środa, 14 czerwca 2006

deszczszczszcz

tak właśnie. nie da się żyć w kraju, gdzie ciągle jest zimno, groteskowo i którego reprezentacja futbolowa stale przegrywa. Marek nie ogląda piłki nożnej i w ogóle się na niej nie zna, a ja czasem tak i mamy chwile podgrzanych debat w domu. co tylko poglębia naszą alienację, przy codziennych materiałach w telewizji poświęconych sposobowi radzenia sobie żon z futbolową gorączką ich mężów. a więc to kraj idealny dla queerów.
na razie najlepszym meczem, jaki widziałam był pojedynek (tak mówią komentatorzy) Włochów z Ghaną. ale kibicuję Czechom (rozgromili USA 3:0, gra u nich znowu Nedved, złoty chłopak).
zbliża się godzina zero, w poniedziałek "odbędzie się obrona pracy doktorskiej Gender w kulturze audiowizualnej mgr Anny Nacher". I to gdzie, przy ul. Kanoniczej w starożytnym mieście Krakowie, pod starożytnym Wawelem. To dlatego ostatni wpisa na blogu mam z 4 czerwca. Niebawem to się zmieni.
Marek właśnie testuje nasz nowy generator dźwięku, tym razem działa na światło, co wygląda bardzo zagadkowo.
informacje od Mihy ze słoweńskiego festiwalu Sajeta przypomniały mi o tym, że już niedługo będziemy pili poranne espresso na rynku w Tolminie, w miejscowej karczmie z tarasem ozdobionym oleandrem. dlatego warto żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz