niedziela, 17 sierpnia 2008

ja jako Mac user

Zanim powrócę do podróży (jak zwykle flashback): JEST! JEST! JEST! Mój nowy MacBook! Prosto z Nottingham. Miro zdażył mi pokazać tylko najważniejsze tricki i pognał do Preszowa (no, ujechaliśmy razem kawałek)... i zostałam z nim sam na sam. Moja dawna miłość z czasów PowerBooka jeszcze, z pierwszej podróży do USA. Mimo, że to nowe wcielenie, to chemia między nami istnieje (Eva! Wall-e!), mam wrażenie, że jest bardzo milutki i na wszystko sie zgadza. Trochę się grzeje, ale to u niego chyba normalka (tak wynikałoby z instrukcji). Nie uporałam się tylko jeszcze z polskimi czcionkami, więc wciąż kooperuję z moim równie milutkim HPekiem, smutno byłoby mi go porzucić. Choć kupowany w pośpiechu, stresie i bez znamysłu (w obliczu niespodziewanego, nagłego i stanowczego NEIN jego poprzednika) niepostrzeżenie zdążył podbić moje serce. Stara miłosc nie rdzewieje, ale nowa tuż, tuż...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz