to jest mój prywatny blog, pozostawianie "śladów", nad ktorymi mogę poniekąd tylko zapanować, zdawanie niedokładnych relacji z codziennych mikropotyczek ze wszystkim na zewnątrz.
przed północą
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
Obowiązkowo Transmission Joy Division. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Dance Dance Dance Dance Dance to the Radio.
No więc mglista niedziela JEST lepsza niż mglisty poniedziałek, zwłaszcza taki, w którym ma się 6 godzin zajęć, z czego 4 z pierwszym rokiem (są oczywiście wyjątki od reguły, ale pierwszy semestr na pierwszym roku upływa głównie na a) oduczaniu delikwentów szkolnego infantylizmu b) przyzwyczajeniu do tego, że na zajęciach się myśli, a nie śpi c) znoszeniu (dość cierpliwie) mimowolnej impertynencji i poczucia humoru w stylu "zabawiam szkolną wycieczkę i jestem gwiazdą"). Ech, zżymam się, bo najbardziej na świecie frustruje mnie niemożność nawiązania ludzkiego kontaktu. W tych wszystkich dyskusjach w stylu "Wyższa Szkoła Wstydu" albo "Koniec Akademii" strasznie mnie wkurza to, że nikt jakoś nie zada sobie trudu, żeby sprawdzić, jak wyglądają "reading assignments" w najlepszych uniwersytetach, do których wszystkim tak spieszno - tam nikt się nie przejmuje, że studentom trudno jest przeczytać 60 stron z tygodnia na tydzień i raczej nie ma litości da ...
Ostatecznie okazał się być dzisiaj Bardzo Zły Dzień. Bardzo. M. pozbył się naszej ukochanej lustrzanki cyfrowej w fatalnych okolicznościach - aparat wprawdzie został na siedzeniu w autobusie firmy Szwagropol, którym M. o 15.20 wyjechał z Nowego Sącz do KRK, ale zaraz, jak tylko się zorientował, to zaczął wydzwanianie i do firmy, i do kierowcy, i na PKS, i nawet do dyspozytora. Niestety. Osobnik, który zabrał czarną torbę z naszym Nikonem i nie oddał jej kierowcy, sam się prosi o kłopoty. Bo że od tej pory spotykać go będą same nieszczęścia, to pewne. Rozpacz moja jest wielka, bo to ukochany aparat był (pal diabli stratę finansową, zresztą niebagatelną..., ale tyle wspomnień i tyle zdjęć...to jakby bliska osoba zaginęła). Ech. Koniec ze zdjeciami na blogu na czas jakiś, dopóki nie pojawi się przypływ gotówki albo jakimś cudem nie wróci do nas nasz Nikon. Nie mogę przy tej okazji powstrzymać się od refleksji o tym, jak kiedyś w takich samych okolicznościach zostawiony portfel (Słowacja -...
I dokonał się powrotny przejazd Budapeszt - Kraków za pomocą kolei słowackich (głównie), węgierskich (po części), busa firmy Strama oraz Szwagropolu. W całości kolejne etapy prezentowały się następująco: Deak Ferenc Ter - Nyugati Palyudvar (metro linia niebieska) Budapeszt Nyugati - Šturovo (pociąg MAV, czyli kolei węgierskich) Šturovo - Nove Zamky (pociąg ŽSR, czyli kolei słowackich, czekał na nas 5 minut, bo przyjechaliśmy z opóźnieniem) Nove Zamky - Šurany (pociąg jw) Šurany - Banska Bystrica (pociąg jw., tyle, że 'rychlik') Žiar n/Hronom - Hronska Dubova (przejazd komunikacją zastępczą) Hronska Dubova - Banska Bystrica (pociąg jw., 'zrychleny') Banska Bystrica - Vrutky (jw., 'rychlik', czekał na nas 10 minut, bo byliśmy opóźnieni) Vrutky - Liptovsky Mikulaš (jw.) Liptovsky Mikulaš - Zakopane (bus firmy Strama) Zakopane - Kraków (Szwagropol) Borek Fałęcki - nasza 'wieża' Czas przejazdu: nieco ponad 12 godzin. Nie do wykonania w Polsce, gdzie pociągi (...
Komentarze
Prześlij komentarz