sobota, 8 lipca 2006

rozkosze chwilowego zakorzenienia

tak właśnie. po raz pierwszy od niepamiętnych czasów spędziłam 6 dni pod rząd we własnym domu (oraz w jednym miejscu). to bardzo przyjemne, choć oznacza też konieczność walki z kurzem i pajęczynami uporczywie odradzającymi się pod kątach, z całą tą materią nieustannie próbującą nas pochłonąć. można też spojrzeć na to od innej strony, choć czasem wzdragam się przed tym - przypomniała mi o tym praca Dust Breeding Man Raya, którą znalazłam w sieci. kurz ma też miękką fakturę, która przypomina plusz. kurz kojarzy mi się z ciszą i późnojesiennym zachodem słońca. może dlatego, że dawno temu, moje zajęcia na pierwszym roku studiów (obecna AP, gdzie kiedyś zaczynałam...) najczęściej odbywały się w salach z oknami zwróconymi ku zachodowi, na ostatnich piętrze gmachu przy ul. podchorążych. niektóre były śmiertelnie nudne, więc jedyne, co pozostawało, to obserwacja skomplikowanych relacji światła i drobin kurzu unoszących się w powietrzu. o tym właśnie jest dla mnie Dust Breeding.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz