Posty

Berlin 2004

Obraz
Berlin 2004 , originally uploaded by nytuan . za to kochamy Berlin... ekstaza ruchu. To zdjęcie pochodzi sprzed dwóch lat. Więcej o najświeższej wyprawie do Berlina juz wkrótce.

Berlin

29.03.2006 (środa) Najpierw dramatycznie zaspaliśmy. Autobus do Krakowa o 5.50, a ocknęliśmy się z głębokiego snu o 5.35. Jak to zwykle bywa, udało nam się dobiec (z bagażami!). Co prawda na przystanek w mieście, bliżej domu (czasem trudno tam wsiąść), ale o 5.50 najwyraźniej nie było zbyt wielu chętnych na podróż do Krakowa. Później korki. Jak zwykle między 7.00 i 8.00 rano, szaleństwo. Na szczęście wylądowaliśmy w końcu na górnej płycie Regionalnego Dworca Autobusowego (tak się to teraz nazywa…) o 8.10, mieliśmy więc CAŁE 20 minut, żeby dotrzeć do pociągu. Pośpiech zupełnie umiarkowany. Zdążyłam jeszcze nawet – po złożeniu bagaży w wagonie - zbiec do automatu w nowym przejściu, po kawę. Maszyna Nescafe gdzieś zniknęła (nie było jej tam, gdzie zwykle), pozostał mi więc stary, śmieszny automat przy 1 albo 2 peronie. Śmieszny, bo wygląda, jak z lat 70-tych albo 80-tych i bierze monety 10-, 20-, 50-groszowe, 1- i 5-złotowe. Z jakichś powodów nie bierze dwuzłotówek. Być może jest t...

wiosna jest ślamazarna

Obraz
Bułgaria 2005 , originally uploaded by nytuan . testuję połączenie z Flickrem, gdzie staramy się na bieżąco wieszać fotki z podróży (są ich już miliony). Wiosna się ślimaczy - wczoraj był pierwszy cieplejszy dzień, w Krakowie na Plantach kosy wariowały. Uciekam myślą do naszego jeziorka zawiesoznego pod szczytem Maliowicy (Riła, Bułgaria), gdzie było tak rozkosznie... A jutro pociąg do Berlina o 8.30. Co dalej, nie wiem za bardzo. Warsztaty z Junge Botschafter fur Mittle- und Osteuropa. Granie w Junction Bar (w poniedziałek, 2. kwietnia)

show must go on...

ale że show must go on, to to właśnie porzucam ekranik komputera dla Szymona ( Szymon Majewski Show, rzecz jasna, "kaczor mnie pieeeeeści!!!!!":-)))))

Stanisław Lem R.I.P.

Smutny dzień. Przyjechałam do domu z Krakowa i pierwsze wiadomość, jaką Marek oznajmił mi od progu: zmarł Stanisław Lem. To trochę tak, jakby odeszła nieodwołalnie część mojej młodości - na Lemie się wychowałam. "Dzienniki gwiazdowe" zawsze będą dla mnie matrycą specyficznego humoru i jeśli ktoś nie wie, co to znaczy "spotkać siebie z poniedziałku, wtorku i środy", to znaczy, że jest z innej planety i że można sobie odpuścić próby komunikacji. Brak nam będzie zawsze trzeźwych i rozsądnych (ale nigdy cynicznych, rozgroryczonych czy rozczarowanych) komentarzy Lema.

trochę muzyki

słuchałam w dalszym ciągu Chopina granego przez Blechacza. Są czasem takie dni. Blechacz odkrywa całkiem nowego kompozytora, który - kiedy jest grany pompatycznie ("tradycyjnie") - staje się nieznośną patriotyczną piłą. A Blechacz wydobył z tej muzyki rozmaite rzeczy - z nokturnów kameralność i miękkość, z Poloneza As-dur (!) coś w rodzaju postmodernistycznej strategii cytatu (ten najbardziej znany motyw brzmi trochę jak ekstatyczne szaleństwo w oczekiwaniu końca, naprawdę niezwykłe), z kilku innych znanych utworów (walc cis-moll) - jakąś taką inną stronę tej muzyki, którą zna się od dziecka. A nad wszystkim góruje ta słynna melancholia, która płynie nam we krwi. Krótko mówiąc: ta muzyka wchodzi pod skórę. Blechacz gra w niektórych momentach jakby z jazzowym uderzeniem, trochę jak Keith Jarret Haendla (jedna z moich ulubionych płyt), oszczędnie, niemal ascetycznie a jednocześnie zywiołowo, ekstatycznie, tak jak się powinno grac Chopina. Nie wiem nawet, jak to możliwe, ale go...

norweska recenzja

...Sonic Suicide ukazała się w groove.no - nie rozumiemy ani słowa, ale dostaliśmy 5 gwiazdek (na 7), wiec chyba nie jest najgorzej. Jeśli ktoś czyta po norwesku ...

i jeszcze zima

za oknem spadają takie wielkie kawałki śniegu. słucham nokturnów Chopina (to mi się czasem zdarza), mistrz słowiańskiej melancholii. skąd nam sie to bierze? przez całe 4 dni jeździliśmy na nartach. najpierw na Hrebienku (górna łąka, yes, yes, yes), później jednak w Strbskim Plesie, gdzie trasy wprawdzie łatwiejsze niz "horna luka", ale za to dłuższe. Dłuższe zwłaszcza, kiedy się jeździ w kompletnej mgle. Hmla bola uplnie uplna, nic a nic. Widziało się czubki nart przed sobą, i tyle. Dość niezwykłe wrażenie, zjeżdżając spod chaty Solisko, w górnej części można było polegać wyłącznie na intuicji i wyczuciu przestrzeni oraz śniegu, trochę jak jazda z zamkniętymi oczami. Najpierw strach, ale później, przy kolejnych zjazdach, bardzo osobliwa przyjemność, jakby się latało. Na szczęście w niższych partiach można było trochę "przyciąć", zwłaszcza na trasce numer 2, w miejscu, które nazwaliśmy "ścianką" - wąskie, strome gardło, gdzie zawsze ktoś próbował zsuwać się...

zima przyciężkawa

zima + lokalne realia polityczne to całkowicie za dużo, jak na jednego człowieka. I nawet jak na człowieka + drugiego człowieka + kota. Ale - Hurra! Dzisiaj o godz. 17. 3o z mojej drukareczki laserowej wyskoczyła ostatnia strona mojego doktoratu ("Kategoria gender w kulturze audiowizualnej")! Kilka lat mojego życia (a może nawet więcej) przybrało formę 262 kartek równo ułożonych w spory stosik. To całkiem przyjemne wrażenie. I chomiki są teraz dźwiękowe!

witaj, ameryko!

Właśnie dostaliśmy paszportymi z pięknymi, nowiutkimi wizami amerykańskimi. Jest więc już pewne (o ile coś w ogóle może być pewne), że wystąpimy na festiwalu Terrastock , w Providence (Rhode Island). Super, super, super. Więcej o festiwalu w Wikipedii :-) Co prawda durni kolesie w banku wlasnie odmowili nam kredytu, mimo stosownych wplywow na konto co miesiac (bo oczywiscie nie mamy umow o prace jak byle wyrobnik w bialym kolnierzyku, tylko zlecenia, dziela i umowy czasowe), ale kto powiedzial, ze bedzie lekko. Nigdy nie było.

oskary

Oskary rozdane. Jeden z moich ulubionych aktorów dostał nagrode! Tak, tak, Philip Seymour Hoffman! Bardzo lubię wszystkie postacie, które gra - zazwyczaj trochę zakręconych,m wrażliwych gości. Świetny w 25th Hour Spike'a Lee, w Big Lebowski no i w niezapomnianej Magnolii . Fantastyczna rola drag queen we Flawless (nie pamiętam, jaki ten film miał tytuł w Polsce). Ale nawet, jeśli gra drugoplanowe role, jak w Twisterze , jest znakomity i zazwyczaj jego postacie i tak są bardzo wyraziste. Ogólnie - super!

trochę polityki (i obłędu)

Grzegorz Klaman w Dużym Formacie : Źle się czuję w kraju, w którym groźni nacjonaliści są posłami, a artyści siedzą na ławie oskarżonych. No właśnie. Nic dodać nic ująć. Trudno tu oddychać. Ostatnio trudniej niż zwykle. Dobrze, ze są chomiki .

no to wracam

Obraz
no to wracam, ładne kwiatki, w lutym. prawie marcu. wszystko przez doktorat. ale odkryłam, że nie zapomniałam jazdy na nartach!!! narty to znowu miłość mojego życia (jedna z wielu).

remanenty

i znów upłynęły 3 tygodnie, choć obiecuję sobie uzupełniać blog co niedzielę. No ale tak to wyglądało od ostatniego updejtu: 17 .10 - 23.10 zaczęłam zajęcia w Yogamechanika , będę tam co poniedziałek od 16.45 do 18.00 (normalnie w poniedziałki prowadzę jeszcze konwersatorium z teroii mediów elektronicznych), udało nam się wyskoczyć na Sopatowiec i spędzić uroczy wieczór, a nawet znaleźć trochę grzybów po drodze (zrobiłam też 5 stron tłumaczenia, które było "na wczoraj") , w niedzielę zaczęłam zajęcia pracy z głosem w Joga Centrum (też co tydzień, między 17.00 a 19.00) 24.10 - 30.10 poniedziałek/wtorek/środa (oprócz moich zwykłych poniedziałkowych zajęć) konferencja "Nowa audiowizualność", na kampusie, co oznacza całodzienną wyprawę. Na szczęście okazało się, że LOT Catering ma tam dwa całkiem przyjemne przybytki z rozsądnymi cenami (już nawet wybaczam im fakt, że z dań wegetariańskich mają tylko jajko sadzone, ziemniaki i surówkę, oznaczone w dodatku jako "ta...

no cóż

a moj przedwczorajszo-wczorajszy dzień wygladał tak: 22.05 - autobus do Warszawy (okropny pojazd marki Solbus, w ktorym nie rozkładały się siedzenia, a kierowca nie chciał się zatrzymać na żadnej stacji benzynowej, bo twierdzil, ze ma liste przystanków i nie może umożliwić pasażerom korzystania z ubikacji - cóż więc mi pozostało innego, jak bieganie o godz. 2.50 po mile zakrzaczonym dworcu PKS w Kielcach...) 5.30 - Dworzec Zachodni (stolicy wdzięk i czar...), kolejka do Śródmieścia 6.10 - 7.40 - śniadanko w Coffee Heaven na Dworcu Głównym (boziu, dziekujemy za Coffe Heaven) 7.45 - metro przed 8.00 - wysiadamy sobie przy Rakowieckiej i spacerkiem na Łowicką, po drodze zakupując sok marchewkowy 9.00 - 12.00 - prowadzę warsztaty 12.30 - mała zupka szczawiowa w kawiarni Centrum KUltury Łowicka 14.05 - ekspres do Krakowa (nareszcie powrót do Małopolski) 17.25 - autobus do Nowego Sącza 19.45 - prosto do klubu Jazzgot (tak, tak, teraz w N.S...), gdzie gramy koncert 21.00 - padam z nóg, ale z...

tykwy

Obraz
a Marek wyhodowal takie cos... u nas przed domem (w ogrodku o powierzchni 16 m kw.) (ale tylko niektore:-)... to nam przypomina wszystkie wyprawy na południe, poczynając od rowerowych włóczęg po słowacko-węgierskim Gemerze. tropiliśmy nasiona, tropiliśmy, aż wytropiliśmy. I wyrosło!

ale młyn

Obraz
ostatnio siedzę prawie wyłącznie w autobusie do Krakowa albo z Krakowa. Albo w świecie wirtualnym - skajpujemy z Monika, ktora tez MUSI pisac doktorat. Albo szukam jakichś śmieci w sieci, czasem udaje się znaleźć coś nowego, jak Aspen , gdzie można zobaczyć m.in. Rhytm 21 Hansa Richtera albo ściągnąć kompozycje Gordona Mummy, Johna Cage czy La Monte Younga. Czasem znajduję nowe w starym - artykuł z plikami do posłuchania o DJach, którzy nie tylko techno żyją . Stamtąd udałam się do rezerwuaru nowoczesnego soul, trochę surowszych niż zwykle brzmień i choć znalazlam tylko probki, to i tak było warto. I tak upłynęła dobra godzina. A później porządkowałam nasze zdjęcia podróżnicze i znalazłam to, co powyżej. O GEEEZ, jak było wtedy rozkosznie: dwa lata temu w Sozopolu , w uroczej knajpce nad morzem (dosłownie, bo je się na drewnianych tarasach, które "wiszą" nad powierzchnią morza), która nazywa się "Ksantana" (niesttey, nie znalazlam jej w sieci) i jest zlokalizowana...

drugie podejście

Wreszcie udało mi się wszystko odpowiednio skonfigurować, programy działają, to jakby drugi początek. No cóż, do trzech razy sztuka. A w międzyczasie odwiedziliśmy słoneczną Bułgarię, która w tym roku była trochę mniej słoneczna. Ale w górach jak zwykle mieliśmy pogodę, a woda w morzu była bardzo ciepła. Zaczęliśmy od Sinemorca , który w tym roku okazał się być nieco bardziej "światowy" niż w ubiegłym roku. TUI Neckermann skończył już budowę kompleksu wypoczynkowego, jest codzienne połączenie z Sofią, ale co tam... Dzikie plaże piękne jak zwykle, pan w najobsukrniejszej (naszej ulubionej) knajpie świata - tuż przy przystanku, poza rewirem turystów - nie zapomniał nas i serwował nam kawkę w naszych ulubionych, nieco wyszczerbionych filiżankach; facet od najlepszych w całej Bułgarii mekitzi dorobił się małego kiosku i mekitzi są dalej najlepsze; po większej burzy w całej wsi nie ma prądu. Piękne, dzikie przestrzenie między Sinemorcem a Achtopolem już coraz mniej dzikie, więce...

miau,miau

Obraz
najpierw muszę zobaczyć, czy to w ogóle działa. Jestem przezorna. Wnikliwi mogą zobaczyć mnie również na www.magiccarpathians.com