wtorek, 11 kwietnia 2006

miejski fetyszyzm

W weekend oddawalam sie fetyszystycznym przyjemnosciom zakupowym. To znaczy w tym wszystkim nie chodzi o samo kupowanie, ale o zanurzenie się w świecie fantazji, designu, wyglądu, pozoru, gry... Jak pisze Walter Benjamin w Pasażach: Moda, jak rajfurka, żywe ciało kojarzy ze światem nieorganicznym, do żyjącego stosuje prawa truposza. Fetyszyzm, leżący u podstaw tego, co nieorganiczne, jest jej nerwem witalnym. Nie ma jednak ta zabawa wiele wspólnego z kultem towaru - już raczej chodzi o wcielanie się we wciąż inne role, zabawę maskami i rolami w ciasnej przestrzeni przymierzalni i w wielkiej przestrzeni wyobraźni. I zmysłową przyjemność włączania się w ruch wielu takich historii rozgrywających się w tym samym sklepie, wibrującym w rytm muzyki i owładniętym ruchem. To przyjemność, w której najbardziej lubię zanurzać się sama, bez żadnego towarzystwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz