poniedziałek, 19 stycznia 2009

zimy ciąg dalszy

Zimy cd. choć w telewizji trwa zaklinanie odwilży, żeby przyszła - chyba z sukcesem, bo spadały dzisiaj wszystkie sople i nawisy śnieżne na dachach (na szczęście niewielkie). Patrzę na to wszystko z dużym niepokojem, bo śniegu w Tatrach i tak nie za dużo - udało się wprawdzie bardzo przyjemnie poszusować w Dolinie Rohacskiej w niedzielę, ale gołym okiem widać, że owe (rzekomo) 80 cm śniegu to raczej bardziej życzenia niż rzeczywistość. Uwielbiam narty, ale odstręczają mnie nieodmiennie grupowe formy narciarstwa; koleś, który obyspał mnie śniegiem przycinając na swoich, jak to poetycko ujął wrzeszcząc do kolegi "zajebistych, że huj" nartach tylko mnie rozbawił (zwłaszcza, że kiedy mijałam go w nieco bardziej oblodzonych i stromszych miejscach, to nie był już taki rozmowny). Całe kompanie ludzi kompletnie ślepych na resztę społeczeństwa i obdarzonych najwyraźniej upośledzeniem słuchowym oraz potrzebą spalania dużych ilości nikotyny właśnie w miejscu, gdzie można zjeść obiad już raczej irytowali. Co ciekawe, wygląda to na jakąś narodową przypadłość, bo w większości owa przaśność wyrażana była w języku polskim. Widziałam, jak jeździła grupka Słowaków (naprawdę dobrych narciarzy; z jaką ostrożnością i uważnością w miejscach, gdzie mniej doświadczeni narciarze i narciarki mieli trochę... hm...wątpliwości. Zawsze w takich miejscach jest też kilkoro dzieciaków, którym należy się medal za odwagę. Oczy trzeba mieć dookoła głowy, zwłaszcza, kiedy jest sporo ludzi (tym razem było niemal pusto) i kiedy człowiek sam się koncentruje na kątach, nachyleniach, pozycji ciała i gęstości śniegu. Ułańską szarżę zazwyczaj obserwuję wtedy w wykonaniu rodzimych miłośników kanału sportowego Extreme Sports, którym wydaje się, że ktoś z ukrycia kręci klip właśnie o nich. Dorównują w tym chyba tylko Rosjanom jeżdżącym "na krechę" po kilku głębszych. Całokształt sprawia, że wyprawa do stacji narciarskich zawsze jest trochę ambiwalentna; trekking narciarski zaś to co innego, jest totalny kontakt z górami, śniegiem i zimą, ale brakuje też trochę przyjemności szusowania po dobrze przygotowanym stoku. Marzenia o alternatywnych stacjach narciarskich (dla niepalących???) chyba jednak nie mają sensu - po pierwsze, zmiana klimatu (czy w tym sezonie jeszcze zobaczymy śnieg?), po drugie, przemysłowa forma tego sportu jest chyba koniecznością wobec nakładow poniesionych na infrastrukturę.
I jeszcze szczyt propagandy: materiał w TVN (oraz innych dziennikach) o tym, jak "o kilkadziesiąt procent" podrożało na Słowacji (bez podawnaia żadnych cyfr oczywiście). Aż nadto przejrzysta polityka lobby zakopiańskiego, nie znam drugiego tak drogiego "kurortu" w tej części Europy (nawet przy kursie EUR oscylującym wokół 4,20 PLN). Jeśli jednak ma to oznaczajć mniej rodaków po południowej stronie Tatr, to OK, fajnie, będę podtrzymywać tę legendę z całych sił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz