciężkiej głowy", jak mówią Słowacy. co prawda długotrwała praca naukowa pozbawiła mnie trochę kondycji, ale i tak jestem z siebie dumna - 10-godzinny trekking znad Tevno Ezero do Rożena poszedł jak z płatka. było dość ekstremalnie, nawet w Himalajach nie robiliśmy takich tras - kolano czuję do tej pory. zejście w jeden dzień z ponad 2500 m na niespełna 600 npm. to jest coś. Od skalistych szczytów i alpejskich łąk przez bukowe i dębowe laski do drzew obwieszonych słodkimi figami i uginającej się od ciężaru owoców winorośli. A najfajniej było nudzić się trochę w Melniku. Bogdan i Ewa fotografowali, my tym razem oddaliśmy się smakowaniu życia. Przeywieźliśmy wreszcie wymarzoną tamburę, okazało się, ze jest to ośmiostrunowa "Pirin tambura" i na razie jest moim ulubionym instrumentem, bardzo się z nią zżyłam. Marek kupił sobie bardzo ładnie strojącą dvojankę, nie jest wykluczone, że niebawem dotrze do nas kaval.

piątek, 8 września 2006

lost 2

no i się zaczęło. ale już od pojutrza będę zagubiona w znacznie przyjemniejszy sposób, po krótkim (3 dni!!:-((((() pobycie w Sinemorcu przerzucamy się w góry Pirinu. chcemy powtórzyć brawurowe przejście z 2003 roku: Bansko - Wichren - Mozgowiszki Rid (pod szczytem KAmienicy) - chiża Pirin - Rożen - Melnik. Żal mi trochę ciepłego morza, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym zmarnować całe 12 dni wolnego z dala od jakichś wysokich gór (wysokich, to znaczy przynajmniej 5 dni ponad granicą lasu). To miałyby być baaardzo długie wakacje, rok temu marzyliśmy o miesiącu w Bułgarii, a okazało się, że są to moje najkrótsze wakacje od jakichś 5 - 8 lat. No cóż, może nadrobię na nartach zimą. I mamy jeszcze jedną zaległą wycieczkę rowerową na Węgrzech, przez Góry Bukowe. Oraz niezrealizowany wypad w Tatry, w tym roku była w Tatrach tylko 2 razy. Może lepiej zacznę się pakować.