niedziela, 4 stycznia 2009

zimowo

Nareszcie przedsmak prawdziwej zimy! I to nie tylko na Sopatowcu i Przechybie, ale w Krakowie, sypie od rana! Ostatecznie powitaliśmy Nowy Rok w bardzo miłej atmosferze, spokojnie o 00.23 mogłam już z ulgą przyłożyć głowę do poduszki. Niebo było bajkowo rozgwieżdżone, kilka stopni mrozu, grzaniec przy ognisku. Nazajutrz ruszyliśmy na Przechybę i to było to! Śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg, wszędzie. Fajnie. Zwłaszcza, że w drodze powrotnej ruszyliśmy znajomym skrótem (oczywiście nieprzetartym, podobnie zresztą, jak spora część zielonego szlaku z Jazowska na Przechybę, którym podążaliśmy na górę). Po naleśnikach z czekoladą wszystko było jednak łatwiejsze, zejście można byłoby określić właściwie quasi-zjazdem. Wygląda na to, że za tydzień wreszcie pojeżdżę na nartach!
Udało mi się wreszcie przeczytać "On the Town. One Hundred Years of Spectacle in Times Square" Marshalla Bermana, który przywrócił mi wiarę w to, że istnieje lewica myśląca, niedogmatyczna i rzeczywiście pozbawiona przesądów wobec kultury popularnej, potrafiąca docenić zwykłe codzienne przyjemności. Mogę tylko podziwiać sposób, w jaki Berman prowadzi narrację, jest w tym absolutnie mistrzowski. I mały fragmencik: Nawet jeśli (powiedzmy, że mam rację) współczesne masowe produkcje są "niczym", to jednak ludzie, którzy je oglądają i ich słuchają będą robić to, co ja przez całe moje życie, co moi rodzice wracając metrem na Bronx, to, co moje dzieci, kiedy przechowują w pamięci na swój własny, zabawny sposób piosenki i dialogi z filmów. Wkładają w to "nic" odrobinę swojego i z tej fuzji niczego i czegoś tworzą coś nowego. (s. 217, mój własny przekład) Cała książka Bermana pokazuje, że można być krytycznie myślącym człowiekiem i jednocześnie czerpać z kultury popularnej przyjemność i doceniać potencjał, jaki w niej tkwi, a także podchodzić z pokorą do kwestii tzw. zwykłego człowieka i jego / jej doświadczeń kulturowych. Jakie to odmienne od napuszonego, paternalistyczego, pełnego pogardy i hipokryzji stylu, w jakim opisują kulturę popularną tutejsi intelektualiści, ze środowiskami lewicującymi włącznie (a może zwłaszcza). Najbardziej ujęła mnie niezwykle autokrytyczna postawa Bermana - jak pisze, jest szczególnie nieufny wobec postawy nostalgii ("dawniej to były czasy!"), także własnej. Ale może dlatego tak dobrze czyta mi się jego książki ("Wszystko, co stałe rozpływa się w powietrzu" to był mój hit na długo przedtem zanim nareszcie wydał go w przeładzie Universitas), że dzielę z nim miłość do Nowego Jorku. Może to ostatecznie jednak odrobina nostalgii...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz