środa, 25 lutego 2009

satoko fuji

taki koncertowy czas się zrobił. Dzisiaj znowu Manggha, tym razem Satoko Fuji - hasło "jazz fusion" trochę niepokoiło, ale to przecież Satoko Fuji, więc...? Wątpliwości się rozwiały, bo fuzja dotyczyła jazzu i awangardy (preparowanie fortepianu, ironiczna dodekafonia i takie tam, które bardzo lubię). FENOMENALNY perkusista (nadzwyczaj sesksowny - nie mylić z zaledwie "atrakcyjny" - w tym, że wie, jak zdecydowanie postępować z zestawem perkusyjnym). Sama Satoko Fuji z uroczą nieśmiałością na koniec koncertu dopiero opowiedziała kilka dosyć intymnych historii, co uznałam za bardzo autentyczne, bo zawsze wydaje mi się, że "czarowanie" publicznosci na początku kncertu pachnie nieco hucpą i marketingiem (zależy, rzecz jasna, kto, co i po co). Duuużo energii w dialogach zestawu z fortepianem, w ogóle bezbłędna, choć nie epatująca efekciarstwem, sekcja rytmiczna. Zapragnęłam wziąć tę muzykę do domu i oto "Heat Wave" czeka na odpalenie jakiegoś mglistego, oślizgłego krakowskiego poranka (pewnie jutro). Nic to, ważne, żeby usiąść rano z twarzą ku południowemu-wschodowi. Może wyjrzy słońce.

2 komentarze:

  1. Witam

    Trafiłem tu zupełnie przypadkowo googlając za Satoko Fujii.

    Mnie również koncert bardzo się podobał. Poza perkusitą, który niezwykłą analitycznością stylu gry wydawał mi się strasznym cyborgiem IMO na uwagę zasłużył basista. Miałem wrażenie, że muzyka dosłownie z niego wypływała.

    Właśnie uzupełniłem grafikę płyty Heat Wave na last.fm
    Można by uzupełnić notkę o autorce.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. :-) to ci dopiero zbieg okoliczności...
    ja akurat bardzo lubię taki "suchy" i intelektualny (nie pozbawiony jednak poweru) styl perkusji, ale fakt, kontrabasista był bezbłędny - dlatego właśnie zachwyciła mnie sekcja rytmiczna jako całość, bo perkusista z kontrabasistą rozumieli się w pół nuty. w sumie bardzo mnie cieszy fakt, że zmaiast do Londynu, można udać się kilka ulic dalej, żeby posłuchać takich dźwięków. KRK górą, znajomi z warszawki przybyli na koncert tylko mogli pozazdrościć :-)

    OdpowiedzUsuń