sobota, 21 listopada 2009

no cdn.

cdn. nie będzie, przynajmniej na razie, rzadko cdn. się spełniają, odkąd skończyła się forma powieści w odcinkach. Za to po czymś, co uznaję za pierwszy haterski atak w historii tego bloga (krótkiej) i co wnikliwi dostrzegą w komentsach, postanowiłam - dla odświeżenia i oddechu - co nieco zmienić. BTW: komentsy są tutaj edytowane, co oznacza, moi złociutcy, że zanim się pojawią, to muszę je zaakceptować, akceptuję w zasadzie wszystko z wyjątkiem spamu (jeśli przejdzie przez filtr) i wulgaryzmów, a zatem nie wycinam wpisów haterskich.
Zmiana jest dość radykalna - anglojęzyczna nazwa dotychczasowa mogła niektórych nieco mylić, bo niewiele miała wspólnego ze slangowym znaczeniem, a była związana z... Kocią, która występowała swego czasu jako Kootsie Abura. Ech, let it be. Haterski koments stał się jednak dla mnie pewną cezurą, ale też sygnałem na słuszność powiedzenia "uderz w stół....". Podwójnie albo potrójnie mi średnio, z wielu powodów. Najmniej z powodu meritum wpisu, najbardziej z rozpowszechnionej w naszym kraju napastliwości w stylu "dziennikarstwa" a la TVN 24 lub Onet.pl. O zwykłej i siermiężnej głupocie nie wspominając, bo o tym już pisałam.

3 komentarze:

  1. bo faktycznie chodzi o to w internecie zeby kazdy podpisywal sie z imienia i nazwiska...
    Twoj komentarz o studentach (nie pierwszy zreszta) byl dokladnie na tym samym poziomie "haterstwa"
    Moze wiec nie bajdurz, skoro potem nie liczysz sie takze z negatywnymi komentarzami, bo chyba o komenatrze ci chodzi tak? Inaczej bazgrolilabys pamietniczek w zeszycie 16-kartkowym a nie w internecie.

    OdpowiedzUsuń
  2. och widzę, że mam fankę (fana):-) o ile nie jesteś botem, bo jak widzę, nie odróżniasz haterstwa od krytyki (jedno z drugim nie ma nic wspólnego). przeszkadza Ci infantylizm i nie podoba Ci się, co piszę o studentach (zresztą bardzo rzadko i wyjątkowo, tylko kiedy naprawdę mnie wkurzą lenistwem i arogancją, na szczęście są to w moim przypadku zdarzenia bardzo odosobnione)? To po co czytasz... Nie nazwałabym Twojego poprzedniego posta komentarzem, a wylewem. Krytyki się nie boję - jak widzisz puszczam Twoje komentsy, choć poprzedni był po prostu skrajnie agresywny i nieprzyjemny. Zyczę miłej jesieni, tak czy owak.

    OdpowiedzUsuń
  3. i jeszcze jedno: to raczej Ty się boisz krytyki nie udostępniając swojego profilu. No ale nie dziwi mnie to wcale, sądząc po tym, co sam/sama uprawiasz. Dobry zwyczaj nakazuje nie ukrywać się za "anonimowością" netu, a zapewniam, że jest "anonimowość". Generalnie - podtrzymuję, współczuję. MNie napady irytacji przechodzą, a w Twoim świecie chyba nie jest wesoło...

    OdpowiedzUsuń