czwartek, 18 maja 2006

zwykły jazz


montepulciano d'abruzzo jest pewną odmianą po całej kolekcji tegorocznych win bułgarskich. lubię jednak odmiany - czy raczej nie lubię, kiedy z niewiadomych powodów zamykam się w kręgu dobrze znanych rzeczy (kosmetyków, ubrań, jedzenia, partnerów, przyjaciół i podróży w te same miejsca - do Krakowa:-))), czuję się wtedy skostniała. Więc po odmianie, którą wniosło australijskie Shiraz (lub, jak kto woli Syriah), jeszcze na Brooklynie u Tomka i Asi, wracam do korzeni: Montepulciano d'Abruzzo, wino, od którego się to wszystko zaczęło. Włochy, 1997, u progu Karpat Magicznych. Enigmatyczne, ale jakże prawdziwe. A za tydzień białe, lekkie, jak życie nad brzegami Dunaju w maju winko z Pezinka, ze znajomej piwnicy na uboczu Hlavneho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz