środa, 30 sierpnia 2006

dzikie kaczki

... są bardzo agresywne. przekonałam się nad jeziorem pod Sejnami. jedna taka wypadała z sitowia z głośnym gdkaniem, ile razy zobaczyła na pomoście kogoś z czymkolwiek do jedzenia w ręku.

całe dwa tygodnie spędziłam "out in the woods", czyli w dziczy. prowadząc warsztaty. najpierw na Kaszubach, później na Suwalszczyźnie. nawet z zasięgiem było tam kiepsko, co dopiero z internetem czy czymś podobnym. czułam się tak, jakbym spędziła ten czas daleko od Polski, newsy zaczęły do mnie docierać dopiero po powrocie. między innymi taki, że jestem "wykształciuchem natargetowanym". wygląda na to, że z tytułem doktorskim będzie trzeba się kryć po krzakach niedługo... kto ogląda "szkło kontaktowe" (program absolutnie kultowy, bo dający chwilę oddechu od zatykania się codzienną frustracją), ten wie. kto nie wie, niech zajrzy na forum

mówię sobie, że dystans do tego wszystkiego jest koniecznym warunkiem zachowania zdrowia i że wejście w polski dyskurs publiczny jest obecnie zanurzeniem w gnojówę (a raczej w PiSuar i to bynajmniej nie Duchampa), ale mimo wszystko czasami wkurza. jeszcze częściej frustruje. bo przewidywalność męczy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz