czwartek, 26 lutego 2009

...

Kiepski dzień. Nawet nie, że zły, po prostu nie istniejący, wymazany z kalendarza szarą gumką., nijak-się-nie-zaczynający-ani-nijak-kończący. Najgorsze w takich dniach jest to, że nie można tego nie widzieć i jednocześnie nie można na to przystać - trzeba wypełniać kolejne punkty programu, jeść, ubierać się, pakować i rozpakowywać. Załatwiam obiad chińską zupką nie zastanawiając się nad tym, co zawiera tych kilka małych torebek, które po kolei rozcinam nożyczkami i wrzucam do wrzącej wody. A może hodować psy zaprzęgowe na Alasce. Każda szara mgła jest lepsza niż tutejsza.
P.S. Zupkę chińską przeżyłam. Nadal się nie zastanawiam nad zawartością. Czekam aż podniesie się mgła. Cieszy mnie przeszklony hall na Łojasiewicza 4.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz