sobota, 13 stycznia 2007

śnieg to był ostatni...

HOHOHOHOHOHO.... jak długo tu nie zaglądałam...
I jak się okazało, śnieg to był - w listopadzie - jak na razie ostatni. Obserwuje siebie w procesie zmian różnorakich, m.in. mieszkaniowych. Po latach zalogowaliśmy się w Krakowie, w pewnym sensie to krok najzupełniej naturalny, ale jak się okazało - jednak nie najłatwiejszy. Odkrywam, że istnieją różne rodzaje mobilności. Trochę dał mi też do myślenia fakt, że żadne miejsce z mojej przeszłości - z którym bym sie identyfikowała jako z miejscem osobistej mitologii / pamięci - albo fizycznie nie istnieje, albo zostało zrekonfigurowane w taki sposób, że nie można go uznać za takie samo. Najbardziej uderzający był chyba widok kamienicy w Czarnym Dunajcu, gdzie spędzałam każde wakacje w dzieciństwie i gdzi miezkała moja babcia (kiedy najzupełniej przypadkiem przejeżdżaliśmy tamtędy w drodze do Bratysławy). KAŻDY budynek w sąsiedztwie jest odnowiony, ten popadł w stan kompletnego zrujnowania (podobno nie wiadomo, kto ostatecznie jest właścicielem). Drewniany balkon, na którym kiedyś polowało się na gryzonie i który był oazą rozmaitych strachów, odpadł od ściany, a dach się zawalił. Trochę zrobiło mi się nieswojo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz