sobota, 9 października 2010

o tym, co umyka

Codziennie coś umyka i to jest nieuniknione; właściwie więcej jest tych rzeczy ,które niepostrzeżenie znikają za horyzontem - być może uważność w dzisiejszych czasach jest najtrudniejszym sprawdzianem dla osób na full zanurzonych w zwykłej rzeczywistości, w której DZIEJĄ się sprawy. W każdym razie kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wiadomość o katastrofie ekologicznej na Węgrzech, (w postaci charakterystcznego "dymka" z TweetDecka w górnym prawym rogu ekranu) to tylko musnęło mój umysł, zajęty czymś zupełnie innym, terminowym, naglącym i pilnym. Ale w kilka godzin później trafiła mnie nazwa, którą dobrze znam: Ajka. Nazwa stacji kolejowej, którą mijaliśmy kilkakrotnie, jeżdżąc pociągiem z Budapestu do Ljubljany jakieś 3-4 lata temu. Kilka pięknych widoków z okna pociągu, ale dobrze zapamiętanych, jakoś charakterystycznych, myśl, że chciałoby się kiedyś wrócić, poeksplorować na rowerze albo na piechotę z plecakiem... I teraz ta wielka czerwona kałuża, z którą najwyraźniej nie wiadomo, co robić. Nasze media donosiły o tym jakby z mniejszą determinacją niż przy innych tego typu okazjach, już na drugi dzień ważniejsze było, co jeden pan drugiemu panu i te wszystkie smrody polskiej pseudopolityki. Przy takich okazjach jakoś ci sami dziennikarze, tacy nieustępliwi i bezkompromisowi, nie pytają o "przemysłowych terrorystów" ani o duże zaniedbania i przekręty, które zazwyczaj się za tym kryją. Dokładnie tak samo było w przypadku BP - i można sobie tylko wyobrazić, co by było, gdyby sprawa BP zdarzyła się w ktorymś z krajów byłych demoludów: tutaj ciągle dominuje przekonanie, że organizacje ekologiczne i służby ochrony przyrody to "ekoterroryści". I na pewno jeszcze nieraz ten epitet usłyszymy, na pewno nieraz będziemy oglądać niewiadome osoby na ekranach magazynów informacyjnych podpisane po prostu "ekolog", jakby to coś w ogóle mówiło... Póki co, duży obszar w środku Europy jest martwy. Nie wiadomo, co będzie z Dunajem. Rzeka, którą kocham. Toksyny wpłynęły do Dunaju na wysokości nieco przed przełomem w okolicach Vyšehradu - spłyną w dół rzeki i jakoś nie wierzę w opowieść o ich nieszkodliwości. Ph 9 - nawet jeśli nie jest się chemikiem z wykształcenia, można się tylko domyśleć, co się stanie z bogactwem życia w Rzece. Oczywiście nic nie jest nieodwracalne, przyroda rzeczywiście ma niemal nieskończone możliwości regenneracji, ale kiedy w latach 90-tych rtęć z kopalni złota w Rumunii skaziła Cisę, to trzeba było czekać prawie 10 lat... W każdym razie nasze media już się znudziły sprawą, nie widziałam jakichś pogłębionych komentarzy, niektOrzy dziennikarze nawet nie sprawdzili na mapie, jaki jest bieg Dunaju i przez jakie kraje przepływa (warszawskocentryzm TVNu, a jakże) - no chyba, że walnie drugi zbiornik, już się wyczuwa ekscytację, a nuż... Światełkiem w tunelu są niezależni dziennikarze - Jerzy Jurecki z "Tygodnika Podhalańskiego" (który już wcześniej dawał przykład solidnej niezależnosci) wybrał się na miejsce i opisał, co zobaczył i co tam się dzieje. W dobie korporacyjnego dziennikarstwa, zjadającego własny ogon i smakującego jak fast food to naprawdę godne uwagi.
I takie rzeczy umykają, łatwo jest nie przywiązywać uwagi, nie dbać i się nie przejmować. NIMB (Not In My Backyard).

1 komentarz:

  1. Coraz częściej o świecie wiemy tylko to, co nam fastfoodowe media tłoczą do oczu i uszu. Codziennie nowe sensacje produkowane przez coraz mniej kompetentnych pracowników mediów (dziennikarz to gatunek wymierający). I tak w tym tłumie mediaśmieci umykają sprawy naprawdę ważne...

    A uważność jest w zaniku, niestety to widać na każdym kroku. Gdzieś kiedyś czytałam dywagacje, że to z powodu komputerów/komórek/całej tej elektroniki i tego, co nam te gadżety robią z mózgiem. Dywagacje mi nie umknęły, bo były zbieżne z moimi przemyśleniami, że nadmiar technologii to złooo. ;)

    Smutne to, co się dzieje na Węgrzech, i niełatwo uniknąć poczucia przytłoczenia, gdy uświadomić sobie, że to zaledwie jedno z tysięcy miejsc, w których człowiek niszczy świat i życie. Na szczęście cywilizacja chyli sie ku upadkowi. Mam tylko nadzieję, że upadnie, zanim homo sapiens wytnie w pień wszystko, co żywe i zatruje całą planetę. - ovoo

    OdpowiedzUsuń