środa, 29 kwietnia 2009

śpiewająca rewolucja

Powinnam robić coś zupełnie innego, ale wpadłam na dokument "Estonia. Śpiewająca rewolucja" i tak już zostałam na dobrą godzinę. Nie dosyć, że prawie wszyscy w Estonii śpiewają (po prostu dla przyjemności, nie żeby wygrać "Idola"), to jeszcze okazało się to ich sposobem na zmianę i budowanie wspólnoty. Padają te same wielkie słowa, co u nas przy takiej okazji, ale jakoś tak... bardziej szczerze i prawdziwiej. Przy tym wydzieraniu innym pierwszeństwa w obaleniu muru powoli zaczynamy zapominać o co w ogóle chodziło i że nie były to (wtedy) zawody. Jak pamiętam - a coś jesczze pamiętam - to trzymaliśmy za siebie nawzajem kciuki, fetowaliśmy obalenie muru, odwrót sowieckich czołgów spod wieży telewizyjnej, to, że udało się Litwniom i Łotyszom. Dzisiaj wszyscy rozmówcy w TVN24 są skoncentrowani na jednym: jak udowodnić całemu swiatu, że to MY, MY, MY, MY byliśmy naj, naj, najpierwsi. Jeden, nieustający festiwal prymitywnego egocentryzmu. A to Estończycy byli wcześniej. Ze "śpiewającą rewolucją" i z filmem, który nie jest "promocją". A może właśnie jest, tylko nie w tak nachalny sposób, jaki proponują nasi - różnej maści - specjaliści od PRu. Nie dziwię się, że taki film o naszej historii nie powstał i że nie ma strony, na której można zostać przyjacielem Okrągłego Stołu. Bo co miałby pokazywać, że codzinnie giniemy w zalewie błota i że nic pięknego z tamtego czasu już nie zostało, że absolutnie wszystko udało nam się, jak zwykle, przekuć w porażkę? Zostały tylko słowa, pompatyczne i pozbawione istotnej treści, które powtarzamy z uporem papug i łudzimy się, że uda się wcisnąć "naszą" "jedyną" - "oczywiście oczywistą" - prawdę całemu światu, ktory zresztą tradycyjnie uważamy za gorszy od nas. Może stąd ta wrogosć wobec Rosjan, bo ich strategie są zwierciadlanym obliczem? Normalnie udaję, że nic mnie takie sprawy (i wielkie słowa) nie obchodzą, ale dzisiaj zazdroszczę Estońcom "śpiewającej rewolucji" i samopoczucia po tych 20 latach, choć ich gospodarka - podobno - jest w gorszym stanie.

2 komentarze:

  1. Właśnie obejrzałem film. Choć jestem facetem, który wzrusza się raz na kilka lat, to przez cały ten film miałem łzy w oczach... Jest niesamowity. Wspaniale ukazuje to czego dokonali Estończycy i jak rozważnie a jednocześnie odważnie postępował rząd Savisaara. Przykre jest to że Polacy nie mają w sobie więcej skandynawskiej ogłady, a jednocześnie także i słowiańskiej solidarności (co można odczuć słuchając polityków ubolewających nad tym że Polska nie odebrała Ukraińcom dwóch dodatkowych stadionów na Euro2012...). Ale cieszmy się że i Estończycy i Polacy są wolnymi ludźmi i że my sami możemy już kształtować swoje losy i wychowywać młode, rozważne i odważne pokolenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się że ktoś jeszcze ten film zauważył, coraz częściej sobie o nim przypominam śledząc te karczemne awantury wokół 4. czerwca...

    OdpowiedzUsuń