środa, 10 lutego 2010

L'incoronazione di Poppea

Muszę zapisać, bo inaczej zapomnę: genialne wykonanie opery Monteverdiego L'incoronazione di Poppea w wydaniu zespołu La Venexiana (właśnie skończyłam oglądać na Mezzo, nie mogłam się oderwać prawie przez trzy godziny). Głosy solistów wydają mi się idealnie odpowiadać wrażliwości i smakowi muzyki Monteverdiego. Z Monteverdim mam niezłą jazdę, WSZYSTKO tego kompozytora trafia mnie absolutnie celnie - a opery właściwie nie lubię, z wyjątkiem Monteverdiego, Roberta Ashley i Meredith Monk :-). Jak mój ukochany utwór wszechczasów, czyli Lament Nimfy z Ottavo Libro dei Madrigali (w pewnym sensie był bohaterem filmu Agnes Jaoui z 2004 r. Comme une image, czyli w Polsce Popatrz na mnie). W wersji La Venexiany jest nieco odmienny niż u Rinaldo Alessandriniego. Jak tylko kiedykolwiek i na jakimkowiek nośniku ukaże się Koronacja Poppei La Venexiany, to proszę siły kosmiczne, żeby skierowały to na moją półkę. I co zrobić, wysupłam pewnie tę koszmarną kasę, żeby ich usłyszeć na Misteria Paschalia.
W ogóle muyzka baroku odsłania nieco inne oblicze, kiedy wcześniej słuchało się inetnsywnie np. ... Johna Zorna albo (z innej przegródki) Giacinto Scelsi.
I to chyba też efekt pobytu na Północy, bo tak samo było w lecie - po powrocie jakoś inaczej wszystko się słyszało i odbierało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz