środa, 20 sierpnia 2008

Makowa epopeja

Wciąż pod urokiem. Choć już z wolna zaczynam wychodzić na ulicę :-) Opanowałam tajniki przesyłania plików z jednego kompa do drugiego przez Bluetooth, genialna rzecz. Przy okazji porządkuję wnętrzności obu. Ciekawe, kiedy zauważę ubytki Bardzo Ważnych Plików, Które Odeszły w Siny Kod Binarny. Zupełnie nie wiedzieć czemu zakupiłam wśród stosu DVD serial "Dyrektorzy", tłumacząc sobie, że to zalążek kolekcji historii polskiej telewizji (przyda się na zajęcia). A tak naprawdę to chyba jakiś flashback, pamiętam ten serial z dzieciństwa. Tak czy owak, każde zderzenie z siermiężnością i szarością PRLu w dalszym ciągu wywołuje dojmujące stany przeddepresyjne. Oprócz zrozumiałej nostalgii z powodu dzieciństwa, które upływało w latach 70-tych, czasem ciąży jednak dorastanie w latach 80-tych, które pamiętam jako nieustającą szarość (z małymi wyjątkami), coś jakby zawsze panował wtedy listopadowy wieczór z siąpiącą uporczywie marznącą mżawką. A przecież było jeszcze Duran Duran, punkowa rewolucja, Jarocin, przemycane pod kurtkami zine'y, wagary w Teatrze Witkacego i Tatrach, tanie wino na studniowce, a także klasyka filmu w telewizji, DKF początki nowej fali i plastikowe brzmienia dziwnego disco. Czasem o tym pamiętam. Żeby choć jakaś martyrologia, ale nie - szarość. I mogę sobie to bezpiecznie wspominać siedząc przy podświetlonej klawiaturze mojego Maczka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz