piątek, 13 października 2006

no flashback / flashback all the time

albo jakiekolwiek powroty do czasu minionego są absolutnie niemożliwe, albo moje życie jest jednym wielkim flashbackiem i żartem z pamięci (rozpadającej się spektakularnie).

W każdym razie nadszedł październik i wymazał moje wakacyjne wspomnienia. Zresztą jak mogłoby być inaczej, jeśli wygląda to np. tak: czwartek - zajęcia, wieczorem koncert po spotkaniu z Olgą Tokarczuk w Alchemii (dobrze, ze pojawiła się - coraz rzadsza już - piękna przyjemność z uczestnictwa, spotkania i muzyki), kładziemy się spać w podniebnym mieszkanku Madzi na Sebastiana wyjątkowo wcześnie, jak na taką okazję bo ok. 1.00; piątek - wstaję o 5.00, o 6.00 siedzę w intercity do W-wy, pędzę na spotkanie w sprawie prezentacji jednego ze szkolen, które współprowadzę, o 12.05 siedzę w pociągu powrotnym, zahaczam o Kraków, wracam do domu, padam wycięta i śpię jak zabita (w międzyczasie Madzia nadjeżdża z K-wa ostatnim autobusem o 2.00); sobota - wyjazd z ekipą telewizyjną na Słowację, kręcimy jakiś siedmiominutowy fragment dla programu "Kwartet" (tzn. jeździmy o głodzie przez cały dzień po uroczych zakątkach i powtarzamy kolejne "dokumentalne" ujęcia, póki jest ekspozycja, odwiedzamy Michala Smetankę w oddalonej o 60 km od Starej Lubovni wiosce, sytuacja jest napięta, bo realizator nie może się zdecydować: plener czy dom, na szczęście wspólne granie trochę uzdrawia atmosferę, wieczór kończymy w Starej Lubovni, nareszcie jem cokolwiek - pierwszy posiłek tego dnia, o 17.00, idziemy na nieistniejący pociąg do Popradu, okazuje się, że pojedziemy dopiero tym o 22.30, w pewnym momencie ziemia chwieje się pod stopami, ale nie ma nic wspólnego z frankovką modrą wypitą do obiadu. Docieramy wreszcie do pani Dargockiej w Spiskiej Sobocie i walimy sie spac. Bo oczywiście rano nie ma co tracić czasu, ruszmy w Tatry.

I nawet Tatry mi nie pomogły. Mam grypę (nic dziwnego, po takich trzech dniach i spotkaniu z kaszlącą Madzią oraz zakatarzonym Slavem) oraz ogólnie nie jest dobrze. Żeby nie powiedzieć wręcz, że całkiem niedobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz