środa, 8 kwietnia 2009

magia Wielkich Liter

To miał być zupełnie inny dzień. Jeszcze wczoraj fantazjowalam sobie w ulubiony sposób, że wstanę wcześnie i zaprowadzę Generalny Porządek (jako gorąca fanka Generalnego Porządku, rzecz jasna): w papierach, w stercie wypranych ubrań przeznaczonych do wyprasowania przez kogoś (hm...ciekawe kogo) w bliżej nieokreślonej przyszłości, w komputerze (może nawet we wszystkich trzech), w sieci, na półkach z książkami i w życiu. Po prostu Generalny Porządek, Nowe Życie, wiosna. Cóż, kiedy tuż po przebudzeniu nieoczekiwanie stałos się dla mnie jasne, że nic z tego. Po pierwsze: Generalny Porządek nie istnieje, a fantazja na jego temat jest niebezpieczna i zgubna (życie jest jakimś cholenrym, kłączowatym chaosem); po drugie, Nowe Życie jest oczywiście niemożliwe, bo jest to, co jest; po trzecie, sterta prasowania musiała przybyć tutaj z kosmosu, z pewnością należy do "obcych" i gmeranie w niej możę być niebezpieczne; po czwarte, komputerki same sobie ustanawiają porządki i trzeba się na to zgodzić, jeśli chce się z nimi dobrze żyć; po ostateczne wreszcie: ćmiący ból głowy. Żeby jednak zachować kontakt z kuszącą fantazją o Generalnym Porządku postanowiłam się nie zrażać i zachowywać jakby nigdy nic - udawać po prostu, że to taka gra i że nie boli mnie wcale głowa oraz że jestem pełna energii do nadrabiania zaległości różnego rodzaju. Rzecz jasna najłatwiej było zacząć od rezerwacji biletow lotniczych na wakacyjny wypad do Laponii. Kungsleden się nazywa moje lipcowe przeznaczenie, czyli trekking w północnej Laponii, daleko za kołem polarnym, przypuszczalnie odcinek między Abisko Tourist Station a Kvikkjokkk (dzięki temu może jeszcze zajrzymy ponownie do Jokkmokk). Kusi pustka, przyroda i stada reniferów. Zdecydowane, zakupione: Kraków - Sztokholm - Kiruna. A co dalej, to się zobaczy. Byle dotrzeć do Wielkiej Pustki.

1 komentarz:

  1. U mnie Obcy mają w zwyczaju podrzucać tu i tam sterty Bardzo Ważnych Papierów, których absolutnie nie wolno wyrzucić bez przejrzenia. A Generalne Porządki odbywają się nieprzerwanie, w tempie metr kwadratowy na tydzień, dzięki czemu nigdy się nie nudzę - gdy, powiedzmy, w okolicach balkonu zapanuje wreszcie Generalny Porządek, w kuchni jest już z powrotem Kosmiczny Chaos. Równowaga w przyrodzie musi być :)
    ovoo

    OdpowiedzUsuń