niedziela, 1 listopada 2009

tundra calling - flashback

Ten zew tundry to może również dlatego, że nareszcie skończyłam pracę nad nagraniami na płytę "Vaggi Varri", która ma być takim bardzo intymnym śladem słuchania, a właściwie zupełnej immersji w środowisku przesyconym wodą - wodą padającą z góry, płynącą po ziemi i życiem ptasim nad brzegami. Jakoś tak w drugim dniu trekkingu złapałam się na tym, że ten element wody jest decydujący i że zupełnie inaczej słucha się przez mikrofon ze słuchawkami na uszach. A teraz kodowałam ścieżki (po uprzednim wyczyszczeniu, co przy bardziej wietrznych lokalizacjach było dość upiorną robotą) do formatu "binaural", opracowanego specjalnie do słuchania na słuchawkach. Nawet teraz odkryłam jakieś kolejne warstwy dźwiękowe (oczywiście "wodne"): na przykład krople deszczu kapiące na mikrofon tworzą interesujący podkład rytmiczny o własnych zagęszczeniach i rozrzedzeniach. Tytuł objawił mi się w Nikkaluokta, gdzie jeden z domków noclegowych nazywał się "Vaggi", a drugi "Varri", co po samsku znaczy mniej więcej "Góry i doliny". Słuchanie płynących strumieni wydawało mi się wtedy bardzo ważne, fascynujące, odkrywcze i niezwykle przyjemne. A kilka dni temu wrzuciłam do odtwarzacza płytkę DVD z nagranym przez Mira świetnym seralem dokumentalnym "Around the World in 80 Faiths" (BBC, jak zwykle mistrzostwo) - kiedy samski szaman tłumaczył, że koniecznie trzeba słuchać rzeki i dlaczego ma to znaczenie, to trochę mnie zatkało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz