środa, 20 maja 2009

jeszcze Remix

Oprócz imponującego stosu materialnych książek "do czytania w wolnej chwili" dochodzi jeszcze cały katalog pdfów, ale co tam. Ściągnęłam najnowszego Lessiga, niech czeka na swoją kolej. Może wieczorem - uporałam się z sylabusami, ale stanu półki to nie polepszyło, książki dalej w rozsypce. Może to ZNAK. Żeby wreszcie posprzątać drugi balkon, ten od strony palących studentów (warunkowanie klasyczne zadziałało, zdaje się, że przyswoili trudną sztukę emitowania mniejszej ilości decybeli po 23.00 - zasługują węc na nagrodę w postaci widoku na ślicznie wysprzątany balkon z gąszczem aloesowo-rozmarynowo-bazyliowym). Zwłaszcza, jak sobie przypomnę skąd przyjechał (i kiedy!) mój aloes: kawałek rośliny został pobrany w 1998 roku (WSZYSTKO było wtedy inaczej) z pewnej uliczki w Rapallo, dowieziony w jesienne, deszczowe Karpaty i wystawiony na ciężkie próby. Przetrwał. 3 przeprowadzki i kilka metamorfoz później przpomina mi o trwałości-nietrwałości i że nic nie jest czarno-białe. Bo czy to ta sama roślina czy inna? Nie wiem.
Marzę o górach.

2 komentarze:

  1. Ta sama. I inna. :)
    U mnie Lessig też czeka.
    Dwa balkony? Bosz! Burżuje!
    ovoo

    OdpowiedzUsuń
  2. To samo mówi jeden mój kolega ("burżujka"), a ja się zastanawiam przy tej okazji, co to znaczy. Czy jeśli pracuje się przez całe swoje dorosłe życie nie rozróżniając świąt od dni powszednich to też jest się burżujem? Zawsze wydawało mi się, że klasa posiadająca już nie musi pracować, bo rodzice / dziadkowie / pradziadkowie zapracowali. Wiem, wiem, inni też ciężko pracują a nie mają dwóch balkonów itp. (w pewnym sensie zresztą jest to pewien zbieg szczęśliwych okoliczności, więc odrobina pomyślnych uwarunkowań bez wątpienia ma tutaj miejsce), no ale mimo wszystko nie czuję się burżujką. Nie mamy za to samochodu. A teraz nie mam też już sprzętu fotograficznego, więc się wyrównuje.

    OdpowiedzUsuń