Codziennie coś umyka i to jest nieuniknione; właściwie więcej jest tych rzeczy ,które niepostrzeżenie znikają za horyzontem - być może uważność w dzisiejszych czasach jest najtrudniejszym sprawdzianem dla osób na full zanurzonych w zwykłej rzeczywistości, w której DZIEJĄ się sprawy. W każdym razie kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wiadomość o katastrofie ekologicznej na Węgrzech, (w postaci charakterystcznego "dymka" z TweetDecka w górnym prawym rogu ekranu) to tylko musnęło mój umysł, zajęty czymś zupełnie innym, terminowym, naglącym i pilnym. Ale w kilka godzin później trafiła mnie nazwa, którą dobrze znam: Ajka. Nazwa stacji kolejowej, którą mijaliśmy kilkakrotnie, jeżdżąc pociągiem z Budapestu do Ljubljany jakieś 3-4 lata temu. Kilka pięknych widoków z okna pociągu, ale dobrze zapamiętanych, jakoś charakterystycznych, myśl, że chciałoby się kiedyś wrócić, poeksplorować na rowerze albo na piechotę z plecakiem... I teraz ta wielka czerwona kałuża, z którą najwyraźniej nie wi...