poniedziałek, 1 lutego 2010

na Północ!

Rok zacząl się też nieszczególnie, jeśli kontynuować poprzedni wątek, bo ostatnie 4 tygodnie upłynęły pod znakiem totalnego zmęczenia, wyczerpania i wypalenia. Nie tylko z powodu nawału pracy; również ze wzgledu na to, że często była to sytuacja mocno stresująca. Może dlatego bardziej logiczne wydaje mi się to, że styczeń jest osttaniem miesiącem roku księżycowego. Zawsze czuję, że to miesiąc najtrudniejszy w roku.
A jutro uciekam na Północ, do pustki, śniegu i mrozu. To nic, że podczas Jokkmokk Markand trudno o taką zupełną pustkę, bo dla miasteczka to okres największego w roku ruchu, a Jokkmokk to jeszcze daleko od tundry. Wizja spaceru nad jeziorem, kiedy długo wschodzi słońce ok. 10.00 (bo już wschodzi!) i tak jest jednak kusząca - a tym razem będą zaprzęgi reniferowe i warsztaty joiku. W Skandynawii smak pustki kryje się właściwie na każdym kroku i ma to coś wspólnego z emcocjonalną oszcżędnoscią kultury luterańskiej, bliskiej w niektorych aspektach oszczędnej estetyce buddyzmu zen. Na razie jest to dla mnie niedościgniony ideał (a nie jestem pewna, czy na pewno chcialabym go realizować), ale bardzo inspirujący i dający oddech. Coś, czego w styczniu bardzo mi brakowało.
Jutro wieczorem - mam nadzieję - dobrze znany Ryggefjord Hostel w Sztokholmie, a we środę już samolot do Lulei z ulubionego lotniska Arlanda, później jeszcze autobus do Jokkmokk. Ech, Skandynawia, już mi się lepiej oddycha (nawet jeśli aktualnie -27 w Jokkmokk).
AAA!!! i nareszcie prawdziwa sauna!! Boskie bastu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz