piątek, 14 kwietnia 2006

odliczanie

Jeszcze tylko mniej niż 72 godziny do wylotu... Amok podróżny trwa już od kilku dni i zdaje się powoli wchodzić w fazę apogeum. Dzisiaj ścigaliśmy faceta, która robi mi przegląd gitary, bo beztrosko chciał umówić się na po świętach. Marek wędrował w strugach deszczu z naprawioną gitarą (wymienione gniazdo) w nowym pokrowcu (może wytrzyma LOT), ja siedziałam przy komputerze, kot obrażony. Obrażony to dopiero będzie od poniedziałku. Świąteczna krzątanina z tej perspektywy jawi się jak dziwaczny rytuał z obcej planety, a my czujemy się trochę kosmicznie z paczką szpinaku i pięcioma jajkami w lodówce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz