niedziela, 4 października 2009

Tatry ponownie


Trudno uwierzyć, ale naprawdę tak było wczoraj w Tatrach. Udaje się utrzymać 2-tygodniowy rytm wycieczek w gory i mam nadzieję, że tak już zostanie. Ja co prawda najbardziej lubię Tatry zachmurzone, z marznącą mżawką od czasu do czasu, ale trudno, landszafty (jak ten obok) też mają swój urok :-). Ludzi sporo, ale jak to w Tatrach: najczęściej kłębią się w miejscach do posiedzenia, rzadziej w tych do pochodzenia, które nie są obowiązkowym punktem programu. Na przykład między Wołowcem a Jarząbczym spotkaliśmy tylko ze 3 osoby. Gdyby nie ta "złota tatrzańska jesień", jak z obrazka, byłoby pewnie jeszcze bardziej pusto. Trasa ze schroniska w Dolinie Chochołowskiej przez Wołowiec, Jarząbczy i Kończysty na dół okazala się dość wymagająca i od wyjścia ze schroniska do momentu trzaśnięcia drzwiami busa na parkingu u wejścia do Doliny upłynęło dobre 9 godzin. Takie trasy jednak lubię najbardziej (i takie podejścia, jak na Jarząbczy od strony Wołowca - BARDZO treściwe i wymagające uporu).
Po drodze uchodzą z ciała całe zasoby stresu, głowa oczyszcza się z informacyjnego smogu. Można przez chwilę zapomnieć o sprawie Polańskiego i zwolnić się z konieczności zajmowania stanowiska w tej sprawie. Być może to właśnie sprawia, że tak często czuję się w Polsce klaustrofobicznie - z każdej strony atakują bardzo wyraźnie sformułowane, raczej "na sztywno" i ortodoksyjnie punkty widzenia. Żeby użyć grypsery naukowej: społeczne uniwersum jest totalnie domknięte (żeby nie rzecz, zafoliowane) przez tez idealnie uzupełniające się, zawsze opozycyjnie i w parach, ortodoksyjnie przeciwstawne pogląady. W tym sensie Krytyka Polityczna nie tylko wiosny nie czyni, ale wręcz przeciwnie, idealnie wpisuje się w tę męczącą dynamikę.
Co do Polańskiego: nie uda się go obronić w ten dosyć głupi sposób, jaki obrały niektóre środowiska artstyczne, ale z pewnością udało się skompromitować wielu osobom i gremiom, od Migalskiego po Zanussiego. Z tego ostatniego wyszła dosyć marna istota ludzka, pozbawiona elmentarnej wrażliwości.

2 komentarze:

  1. Ten ostatni niepotrzebnie się wychylał, bo co poniektórzy przypomnieli sobie, że jego nazwisko pojawiało się w kontekście pewnej afery pedofilskiej w roku bodajże 2004. Polecam blog Sylwestra Latkowskiego, autora filmu dokumentalnego "Pedofile".
    www.latkowski.com/film/pedofile/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze wydawał mi się bufonem, wszystko jedno, czy uwikłany w aferę pedofilską czy nie.

    OdpowiedzUsuń