piątek, 26 czerwca 2009

no proszę!

Caałe 7 dni! Nic dziwnego - egzaminy, kolokwia, prace itp., w zasadzie w kółko. Sesja jest jeszcze bardziej uciążliwa po mojej stronie katedry, już na to narzekałam i nie będę więcej. A jednak... hurrrrrra! nareszcie wakacje! (prawie, bo w poniedziałek Amsterdam i konferencja "Ends of TV")
Najchętniej siedziałabym na balkonie i oglądała ulubione seriale: o chmurach (ostatnie dni to burze przychodzące ze wschodu, co jest całkowitą anomalią), o srokach (jak młoda sroka goni swoich rodzicieli z rozdziawionym dziobem i krzycząc wniebogłosy), o pleszkach (jak biją się ohydnie wrzeszcząc pod samochodami na parkingu poniżej), o szerszeniu (najwyraźniej, bestia, szuka miejsca na gniazdo w najbliższej okolicy) i o roślinach (róża z Tesco już powoli odchorowuje spektakularne "kwitnienie" wymuszane końskimi dawkami azotu, jakimi traktuje się rośliny w szklarniach i sklepach, żeby "ładnie" wyglądały - wprawne oko dostrzeże w tym wyłącznie przedśmiertne rumieńce, wiadomo, że rośliny uratowane z tych tortur później ciężko odchorują i będą wracały do zdrowia baaaardzo długo, czasem nawet cały rok, jak druga z moich róż). Tęsknię za Słowacją i słowackim, to najpiękniejszy język na świecie. Czytam więc sobie poviedky na piatok i jestem dozgonnie wdzięczna Kolomanowi Kerteszowi Bagali za całość literarneho klubu. Powinnam robić coś zupełnie innego, ale co poradzić na miłość...
Wczoraj zmarł Michael Jackson, to strasznie smutne, rodzaj ukrzyżowania na oczach całego świata za pomocą showbiznesu. Mądrala w TVN orzekł, że Jackson 5 nigdy nie zdobyli "takiej" sławy - jasne, dla nich zawsze historia zaczyna się wczoraj.Ktoś ze znajomych na Facebooku wrzucił dzisiaj to, niech tak zostanie. Niech MJ zostanie posłonecznej stronie, May He Stay in Peace, kimkolwiek był, niech żyje w Jamiroquai i innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz