wtorek, 9 grudnia 2008

ubywa


Ubywa słońca, dnia, energii... To dość niezwykły czas, odkąd pamiętam, grudzień był dla mnie szczególnym czasem, takim zawijaniem się w sobie i zapadaniem w letarg. I zawsze utwierdzała mnie w słuszności takiej postawy obserwacja roślin, krajobrazu i zwierząt. Dlatego grudniowe spacery są takie inspirujące. To wtedy najczęściej udaje się odnalexć prawdziwą ciszę, nawet w takim miejscu, jak Dolina Sąspowska w niedzielne przedpołudnie. Było idealnie: tylko my i mgła. Każde z naszej czworki mogło albo dołączyć do rozmów, albo wybrać własne tempo. Na codzień bardzo brakuje mi ciszy i samotności, wykorzystałam więc okazję, żeby posmakować tego rzadkiego daru.
OBecność w Polsce Jego Świątobliwosci to temat na oddzielną historię. Towarzyszy mi w każdym razie głęboka wdzięcznosć za to, że można uczestniczyć w tym spotkaniu na wiele rożnych sposobów: rownież streaming spełnia tutaj niebagatelną rolę. Rzadko miewamy jakieś święta, hm, religijne (choć kwestia "religii" jest tutaj mocno dyskusyjna, buddyzm raczej określiłabym jako praktykę pracy z umysłem). Po prostu, Święta. I to jest takie Święto. Wyjście z codzienności, funkcjonowanie w nieco innej przestrzeni.
Małym świętem jest też to, że jakaś nadzwyczajnie dobra dusza zamieściła film kultowy film z Sun Ra z lat 70-tych, który oboje z M. darzymy ogromnym sentymentem i teraz przypominamy sobie co lepsze kawałki (i samego Sun Ra z durszlakiem na glowie w roli przybysza z odległej planety). Czym bez netu byłoby moje życie. To nie pytanie, to westchnienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz