mglisty poniedziałek
No więc mglista niedziela JEST lepsza niż mglisty poniedziałek, zwłaszcza taki, w którym ma się 6 godzin zajęć, z czego 4 z pierwszym rokiem (są oczywiście wyjątki od reguły, ale pierwszy semestr na pierwszym roku upływa głównie na a) oduczaniu delikwentów szkolnego infantylizmu b) przyzwyczajeniu do tego, że na zajęciach się myśli, a nie śpi c) znoszeniu (dość cierpliwie) mimowolnej impertynencji i poczucia humoru w stylu "zabawiam szkolną wycieczkę i jestem gwiazdą"). Ech, zżymam się, bo najbardziej na świecie frustruje mnie niemożność nawiązania ludzkiego kontaktu. W tych wszystkich dyskusjach w stylu "Wyższa Szkoła Wstydu" albo "Koniec Akademii" strasznie mnie wkurza to, że nikt jakoś nie zada sobie trudu, żeby sprawdzić, jak wyglądają "reading assignments" w najlepszych uniwersytetach, do których wszystkim tak spieszno - tam nikt się nie przejmuje, że studentom trudno jest przeczytać 60 stron z tygodnia na tydzień i raczej nie ma litości da ...
Komentarze
Prześlij komentarz