<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931</id><updated>2011-12-03T08:03:02.016+01:00</updated><title type='text'>against_the_grain</title><subtitle type='html'>to jest mój prywatny blog, pozostawianie "śladów", nad ktorymi mogę poniekąd tylko zapanować, zdawanie niedokładnych relacji z codziennych mikropotyczek ze wszystkim na zewnątrz.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>262</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3761577477827950167</id><published>2011-02-26T19:39:00.000+01:00</published><updated>2011-02-26T19:39:52.587+01:00</updated><title type='text'>carpooling</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest taka instytucja za Wielką Wodą, jak car pooling - samochod z więcej niż jedną osobą może korzystać z pasa dla autbusów w mieście. No i przyszedł czas na car pooling - z różnych względów bardzo rzadko tylko udawało mi się zaglądać na niniejszego bloga. I teraz uwaga, njaważniejsze: przenoszę się po sąsedzku na &lt;a href="http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/"&gt;plaśnięcie w budyń&lt;/a&gt;, gdzie będę się czasem udzielać jako współautorka. Blog naukowy bez zmian.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3761577477827950167?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3761577477827950167/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2011/02/carpooling.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3761577477827950167'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3761577477827950167'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2011/02/carpooling.html' title='carpooling'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4223949313581666078</id><published>2010-10-31T22:09:00.001+01:00</published><updated>2010-10-31T22:10:10.327+01:00</updated><title type='text'>Babia</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TM3QBOQRn5I/AAAAAAAAFug/eawbbAr0KOY/s1600/DSC_7260.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TM3QBOQRn5I/AAAAAAAAFug/eawbbAr0KOY/s320/DSC_7260.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak było wczoraj na Babiej Górze. Na fotografii nie ma tylko... wiatru, który na samym szczycie wiał z szybkością powyżej 100 km/h. Ledwo mogliśmy utrzymać się na nogach i to mocno zapierając się kijami. Schronisko na Markowych Szczawinach zupełnie, ale to zupełnie inne niż pamiętam sprzed&amp;nbsp; ekhmm, ...nastu lat. Bo jakoś drogi nie prowadziły w tamtą stronę. Zmieniło się i nie zmieniło jednocześnie. Schronisko ma teraz świetny standard (naprawdę! bez przekąsu), ale jakoś... brak ducha. Mimo rozmaitych pamiątek spod Everestu na ścianach (na przykład obowiązkowy suwenir z Kathmandu, czyli małe sarangi - kto wie, o czym mówię, ten wie; ale też znajome panoramki i inne gadżety). Brak ducha przejawia się na przykład w jakoś zimnym (mimo suwenirow z Himalajów) wnętrzu jadalni, ale najbardziej chyba w obojętnej i niedbałej obsłudze. Rano stoliki pokryte są takimi samymi okruszynami jak wieczorem, na naszych oczach pani "posprzątała" ścierając mopem (nie wiedzieć czemu) miejsce między dwoma stolikami, inne pozostawiając kompletnie brudne. Jakoś tak... jak w PRLu, tylko bez uroku nostalgii. Jest "wypasiona" recepcja, zawalona reklamówkami biura organizującego komercyjnie wyprawy w rozmaite egzotyczne góry. Są "bywalcy" i "wyjadacze", jak zwykle przepełnieni pogardą dla "przypadkowych". Jest klimat kanjpiano-usługowy. jednym słowem to wszystko, za czym nie tęsknimy w schroniskach słowackich, słoweńskich, szwedzkich i włoskich (o bułgarskich nie wspominam, bo do nich lepiej się nie zbliżać, za to tam tęskni się za rodzimymi w dwójnasób). Jest na ścianach bogata historia (warto sprawdzić, jakim odlotowcem był patron schroniska, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Hugon_Zapa%C5%82owicz"&gt;Hugo Zapałowicz&lt;/a&gt;! Kolejna z barwnych postaci XIX wieku).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobnie jak dwa, pięć, dziesięć lat temu i przed wiekami nie sposób dojechać na Krowiarki - a na stopa nie weźmie nikt (naliczyliśmy 17 prób na trasie do odejścia niebieskiego szlaku w leśne ostępy). I nie o to chodzi, ze nam się nie chce na piechotę do góry, tylko nie chce nam się po asfalcie zasuwać sześć kilometrów. To samo zresztą w drodze powrotnej (i żeby jeszcze rozkłady jazdy odpowiadały rzeczywistości - pozdrawiamy Pana Kierowcę autobusu firmy Beskidus, ktory o 15.04 miał jechać z Zawoi Widły do Krakowa, mamy nadzieję, że niedzielny obiad się chociaż udał). Całe paskudztwo wsi, jaką jest Zawoja (nie ona jedna, właściwie większość poslkich wsi jest paskudna, z nielicznymi wyjątkami) dało się jednak przetrwać dzięki a) bardzo smacznej zupie stylowo podanej w niepozornej restauracji węgierskiej "Czarda" b) bardzo przyzwoitej, żeby nie powiedzieć wręcz świetnej kawie w Karczmie w Zawoi Widły (już nawet można przeboleć ten pseudofolklor, czyli kawę w glinianym kubku oraz wszelkiego rodzaju osprzęt rolniczy sprzed stulecia, prawdziwy lub reknstruowany, na ścianach (zawsze zastanawiam się, dlaczego w lokalach typu "góralska karczma" godzinami czeka się na obsługę - może datego, że właściciele "tną koszty" zatrudniając dwie zabiegane do szczytu możliwości dziewczyny na areale, lekko licząc i na oko, ok. 100 m kwadratowych , z dwiema salami). Po odczekaniu na istniejący, lecz najwyraźniej nierealny pojazd do Krakowa na przystanku naprzeciw karczmy, ruszyliśmy w dół wsi z wizją kolejnych czterech kilometrów po chodniku z kostki, wśród upiornie brzydkich domów przetykanych gdzieniegdzie "pałacami" oraz pozostałościami po latach 70-tych w postaci rozmaitych "domow wczasowych". Po drodze spostrzegliśmy już nie pałac, a istny zamek miejscowego króla busów (na podwórku stało kilka rejsowych) - pewnie biedak końca z końcem związać nie może (jak to zwykle firmy transportowe) i stąd ten okazały zamtuz. Na kolejnym przystanku zobaczyliśmy rozkład jazdy, którego na poprzednim przystanku nie było, a w nim - nadzieję. Otóż bus do Krakowa miał odjechać o 15.41. Pamiętając jednak o dotychczasowych doswiadczeniach, wdaliśmy się w pogawędkę z dwójką ludzi tzw. miejscowych, którzy najwyraźniej dotarli do przytsanku i też oczekiwali. Zgodnie twierdzili - musi jechać. 10 minut nie wieczność, stwierdziliśmy, damy firmie Merc Bus szansę (choć numer telefonu podany jako "informacja" nie odpowiadał). W międzyczasie dowiedziliśmy się, że nasz rozmówca ma za sobą karierę... kinooperatora. I że pracę w kinie łączył z pracą... w piekarni. Niezłe scenariusze trafiają się po drodze. Bus nadjechał i w ten sposób udalo nam się ujść z Zawoi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli tak się zżymam na tę nieszczęsną Zawoję, to głównie dlatego, że przez całą zimę czytam i słyszę, jak to stawia się tam na turystykę i takie obwiązkowe brednie. Sęk w tym, że gdyby nie dwie zupełnie prywatne inicjatywy i Babiogórski Park Narodowy, to pies z kulawą nogą do Zawoi by nie trafiał, bo po co? Żeby obejrzeć kilka brzydkich domów, pospacerować ruchliwą, jak w mieście drogą i nawąchać się śmierdzących pozostałości z czyjegoś szamba w rowie (autentyk z Zawoi Policzne, po drodze na Krowiarki)? Nieporozumienie nr 1: jeździmy na Babią Górę, nie do Zawoi (scena na przystanku:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- tzw. miejscowy: "To zwiedziliście Państwo Zawoję?"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- my: ???!!! (zdumienie malujące się w oczach) "Nie, my byliśmy na Babiej Górze"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- tzw. miejscowy: ???!!! (zdumienie malujące się w oczach) &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze większe zdumienie ogarnęło mnie na widok "stacji narciarskiej" Mosorny Groń, ale tego nie czuję się na siłach komentować.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zupełnym dramatem jest to, że miejscowi najczęściej sądzą, że to park narodowy przeszkadza im w rozwoju. Gdyby nie Babiogorski Park Narodowy, moi drodzy, to w życiu nie jechalibyśmy przepełnionym busem 2 godziny i 10 minut do jakiejś kiepskiej imitacji prowincjonalnego miasteczka z rowami wypelnionymi cuchnącym szlamem. Na szczęście trasa Krowiarki - Sokolica - Gówniak (tak, tak! ludowa frywolność!) - Babia Góra oraz Markowe Szczawiny - Cyl - Przełęcz Jałowiecka wynagrodzają te udręki w pełni (chciałoby się dodać: jeszcze - bo pomysły z quadami, motocrossem, rynnami do zjeżdżania, nadmuchiwanymi zamkami i parkiem dinozaurów i innymi atrakcjami pewnie już się rodzą).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4223949313581666078?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4223949313581666078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/tak-byo-wczoraj-na-babiej-gorze.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4223949313581666078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4223949313581666078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/tak-byo-wczoraj-na-babiej-gorze.html' title='Babia'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TM3QBOQRn5I/AAAAAAAAFug/eawbbAr0KOY/s72-c/DSC_7260.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2218615555843433556</id><published>2010-10-18T10:26:00.001+02:00</published><updated>2010-10-18T10:27:01.385+02:00</updated><title type='text'>Inni mają głos</title><content type='html'>A teraz dla odmiany wypowiedzą się Inni (tak było wczoraj na pienińskich bezdrożach):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwC3n4voUI/AAAAAAAAFt4/AbKn-iLvw18/s1600/DSC_7157.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwC3n4voUI/AAAAAAAAFt4/AbKn-iLvw18/s200/DSC_7157.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwC9G8JSXI/AAAAAAAAFt8/KrDWKGVt9y0/s1600/DSC_7158.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwC9G8JSXI/AAAAAAAAFt8/KrDWKGVt9y0/s200/DSC_7158.JPG" width="132" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDJyz72-I/AAAAAAAAFuA/oQCaWBOSdQM/s1600/DSC_7165.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDJyz72-I/AAAAAAAAFuA/oQCaWBOSdQM/s200/DSC_7165.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDR6KVWoI/AAAAAAAAFuE/8jYHvjCRe3E/s1600/DSC_7168.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDR6KVWoI/AAAAAAAAFuE/8jYHvjCRe3E/s200/DSC_7168.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDg3Lop9I/AAAAAAAAFuI/w_0g9gu362s/s1600/DSC_7177.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDg3Lop9I/AAAAAAAAFuI/w_0g9gu362s/s200/DSC_7177.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDnzw4WAI/AAAAAAAAFuM/V7iYT706WF8/s1600/DSC_7179.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwDnzw4WAI/AAAAAAAAFuM/V7iYT706WF8/s200/DSC_7179.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwD0sPEHLI/AAAAAAAAFuQ/q5GTxwbh9TM/s1600/DSC_7181.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwD0sPEHLI/AAAAAAAAFuQ/q5GTxwbh9TM/s200/DSC_7181.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwEDf-5LsI/AAAAAAAAFuU/RnoW_vTGD2g/s1600/DSC_7187.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwEDf-5LsI/AAAAAAAAFuU/RnoW_vTGD2g/s200/DSC_7187.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2218615555843433556?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2218615555843433556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/teraz-dla-odmiany-wypowiedza-sie-inni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2218615555843433556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2218615555843433556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/teraz-dla-odmiany-wypowiedza-sie-inni.html' title='Inni mają głos'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TLwC3n4voUI/AAAAAAAAFt4/AbKn-iLvw18/s72-c/DSC_7157.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7089379328716569601</id><published>2010-10-16T13:51:00.001+02:00</published><updated>2010-10-18T19:55:08.614+02:00</updated><title type='text'>c.d.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;... czyli po prostu ciąg dalszy. Bo to: &lt;a href="http://strasznasztuka.blox.pl/2010/10/Niewidzialnosc-obojetnosc.html"&gt;niewidzialność = obojętność&lt;/a&gt; jest z tej samej kategorii, choć z ekologią pozornie nie ma nic wspólnego. Pozornie. To jest ta sama postawa: parkuję na chodniku tak, że matka z wózkiem nie przejdzie, popędzam z niecierpliwością (najczęściej odgłosami wydawanymi paszczą) nieporadnie wysiadającą z windy albo autobusu osobę&amp;nbsp; i wyrzucam tekturowy kubek w lesie albo do rzeki, albo do rowu koło drogi. Albo resztki z remontu na łące w krzakach na Ruczaju. Wbrew pozorom nie moralizuję. Próbuję wyjaśnić, że zasłanianie się "świadomością ekologiczną", którą trzeba zmienić, psu na budę się naet nie zda. Jest tylko wygodnym wytrychem technokratów. Tematu jeszcze wciąż nie wyczerpałam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7089379328716569601?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7089379328716569601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/cd.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7089379328716569601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7089379328716569601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/cd.html' title='c.d.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2732729391330688433</id><published>2010-10-14T21:56:00.000+02:00</published><updated>2010-10-14T21:56:24.848+02:00</updated><title type='text'>ludzkość to my a my to idioci</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Hmmm... tak mi się napisało z rozpędu trochę. Pod wpływem pewnej dyskusji, której fragment przytoczę: "&lt;span&gt;W każdym razie prawdziwe pole do działania jest tam gdzie istnieje zgromadzony kapitał, tylko ten sektor może wprowad&lt;span class="text_exposed_hide"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;zić  coś realnie w życie. No chyba, że weźmiemy pod uwagę właśnie możliwość  zmian świadomościowych i sił społecznych. Dlatego pomyślałem wcześniej o  odpowiednim "marketingu". Chyba zmiana sposobu myślenia będzie tak na  prawdę przyczynkiem do polepszenia sytuacji. Na starym torze ludzkość  daleko nie zajedzie ;) ..." Dyskusja zainicjowana poprzednim postem oczywiście. Katastrofa na Węgrzech podzieliła los innych katastrof - wiadomości o dalszym ciągu trzeba wyławiać w powodzi tego, co TERAZ i szukać cierpliwie. Chociaż... w dzisiejszych "Faktach" TVNu pojawił się materiał o pociągnięciu do odpowiedzialności kierownictwa firmy i o kontekście politycznym. Kontekst polityczny akurat w tym przypadku właściwie nie ma większego znaczenia. Lewica czy prawica - ma takie same przestępstwa ekologiczne na sumieniu. Lewica w niektórych krajach może nieco bardziej stara się zachować zieloną twarz. Jest w tym pewna logika, ale o tym innym razem, jak znajdę pewien odpowiedni fragment z Lefebvre'a stawiający w nowym świetle Marksa. W każdym razie tym, co budzi moją największą wątpliwość jest termin "ludzkość" oraz wizja zmiany sposobu myślenia. Zacznę od tego drugiego. Jednym ze znaczących symptomów działania racjonalności instrumentalnej (czyli takiego czysto technokratycznego podejścia) jest przekonanie, że ochrona przyrody to to samo, co ochrona środowiska - wynika to oczywiście z podstawowego dla kapitalizmu myślenia w kategoriach "zasobów". Nie będę tu jednak wchodzić do strumienia (!), z ktrego kiedyś już wyszłam. Posłużę się innym przykładem. Jeśli sięgnąć czasem do historii niektorych parków narodowych - rownież w Polsce - to nie powstały by one, gdyby nie humanistyczne motywacje, które przyświecały inicjatorom (a czasem wymagały, jak w przypadku Pienińskiego PN wręcz wykupienia gruntów). Tacy ludzie, jak Walery Goetel czy Władysław Szafer, byli - oprócz przyrodniczej formacji - również humanistami w takim odlskulowym znaczeniu, którego dzisiaj trochę brakuje. Pisali znakomitą polszczyzną i wiedzieli, że ochrona przyrody to kwestia kultury, a nie managementu. W pewnym sensie ma rację Bruno Latour (w różnych książkach, w tym w wydanej w Polsce przez "Krytykę Polityczną" "Polityce Natury"), że warto, aby "naura" zniknęła - jest bowiem (jako koncepcja, idea i konstrukt) wytworem zachodniej nowoczesności z wysztkimi jej obciążeniami i dziedzictwem. Ale o Latourze będzie gdzie indziej i kiedy indziej. Zmierzam tylko do tego, że tak powszechna w Polsce i byłych krajach bloku wshcodniego pogarda dla "ekologii" i "ekologów" ma więcej wspólnego z kulturą niż z mityczną "świadomoscią ekologiczną". Ludzie albo są skłonni zachowywać się odpowiedzialnie wobec siebie i innych, albo nie. W&amp;nbsp; polskim warunkach sama konceptualizacja "Innego" oznacza zagrożenie - wszystko jedno, czy to będzie inny człowiek czy inna istota. Może gorzej nawet, jeśli jest to inna istota, tzw. aktor świata nieludziego - drzewo (bo zaśmieca liśćmi działkę), sikorka (bo wydala i brudzi balkon), kot (bo przynosi pecha), pies (groźny z natury rzeczy), bocian (bo może dziobnąć), komar (bo może ugryźć), bakteria (wiadomo). Zamiast tego wywodu mógłby wystarczyć jeden obrazek, jakich mnóstwo ogląda się na wycieczkach na wieś: stanu&amp;nbsp; w jakim są zwierzęta gospodarskie. I zanim ktoś się pochyli nad moim sentymentalizmem, spieszę donieść, że widuje się zwierzęta zadbane, czyste i na oko zadowolone na wsi - tyle, że słoweńskiej, węgierskiej, słowackiej. Utkwił mi swego czasu taki obraz: podwórko jednego z domów zalanych przez powódź, trzy miesiące po ustąpieniu wody. Gospodarz (?) w jednym słowotoku wylewa z siebie lawinę pretensji do wszystkich i morze skarg na to, że nic się nie da wyremontować, bo błoto. Jednocześnie za jego plecami widać okalającego jego własne podwórko kuriozalnie przycięte drzewa (a raczej pozostałosci po nich) - jakieś czarne olsze ucięte do połowy, bezlistne i bez gałęzi. Nie mógł nic zrobić, ale pierwsze, co mu przyszło do głowy to bezsensowne przycięcie drzew (widać było świeżą robotę)?! Ta kompulsywna nienawiść do drzew jest na wsi zastanawiająca. W tym przypadu bohater materiału uzyskał paskudne, ubłocone podwórko z jakimś złomem maszyn rolniczych, starymi oponami i śmietniskiem. To nie brak świadomości ekologicznej, to w ogóle brak odpowiedzialnosci, ignorancja i kilka jeszcze splątanych patologii. A ludzkość jest kategorią równie mityczną, jak natura. To nie ludzkość niszczy przyrodę. To ja, moi sąsiedzi i posłowie, których wybraliśmy. I nasza wspólnota, która nie może zdobyć się na segregację śmieci, choć "dzwony" w naszej okolicy wypełniają się co trzy dni (czyli jest więcej takich maniaków, jak my, którzy wbrew uśmieszkom w mediach jednak zdobywają się na wysiłek odłożenia puszki tu, a butelki tam). I... pewnie jeszcze wrócę do tematu, bo się rozkręcam :-)))&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2732729391330688433?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2732729391330688433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/ludzkosc-to-my-my-to-idioci.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2732729391330688433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2732729391330688433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/ludzkosc-to-my-my-to-idioci.html' title='ludzkość to my a my to idioci'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2139866036498464975</id><published>2010-10-09T21:23:00.001+02:00</published><updated>2010-10-09T21:39:04.950+02:00</updated><title type='text'>o tym, co umyka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Codziennie coś umyka i to jest nieuniknione; właściwie więcej jest tych rzeczy ,które niepostrzeżenie znikają za horyzontem - być może uważność w dzisiejszych czasach jest najtrudniejszym sprawdzianem dla osób na full zanurzonych w zwykłej rzeczywistości, w której DZIEJĄ się sprawy. W każdym razie kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wiadomość o katastrofie ekologicznej na Węgrzech, (w postaci charakterystcznego "dymka" z TweetDecka w górnym prawym rogu ekranu) to tylko musnęło mój umysł, zajęty czymś zupełnie innym, terminowym, naglącym i pilnym. Ale w kilka godzin później trafiła mnie nazwa, którą dobrze znam: Ajka. Nazwa stacji kolejowej, którą mijaliśmy kilkakrotnie, jeżdżąc pociągiem z Budapestu do Ljubljany jakieś 3-4 lata temu. Kilka pięknych widoków z okna pociągu, ale dobrze zapamiętanych, jakoś charakterystycznych, myśl, że chciałoby się kiedyś wrócić, poeksplorować na rowerze albo na piechotę z plecakiem... I teraz ta wielka czerwona kałuża, z którą najwyraźniej nie wiadomo, co robić. Nasze media donosiły o tym jakby z mniejszą determinacją niż przy innych tego typu okazjach, już na drugi dzień ważniejsze było, co jeden pan drugiemu panu i te wszystkie smrody polskiej pseudopolityki. Przy takich okazjach jakoś ci sami dziennikarze, tacy nieustępliwi i bezkompromisowi, nie pytają o "przemysłowych terrorystów" ani o duże zaniedbania i przekręty, które zazwyczaj się za tym kryją. Dokładnie tak samo było w przypadku BP - i można sobie tylko wyobrazić, co by było, gdyby sprawa BP zdarzyła się w ktorymś z krajów byłych demoludów: tutaj ciągle dominuje przekonanie, że organizacje ekologiczne i służby ochrony przyrody to "ekoterroryści". I na pewno jeszcze nieraz ten epitet usłyszymy, na pewno nieraz będziemy oglądać niewiadome osoby na ekranach magazynów informacyjnych podpisane po prostu "ekolog", jakby to coś w ogóle mówiło... Póki co, duży obszar w środku Europy jest martwy. Nie wiadomo, co będzie z Dunajem. Rzeka, którą kocham. Toksyny wpłynęły do Dunaju na wysokości nieco przed przełomem w okolicach Vyšehradu - spłyną w dół rzeki i jakoś nie wierzę w opowieść o ich nieszkodliwości. Ph 9 - nawet jeśli nie jest się chemikiem z wykształcenia, można się tylko domyśleć, co się stanie z bogactwem życia w Rzece. Oczywiście nic nie jest nieodwracalne, przyroda rzeczywiście ma niemal nieskończone możliwości regenneracji, ale kiedy w latach 90-tych rtęć z kopalni złota w Rumunii skaziła Cisę, to trzeba było czekać prawie 10 lat... W każdym razie nasze media już się znudziły sprawą, nie widziałam jakichś pogłębionych komentarzy, niektOrzy dziennikarze nawet nie sprawdzili na mapie, jaki jest bieg Dunaju i przez jakie kraje przepływa (warszawskocentryzm TVNu, a jakże) - no chyba, że walnie drugi zbiornik, już się wyczuwa ekscytację, a nuż... Światełkiem w tunelu są niezależni dziennikarze - Jerzy Jurecki z "Tygodnika Podhalańskiego" (który już wcześniej dawał przykład solidnej niezależnosci) wybrał się na miejsce i &lt;a href="http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,8485441,_Teren_wyglada_przerazajaco__tworza_sie_zrace_roztwory.html"&gt;opisał,&lt;/a&gt; co zobaczył i co tam się dzieje. W dobie korporacyjnego dziennikarstwa, zjadającego własny ogon i smakującego jak fast food to naprawdę godne uwagi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I takie rzeczy umykają, łatwo jest nie przywiązywać uwagi, nie dbać i się nie przejmować. NIMB (Not In My Backyard).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2139866036498464975?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2139866036498464975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/o-tym-co-umyka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2139866036498464975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2139866036498464975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/o-tym-co-umyka.html' title='o tym, co umyka'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2741412906587077001</id><published>2010-10-06T17:18:00.000+02:00</published><updated>2010-10-06T17:18:19.233+02:00</updated><title type='text'>dym w płynie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poniedziałek spędziłam w Poznaniu, wtorek (przez chwilę) w Warszawie, między tym były pociągi. I, o dziwo, nie będzie to rant (czyli swobodny strumień świadomości krytycznej i sfrustrowanej). Tym razem TLK Kraków - Poznań był szybki i czysty, a obsługa kumata, a nawet miła (posunięto się do tak daleko idących ustępstw i troski o pasażerów, że konduktorzy nie sprawdzali biletów setki razy każdemu,&amp;nbsp; tylko pytali "Kto z Państwa się dosiadł"i robili swoje pozwalając ludności - np. mnie - zatopić się w lekturze). Pani z wózkiem z dobrami spożywczymi jeździła bardzo regularnie i nie było problemu z podwójnym cukrem do kawy. Jeszcze większe zaskoczenie czekało mnie we wtorkowe przedpołudnie: kupując bilet na InterRegio firmy Przewozy Regionalne pomyślałam sobie w duchu, jakoś przetrzymam, to tylko 3 godz. 20 minut. Ku mojemu najwyższemu zdumeniu, we wtorek o 9.15 na peronie IV stał pociąg z nowoczesnymi, klimatyzowanymi wagonami tzw. bezprzedziałowymi (ale świeższej daty niż te na trasie KRK-W-wa). Nawet się trochę przestraszyłam i gorączkowo rozpytywałam pasażerów, czy to na pewno InterRegio firmy Przewozy Regionalne do Warszawy... Nie był to jednak sen. W dodatku 10 minutowe opóźnienie zostało "nadrobione" i w czeluście Dworca Centralnego wtoczyliśmy się punktualnie. A później jeszcze jeden pociąg, znowu TLK na znanej do bólu trasie z W-wy do KRK. Tym razem bez jakichś fajerwerków (koleś, który zaprojektował siedzenia w tych "odnowionych" wagonach będzie się smażył w piekle, przypiekany na wolnym ogniu przez cierpiących na skoliozę), ale za to za 40 zł, więc nie ma co, ćwiczyłam rozmaite siedzące asany na przemian ze spacerami po korytarzu).&amp;nbsp; I jakoś poszło. Ale nie obyła się jednak bez zaskoczeń. W Jubilacie, gdzie ostatnio robię zakupy, jeśli jestem w centrum, przykuł moją uwagę sos z bakłażanów i papryki (znany mi z Bułgarii, a właściwie Macedonii bułgarskiej jako "kiopolu"). Już, już miał wylądować w moim koszyku, ale na etykiecie wśród składników dostrzegłam "dym w płynie". Pomyślałam sobie, nie będę kusić losu, przeżyłam w dobrej formie trzy pociągi PKP w 24 godziny i wystarczy!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2741412906587077001?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2741412906587077001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/dym-w-pynie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2741412906587077001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2741412906587077001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/dym-w-pynie.html' title='dym w płynie'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8784467363651836084</id><published>2010-10-02T20:41:00.000+02:00</published><updated>2010-10-02T20:41:26.376+02:00</updated><title type='text'>Dwójka vs. BBC3</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To będzie kolejny rant z cyklu "Polska jako krzywe zwierciadło", więc jeśli ktoś nie lubi tej jazdy i uważa, że w tym się wyraża u mnie brak patriotyzmu (skądinąd to fakt, patriotyzm jest mi obcy organicznie), to najlepiej niech nie czyta. Od kilku dni &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/8,Dwojka"&gt;Dwójka&lt;/a&gt; (czyli II program Polskiego Radia) ma nowy design - nosi znaczek "beta", więc może ten mój rant na coś jednak się przyda... i jest... okropny.&amp;nbsp; Generalnie jest to krok w dobrą stronę, przynajmniej sądząc z tzw. statementu &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/13/15/Artykul/262537#faq1"&gt;http://www.polskieradio.pl/13/15/Artykul/262537#faq1&lt;/a&gt; Jak jednak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach. Layout strony jest nieczytelny, trudno się połapać w tym, co na antenie, trudno dowiedzieć się o audycjach (zwłaszcza muzycznych) czegokolwiek konkretnego, jeśli nie kliknie się przynajmniej trzy razy. Najgorsze jest jednak to, że dźwięk w streamingu jest po prostu fatalnej jakości - potworna kompresja, która np. u mnie powoduje dobrze słyszalne cyfrowe "echo". Jeśi się słucha klasyki (zwłaszcza, jeśli jest to fortepian pod palcami Marty Argerich, jak teraz), to jest to naprawdę uciążliwe. No i to upodobanie polskich multimediów w sieci do Windowsa - nie wiedzieć czemu, dla Polskiego Radia formatem "domyślnym" jest ten najbardziej kompresujący dźwięk, czyli Windows Media Audio obsługiwany przez Windows Media Playera. Dobrze, że łaskawcy dopuszczają możliwość, że się z tego softu nie korzysta - Telewizja Polska takiej możliwosci nie dopuszcza i "makowcy" niczego ze stron telewizji publicznej nie obejrzą... Z niecierpliwością czekam na zdigitalizowanie Dwójkowych materiałów archiwalnych - na początek może przydałoby się wprowadzić możliwość odsłuchiwania poprzednich wydań audycji, tak jak to funkcjonuje na niedościgninym, moim zdaniem, serwisie &lt;a href="http://www.bbc.co.uk/radio3/"&gt;Radio BBC 3&lt;/a&gt;, które ma podobny, jak Dwójka profil. Już pierwszy rzut oka pozwala zobaczyć różnicę - BBC3 znakomicie kontaktuje się ze swoimi onlinowymi słuchaczami (również za pomocą Twittera, gdzie zawsze pojawia się informacja o tym, co aktualnie gra i co za chwilę będzie grało. Zazwyczaj można posłuchać kilku poprzednich wydań audycji (dostępne są przez tydzień). Dzięki temu wiem, że jeśli przegapię w tym tygodniu program Donalda Macleoda, &lt;a href="http://www.bbc.co.uk/programmes/b006tnxf"&gt;Composer of the Week &lt;/a&gt;z ulubionym Thomasem Tallisem, to będę mogla sobie go posłuchać także po emisji w radio. Podobnie z innym ukochanym programem, &lt;a href="http://www.bbc.co.uk/programmes/b006tp52"&gt;Late Junction&lt;/a&gt;, w tym tygodniu akurat z Maxem Reinhardtem, ale lubię także playlisty Fiony Talkington i Verity Sharp. Nie wspominając już o tym, co się dzieje w trakcie serii koncertow BBC Proms - słuchania muzyki w najlepszych wykonaniach jest wtedy tyle, że prawie ne da się ogarnąć. Dwójka też proponuje znakomite rzeczy, tym bardziej więc szkoda, że ma tak (na razie) fatalny serwis onlinowy - przy słabym zasięgu (pamiętamy, rząd PiSowski odebrał częstotliwości Dwójce, żeby dać je Radiu Maryja) serwis internetowy powinien być oczkiem w głowie i priorytetem, a nie "dodatkiem" do regularnego programu. Podobnie, jak w przypadku innych dziedzin kultury - "wersja" online nie może być tylko wersją czegoś, co istnieje w innych sferach, bo Internet ma swoją specyfikę. "Uciekł" mi w Dwójce koncert z Warszawskiej Jesieni z utworem Beata Furrera i już go nie posłucham, dobrze chcociaż, że mam "Begehre" na DVD i słyszałam to w Berlinie w Kamermusisaal... Chyba jednak zrezygnuję z pięknego koncertu Marty Argerich i Nelsona Freire, bo cyfrowa kompresja staje się naprawdę irytująca. Swoją drogą, ciekawe, czy po remoncie torowiska pod Filharmonią koncerty wolne będą od dodatkowych efektow sonicznych (byłoby szkoda nie słyszeć tramwaju w Filharmonii Krakowskiej, tak się do tego przyzwyczailiśmy...).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8784467363651836084?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8784467363651836084/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/dwojka-vs-bbc3.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8784467363651836084'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8784467363651836084'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/10/dwojka-vs-bbc3.html' title='Dwójka vs. BBC3'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-352803187857973215</id><published>2010-09-22T20:51:00.001+02:00</published><updated>2010-09-22T21:03:59.552+02:00</updated><title type='text'>Mitteleuropa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I dokonał się powrotny przejazd Budapeszt - Kraków za pomocą kolei słowackich (głównie), węgierskich (po części), busa firmy Strama oraz Szwagropolu. W całości kolejne etapy prezentowały się następująco:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Deak Ferenc Ter - Nyugati Palyudvar (metro linia niebieska)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budapeszt Nyugati - Šturovo (pociąg MAV, czyli kolei węgierskich) &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Šturovo - Nove Zamky (pociąg ŽSR, czyli kolei słowackich, czekał na nas 5 minut, bo przyjechaliśmy z opóźnieniem)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nove Zamky - Šurany (pociąg jw)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Šurany - Banska Bystrica (pociąg jw., tyle, że 'rychlik')&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Žiar n/Hronom - Hronska Dubova (przejazd komunikacją zastępczą)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Hronska Dubova - Banska Bystrica (pociąg jw., 'zrychleny')&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Banska Bystrica - Vrutky (jw., 'rychlik', czekał na nas 10 minut, bo byliśmy opóźnieni)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Vrutky - Liptovsky Mikulaš (jw.)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Liptovsky Mikulaš - Zakopane (bus firmy Strama)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakopane - Kraków (Szwagropol)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Borek Fałęcki - nasza 'wieża'&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czas przejazdu: nieco ponad 12 godzin. Nie do wykonania w Polsce, gdzie pociągi (żadne niemal) nie są ze sobą skomunikowane (a na Słowacji są i wystarczy dać znać konduktorowi/-ce, że się&amp;nbsp; ma przesiadkę, i poprosić o to, żeby "hlasit' dispečerovi").&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niech żyje Mitteleuropa i jej duch, wyrażony przez konduktora (pozdravujeme!) na trasie z Novych Zamków do Šuran: "ne ponahlajt'e sa!" (kiedy szybko zerwaliśmy się, bo pociąg był trochę spóźniony, a my mieliśmy przesiadkę). W jego napomnieniu zawarta była reakcja na nasz poważny zamach na tegoż ducha, którym przeniknięte są wszystkie urzędy i koleje w tej części Europy (a jak wiadomo, był to jej kościec); zamach wyrażający się w zbyt żwawym zdejmownaiu plecaków z półki. Nie dziwi nas więc, kiedy wszystkie operacje logistyczne na Węgrzech odbywają się za pomocą długopisu i pieczątki, nawet bilety 72-godzinne na metro pani w okienku ozdabia własnoręczną adnotacją z datą i godziną. Nie to, co w KRK, bezwstydne, bezduszne kasowniki odnotowujące datę i godzinę pozbawiają pracy setki funkcjonariuszy; bo w budapeszteńskiem metrze na kadej stacji przy wejściu stoi osiem osób (!!! no kidding) sprawdzających bilety; niektóre z tych osób niedowidzą (autentyk!!). Nie mówiąc już o kasach, w ktoryc kupuje się bilety międzynarodowe - można już płacić kartą (a kilka lat temu było to, hm, skomlikowane), ale ilość szpargałów, zapisanych karteluszków, linijek, gumek do mazania, ołówków i długopisów każe się jednak rozglądać za portretem Franciszka Józefa ze śladami muszych odchodów (i on tam jest, jest na pewno, schowany za szafą albo pod biurkiem). Ambiwalentne to dziedzictwo (jak cała Miteleuropa) i raz je lubię, a raz nie; ale generalnie jest mi bardzo dobrze, kiedy wygrzewam się w promieniach słońca na jakiejś ławce dworcowej w Novych Zamkach, z Nivovą bagetą w ręku, którą uprzednio zrobiła własnoręcznie i niespiesznie (ne ponahlat' sa!) pani z bufetu ulokowanego w małym kiosku z czerwonym daszkiem. Bo i mnie się narzuca ta nieśpieszność; łatwo o nią w kraju, gdzie wiadomo, że pociąg poczeka, kawa z automatu ma właściwą zawartość kawy i gdzie ludzie ładnie wymawiają moje ulubione długie 'a'.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Taka sama zresztą nieśpieszność daje się wychwycić po drugiej stronie Dunaju; proporcje kawy do wody wypadają jeszcze korzystniej i choć język jest czystą abstrakcją, to wiadomo, że ludzie chcą się porozumieć i najczęściej trafia się tam, gdzie się chce / gdzie się zamierzyło, choć po drodze trafiają się dodatkowe niespodzianki; jak Muzeum Marcepanu w Szentendre (oj, poległam, jak tu nie polec wobec marcepanowych czekoladek nugatowych! cherry! migdałowych! czekoladowych! śliwkowych! pistacjowych! eh, boy...). Na koniec odrobina Portuguisera na tarasie z widokiem na Dunaj i życie staje się jeszcze bardziej nieśpieszne i smakuje jeszcze lepiej. Jak to w Mitteleuropie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-352803187857973215?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/352803187857973215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/mitteleuropa.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/352803187857973215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/352803187857973215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/mitteleuropa.html' title='Mitteleuropa'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7616044366085561515</id><published>2010-09-18T23:09:00.001+02:00</published><updated>2010-09-22T20:51:44.188+02:00</updated><title type='text'>Kalmuk Dance Night</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I jeszcze konieczne post-scriptum: wieczorem trrafiliśmy na imprezę folklorystyczna w stylu "Kraj Rad śpiewa i tańczy", czyli ulubione gdzieniegdzie i u nas opakowanie ttradycyjnych form muzycznych w baletowo-operowo-campowy entourage. Szybko jednak przestałam snobistycznie i protekcjonalnie myśleć wg takich właśnie, jak wyżej, schematów. No i co z tego, że entourage sztuczny i nadęty nieco (i jakże campowy jednocześnie), kiedy tancerze i śpiewacy, poczatkowo spięci, w końcu zaczęli cieszyć się tym, co robia? Mieli z tego kupę frajdy, podobnie, jak spora grupa ludzi z Azji Środkowej wśród publiczności. A zupełnie już przestaliśmy wybrzydzać, kiedy na scenę wkroczył młody chłopak z tradycyjnymi instrumentami smyczkowymi i "odpalił" alikwoty, zwane u nas śpiewem gardłowym i kojarzone wyłacznie z Tuwa. Warto było przyjść do Hagyomanyok Haza wyłacznie choćby dla jego kilkuminutowych trzech wystapień wtłoczonych w ten monumentalny w formie, ludyczny w treści folklor. Przydały się mizerne resztki rosyjskiego, po koncercie mogliśmy zamienić kilkla słów z Dimitrijem i dowiedzieć się, że nauki pobierał najpierw od dziadka i ojca, a później od znanego w Kałmucji mistrza. Być może typpwa historia, ale głos wyjatkowy. Wieczorny spacer nad Dunajem pozwolił nam odkryć neoszamańskie oblicze Budapesztu, ale o tym naoisze pewnie M.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7616044366085561515?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7616044366085561515/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/kalmuk-dance-night.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7616044366085561515'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7616044366085561515'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/kalmuk-dance-night.html' title='Kalmuk Dance Night'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4884708212851389138</id><published>2010-09-18T22:35:00.003+02:00</published><updated>2010-09-22T20:53:07.075+02:00</updated><title type='text'>compassion without religion</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiejszy dzień &lt;a href="http://www.dalailama-budapest.hu/"&gt;spędziłam&lt;/a&gt; w większości siedzac, słuchajac i starajac sie rozumieć, co wcale nie jest takie łatwe. Bez gruntownej podbudowy filozoficznej nie jest łatwo nadażyć za tokiem rozumowania Jego Światobliwości - jest oczywiście ten poziom nauk najprostszy z możliwych i do zrozumienia dla każdego, ale sa też momenty, kiedy naprawdę trzeba wysilić umysł. Dalajlama jest też świetny w odcinaniu korzeni new age'owych mistycyzmów. Jedno z pytań dzisiejszej sesji Q&amp;amp;A brzmiało mniej więcej tak: czy to prawda, że czakra serca znajduje się na Węgrzech? Głęboki, sppntaniczny śmiech Jego Światobliwości starczył za odpowiedź i wkrótce prawie 22 tysiace ludzi także wybuchnęły śmiechem. Pamiętam podobna sytuację podczas sppotkania w radiowej Trójce przed laty, kiedy jedna z takich new age'owych dziennikarek zapytała o jakaś tajemna praktykę tybetańskiej jogi. Śmiech Jego Światobliwości również wtedy zabrzmiał bardzo oczyszczajaco. Najbardziej jednak utkwiło mi dzisiaj w głowie zdanie, które mogłoby stać się panaceum na polskie problemy: nie jest ważne to, czy jest się człowiekiem religijnym, ważne jest to, aby być istota ludzka wypełniona współczuciem (co zabrzmiało compassionate human being - polskie współczucie ma nieco inne odcienie znaczeniowe, niestety). Tyle tylklo, że u nas duża część osób przestaje słuchać po pierwszej części tego zdania i nie chce zrozumieć, czego dotyczy ta druga. Może jednak zasiane ziarno z czasem przyniesie efekt? To siódma wizyta Jego Światobliwości w Budapeszcie, po raz pierwszy był tutaj - jak dzisiaj wspomniał - w 1979 roku.W Polsce pojawia się coraz więcej nauczycieli różnych szkół buddysjkich i tradycji, ale czy kiedyś nauki bezpośrednio od Dalajlamy będa możliwe u nas? Pojawi się w każdym razie za kilka dni we Wrocławiu, w Polsce pop raz czwarty, będzie to kolejny wykład publiczny i pewnie jak zwykle wszyscy chętni nie pomieszcza sie w miejscu zaplanowanym na spotkanie. Może i u nas ta prosta prawda, że jest możliwa etyka bez religii znajdzie sobie więcej uznania. Może i u nas bezppośredni przekaz dla wspólnoty buddyjskiej będzie możliwy. Oby. Wiem tylko, że kiedyś, w 1998 lub 9 roku ze wzruszeniem ogladaliśmy w jakimś malutkim kinie budapeszteńskim "Kunduna" Scorsese, zastanawiajac się kiedy i czy ten film wejdzie na ekrany w Polsce. Wszedł, podobnie, jak kilka innych, a Ale Kino! zaprezentowało w ubiegłym roku przeglad filmów buddyjskich. A dzisiaj i jutro zasiadamy w olbrzymiej hali Papp Laszlo Sport Arena z (podobno) ponad dwudziestoma tysiacami ludzi. Co sprawia, że jednak nawiazuje się całkiem intymna więź w takich warunkach? "Przyjmuję schronienie w Buddzie, Dharmie i Sandze".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4884708212851389138?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4884708212851389138/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/compassion-without-religion.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4884708212851389138'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4884708212851389138'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/compassion-without-religion.html' title='compassion without religion'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5074942725864053335</id><published>2010-09-17T23:27:00.001+02:00</published><updated>2010-09-22T22:26:49.587+02:00</updated><title type='text'>a visitor from budapest</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To ja jestem tym "visitorem" z Budapesztu. Po fascynujacej podróży przez Zakopane, Liptovsky Mikulaš, Banska Bystrice, dziesiatki wiosek i miasteczek na trasie do Komarna, Komarom, dotarliśmy wreszcie na jakże dobrzy znany dworzec Budapest-Keleti. Trochę bładzenia w oooszukiwanii ulicy Hercegprimás i oto siedzę przy stole w bardzo CK austro-węgierskim pokoju z widokiem na katedrę św. Stefana i zajadam się brzoskwiniami o smaku brzoskwiń i winogronami o smaku winogron. A tak naprawdę ledwo widzę na oczy ze zmęczenia, ale sa owoce, jest ciepła woda, wygodne łóżeczko, WiFi i świetna kawa trzy piętra niżej. To wszystko, czego mi chwilowo potrzeba. Na półce wśród dyżurnych DVD nie ma, niestety, żadnego koncertu grupy Omega. A w budapeszteńskim mieszkaniu do wynajęcia powinno to przecież być obowiazkowe. Nie widziałam też w metrze nikogo w stroju misia, ale może nie wszystko jeszcze stracone.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5074942725864053335?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5074942725864053335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/visitor-from-budapest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5074942725864053335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5074942725864053335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/visitor-from-budapest.html' title='a visitor from budapest'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-9149431474519099938</id><published>2010-09-16T23:16:00.000+02:00</published><updated>2010-09-16T23:16:35.135+02:00</updated><title type='text'>Linz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie zdążyłam oczywiście nadrobić zaległości. Zanim ułożyło się w głowie, to już trzeba było gasić pożary, czyli wysyłać zaległe teksty, pisać recenzje rozmaitych prac mgr i lc :-) uczestniczyć, egzaminować, kompilować zimowe nagrania z Jokkmokk - jednym słowem, życie jak zwykle. Wrzucę więc trochę fotek, ale na początek - Złota Nica w kategorii Digital Music &amp;amp; Sound Art, bo naprawdę mnie urzekła: praca Ryoichi Kurokawa: Rheo:5 Horizons&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;object height="385" width="640"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/3uno2zho4K8?fs=1&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/3uno2zho4K8?fs=1&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To był jeden z nie tak znowu dzisiaj&amp;nbsp; częstych momentów estetycznej przyjemności, w tym wypadku płynącej także ze znakomitej fuzji wizualiów i dźwięku. Głębokie basy (dowód na to, że niskie częstotliwości z domeny cyfrowej także mają swój urok - rok temu dowiódł tego&amp;nbsp; w tym samym miejscu i przy tej samej okazji niezwykły koncert Ryoji Ikedy w jednej z najlepszych akustycznie sal koncertowych w Brucknerhaus). Miało także znaczenie miejsce teogorocznej edycji Ars Electronica - zamknięta przed rokiem fabryka tytoniu (Tabakfabrik), przystosowana na potrzeby ekspozycji (a spacer z Christiną Kubisch pokazał, jak gigantyczna to praca, o czym oddzielnie). No w każdym razie moje Linzowe reminiscencje rozpoczynam od tej właśnie pracy, która - umiejscowiona w ciemnym, pustym, zupełnie niemal pustym pomieszceniu o wielkości co najmniej 200 m kw. pozwalała zlapać oddech i nadawała odmienne niż zazwyczaj znaczenie słowu "horyzont". More to come.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-9149431474519099938?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/9149431474519099938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/linz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9149431474519099938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9149431474519099938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/linz.html' title='Linz'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3844821699083681289</id><published>2010-09-15T14:59:00.000+02:00</published><updated>2010-09-15T14:59:54.712+02:00</updated><title type='text'>iPad vs. WiFi w Polsce (0:1)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To, że po przemierzeniu połaci Europy iPad napotka naturalne bariery w Polsce, było dla mnie oczywiste od początku i czekałam tylko, kiedy to nastąpi. I nastąpiło. Niniejszym ogłaszam: iPad vs. WiFi w Akademii Krakowskiej wynik 0 :1. Dlaczego? Bo system logowania... nie działa pod przeglądarką Safari, jak objaśnili mi panowie informatycy, sugerując, że to wina oczywiście moja i mojego sprzętu, a nie wybranego przez nich systemu, który słabo toleruje różnorodność platfom. Pomyślałam sobie spacerując po Moście Kotlarskim: będę teraz kolekcjonować takie przypadki. Tu mały off topic (ale pozorny): cóż z tego, że szybki tramwaj, jeśli jeździ.... co 20 minut, a autobusy 192 i 292 już tam nie jeżdżą, bo.... szybki tramwaj, na szczęście lubię spacery po Moście Kotlarskim i szczerze nienawidzę tych, którzy zaprojektowali organizację ruchu na Rondzie Grzegórzeckim - jest to jedyny w moim życiu przypadek szczerej nienawiści.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zanim zhakuję iPada (pokaz poglądowy był bardzo zachęcający ;-)) i zobaczę, co jeszcze da się zeń wycisnąć (a da się i tak prawie wszystko), jestem właściwie na Safari skazana. Już widzę miny wszystko-wiedzących-wszystkomających-w-starym-hapeku geeków. (Żeby nie było - sama mialłm HaPeka, którego bardzo lubiłam). Otóż, nie. iPad jest istotą rewelacyjną, zwłaszcza w podróży i zwłaszcza dla osoby której naprawdę potrzebne jest noszenie 160 książek w postaci pdfów ze sobą. Tak jak podejrzewałam, czytając pierwsze recenzje w polskiej prasie - w rodzimym odbiorze zaszło jakieś gigantyczne nieporozumienie. iPad nie ma ani zastąpić komputera ani laptopa. Każdy, kto dźwigał prawie codziennie to ostatnie urządzenie do pracy, doceni lekkość, komfortowość i bezproblemowość ostatniego "jabłczanego" gadżetu. A już zupełnie nie rozumiem postawy typu "kiedy ci durni użytkownicy zrozumieją, że iPad nie jest im potrzebny", nie rozumiem po prostu nawiedzonego moralizatorstwa, które każe koniecznie objawiać innym, co mają w życiu robić i z jakiej filiżanki pić poranną kawę. No w każdym razie po dziesiątkach sieci, do których się ostatnio logowałam w Linzu i Berlinie przyszedł czas na porażkę. i nastąpiła ona właśnie tu i teraz, co symptomatyczne. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy Bank Śląski (wówczas bez ING) nie umożliwiał logowania do systemu pod Firefoxem, uzasadniając t bezpieczeństwem. Czasy pokazały, że kijkiem Wisły nie zawrócisz, a bepieczeństwo IE od tamtej pory wielokrotnie (i czasem tragicznie dla użytkowników) było obśmiewane. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To jest zresztą tylko kopia wielu podobnych zdarzeń znanych mi z koncertów: w polskich klubach (a bywa, że na scenach dużych festiwali) mój piecyk, moja gitara, nasz mikser i nasze efekty zawsze są, zdaniem domorosłych inżynierów dźwięku, zepsute, a w analogicznych sytuacjach poza naszą granicą - działają bez zarzutu. Ta strefa nudnego, sprawnego (i jakże błogiego !) zarządzania systemowego zaczyna się już za naszą południową granicą...&amp;nbsp; Nie trzeba tam też nigdy toczyć żadnych dyskusji z panami od sprzętu "co by było gdyby", ewentualnie "jakby było dobrze gdyby", obserwując, jak popiół z trzymanego przez nich w paszczy tlącego się papierosa chybotliwie balansuje tuż nad naszym (oczywiście zepsutym) instrumentem, kablami lub urządzeniami (i ten portret to nie jest niestety, wpsomnienie rodem z PRLu, ani nie dotyczy kategorii tzw. starego dziada-elektryka; nie, zdarzają się też tacy zupełnie młodzi kolesie, w naszym żargonie wewnętrznym noszą ksywę "didżejrezydent"). W tej strefie błogości ludzie zajmują się po prostu tym, czym mają się zajmować i nie ubogacają życia swoich bliźnich receptami na życie wysoce moralne, rozsądne, pozbawione gadżetów i pełne przenikliwości ani na wspaniały sprzęt zawsze-działający-bez-zarzutu (w naszym wewnętrznym żargonie to ostatnie jest określane jako "a-ja-mam-w-domu-osiemnaście-generatorów-sinusoidalnych". I to dlatego czasami nawiedza mnie myśl o tym, żeby zgłosić się na kierunek budownictwo na AGH i uzyskać dyplom mgr inż. budownictwa. W połączeniu z doktoratem nauk humanistycznych byłby to niezły melanż. A w gruncie rzeczy mogłabym to streścić lakonicznie i mało odkrywczo, w uroczy, charakterystyczny dla pełnych zdystansowania krajów anglosaskich sposób: live and let live.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3844821699083681289?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3844821699083681289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/ipad-vs-wifi-w-polsce-01.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3844821699083681289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3844821699083681289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/ipad-vs-wifi-w-polsce-01.html' title='iPad vs. WiFi w Polsce (0:1)'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1211077725904911831</id><published>2010-09-12T23:14:00.000+02:00</published><updated>2010-09-12T23:14:24.540+02:00</updated><title type='text'>Sibelius</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj bardzo spodobała mi się suita "Karelia" Sibeliusa, wczoraj Strauss i Czajkowski, a wszystko w ramach serii &lt;a href="http://www.bbc.co.uk/proms/2010/"&gt;BBC Proms&lt;/a&gt;. Zaczyna mnie to przerażać (choć Sibelius właściwie bardzo OK, ale Straussa nienawidzilam od zawsze). Jeśli zacznę jeszcze lubić Beethovena, to będzie koniec :-))&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1211077725904911831?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1211077725904911831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/sibelius.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1211077725904911831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1211077725904911831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/sibelius.html' title='Sibelius'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5543125227641284065</id><published>2010-09-11T12:28:00.000+02:00</published><updated>2010-09-11T12:28:59.481+02:00</updated><title type='text'>linz-berlin-KRK</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TItW67K1QGI/AAAAAAAAFtY/OziyowIr4cY/s1600/DSC_6690.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TItW67K1QGI/AAAAAAAAFtY/OziyowIr4cY/s400/DSC_6690.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tabakfabrik, Linz, Ars Electronica 2010&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jednak będę próbować trochę nadrobić - głównie w związku z szaloną wyprawą na trasie KRK - Linz - Berlin - KRK, z festiwalem Ars Electronica 2010 oraz wystawą Bruce'a Naumanna i koncertem Ensemble Modern w Berlinie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co prawda na razie sprawdzałam połączenia do Budapesztu na najbliższy piątek i najbardziej podoba&amp;nbsp; mi się taki oto wariant (przy założeniu, że wcześniej będzie jeszcze Zakopane i uruchomione niedawno opatrznościowe polączenia do Popradu i Liptowskiego Mikulasza):&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;od 17.9.2010 Pi 11:00 do 14:00&lt;br /&gt;Lipt.Mikuláš » Budapešť [*H]&lt;br /&gt;Dátum&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Odkiaľ/Prestup/Kam&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Prích.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Odch.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pozn.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Spoje&lt;br /&gt;17.9.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Lipt.Mikuláš,,AS MHD vl.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 12:10&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bus 706504 1 X +&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Banská Bystrica,,AS MHD&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 14:00&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 14:30&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 3, §&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Presun asi 5 min&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Banská Bystrica&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 14:24&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Os 5702&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Komárno&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 19:05&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Presun asi 30 min&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Komarom&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 19:59&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 20:00&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; D 9201 K&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Budapest-Kelenföld&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 21:04&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; 21:06&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Celkový čas 8 hod 54 min&lt;br /&gt;EURO-CRV Tatry, s.r.o.; Poprad; 052/7765 662 (Bus 706504)&lt;br /&gt;Železničná spoločnosť Slovensko, a.s.; Rožňavská 1, 832 72 Bratislava 3; Informácie získate na čísle Kontaktného centra 18 188 (Os 5702)&lt;br /&gt;ide v 1-5,7&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;+ - premáva v nedeľu a štátom uznané sviatky. § - v označených zastávkách nie je povolený nástup za účelom prepravy do shodne označených zástaviek. K - zjednodušená preprava batožín, rozšírená preprava bicyklov-pod dohľadom cestujúceho. MHD - možnosť prestupu na mestskú hromadnú dopravu. vl. - možný prestup na vlak. X - premáva v pracovných dňoch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11.09.2010 12:11&lt;br /&gt;Odoslané z aplikácie CP, © INPROP, s.r.o.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy tym z Bańskiej Bystricy do Komarna jedzie się zwykłym pociągiem osobowym, a to oznacza smak podróży po Słowacji, jaką najbardziej lubimy. Jeśli więc Orangeways KRK-Budapest nie jeździ w piątki, to... witaj przygodo! A w Budapeszcie... &lt;a href="http://www.dalailama-budapest.hu/program_en.php"&gt;The Budda of Compassion.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To dopiero będzie, jeśli powieją wszystkie pomyślne wiatry. To, co było, wciąż czeka na swoją kolej. Wrażeń w Linzu i Berlinie było tyle (zwłaszcza w &lt;a href="http://www.hamburgerbahnhof.de/exhibition.php?lang=en"&gt;Hamburger Banhof&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.ensemble-modern.com/en"&gt;na koncercie&lt;/a&gt;), że czekam jeszcze trochę, aż się ułoży w głowie. M. pisze, a ja będę sobie układać po drodze na zakupy w Galerii Smaku na Krupniczej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5543125227641284065?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5543125227641284065/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/linz-berlin-krk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5543125227641284065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5543125227641284065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/linz-berlin-krk.html' title='linz-berlin-KRK'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/TItW67K1QGI/AAAAAAAAFtY/OziyowIr4cY/s72-c/DSC_6690.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2242651722827383945</id><published>2010-09-01T23:38:00.000+02:00</published><updated>2010-09-01T23:38:14.410+02:00</updated><title type='text'>forward spin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeskakuję zatem pięć miesięcy. Zawsze następuje jakiś dalszy ciąg dla osieroconych blogów, nie będę tych miesięcy ani nadrabiać, ani udawać, że ich nie było. Forward spin. W tle gra "Korowód" Grechuty &amp;amp; Anawa z kilkoma koncertowymi wersjami w oryginalnym wydaniu sprzed lat - jaka dobra muzyka była kiedyś w Polsce mainstreamem! Wracam do zapisków. Jesień. Wczesna jesień - pora kaszki kukurydzianej z brzoskwiniami i mlekiem kokosowym. Albo naleśników z konfiturami imbirowo-pomarańczowymi. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2242651722827383945?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2242651722827383945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/forward-spin.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2242651722827383945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2242651722827383945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/09/forward-spin.html' title='forward spin'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7376521875305106858</id><published>2010-04-11T22:56:00.002+02:00</published><updated>2010-04-11T22:56:41.487+02:00</updated><title type='text'>stop-klatka</title><content type='html'>via Szambala Kraków na Facebooku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jak możemy pomóc zmarłym?  " Sogyal Rinpocze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często ludzie pytają mnie : &lt;br /&gt;„Czy nie ma żadnego konfliktu, jeżeli mój zmarły /umierający przyjaciel  lub krewny &lt;br /&gt;jest praktykującym chrześcijaninem a ja budystą?”&lt;br /&gt;A  jakiż mógłby być konflikt?&lt;br /&gt;Przecież Chrystus i Budda są współczującymi emanacjami Prawdy,&lt;br /&gt;Ukazującymi się pod różnymi postaciami, by najskuteczniej pomagać  wszystkim istotom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak możemy pomóc zmarłym ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Tybecie mówimy, że tak jak naturą ognia jest płonąć a naturą wody  gasić,&lt;br /&gt;Tak Buddowie w swym bezgranicznym współczuciu i &lt;br /&gt;gotowości  pomagania wszystkim czującym istotom&lt;br /&gt;pojawiają się natychmiast na każde wezwanie.&lt;br /&gt;Nie myślcie nawet przez chwilę ,że prawda jaką przywołujecie,&lt;br /&gt;by pomóc zmarłemu przyjacielowi, działałaby skuteczniej&lt;br /&gt;gdyby wezwał ją jakiś „święty mąż”.&lt;br /&gt;Przeciwnie głębia waszej miłości  i więzi ze zmarłym potęguje moc  waszych modlitw.&lt;br /&gt;Mistrzowie zapewniają: „WZYWAJCIE BUDDÓW A ONI ODPOWIEDZĄ”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Khandro Tsering Czodro, duchowa partnerka Dziamianga Khjetse,powtarza,&lt;br /&gt;że jeśli ma się naprawdę dobre serce i czyste  intencje  ,&lt;br /&gt;to modlitwy są bardzo skuteczne.&lt;br /&gt;Bądźcie więc pewni ,że jeżeli modlicie się za zmarłego&lt;br /&gt;którego bardzo kochaliście szczerze i z prawdziwą miłością&lt;br /&gt;wasze modlitwy będą wyjątkowo potężne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możecie ilekroć pomyślicie o kimś ,kto umarł, natychmiast wypowiedzieć  mantrę:&lt;br /&gt;OM MANI PADME HUM (TYB OM MANI PEME HUNG)---&lt;br /&gt;To mantra Buddy Współczucia który oczyszcza wszystkie negatywne uczucia&lt;br /&gt;będące przyczyną  odrodzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy praktykujecie w intencji zmarłego czy nie pamiętajcie jednak,&lt;br /&gt;że świadomość w bardo posiada moc jasnowidzenia.&lt;br /&gt;Już samo kierowanie dobrych myśli ku zmarłemu może przynieść wiele  pożytku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ci którzy zginęli śmiercią gwałtowną lub nagłą potrzebują pomocy  szczególnie.&lt;br /&gt;Ofiary morderstw, samobójstw, wypadków lub wojen mogą wpaść łatwo&lt;br /&gt;w pułapkę swego cierpienia, rozpaczy i strachu.&lt;br /&gt;Mogą nawet zostać uwięzione w samym doświadczeniu śmierci i &lt;br /&gt;nie być w stanie przejść przez proces odrodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy praktykujecie w ich Intencji róbcie to naprawdę żarliwie.&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie potężne światło, emanujące z buddów i bóstw,&lt;br /&gt;niosące całe ich współczucia i wszystkie błogosławieństwa.&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie ,że spływa ono na zmarłych i oczyszcza ich&lt;br /&gt;i uwalniając od bólu śmierci obdarza ich głębokim prawdziwym spokojem.&lt;br /&gt;Wyobrażajcie sobie ,wkładając w to całe serce i umysł ,że zmarły  rozpuszcza się w tym świetle&lt;br /&gt;a jego świadomość wolna od wszelkich splamień i cierpień,&lt;br /&gt;wznosi  się i nierozerwalnie stapia na wieki z umysłem mądrości buddów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Medytacja i modlitwy –to nie jedyna pomoc jakiej możemy udzielić umarłym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możemy w ich imieniu pomagać chorym i potrzebującym&lt;br /&gt;Możemy rozdać ich majątek ubogim.&lt;br /&gt;Możemy  w ich mieniu wesprzeć przedsięwzięcia humanitarne lub duchowe-&lt;br /&gt;-szpitale, instytucje charytatywne, hospicja czy klasztory.&lt;br /&gt;Możemy sponsorować odosobnia medytacyjne prawdziwych praktykujących&lt;br /&gt;czy modlitwy prowadzone przez wielkich mistrzów w świętych miejscach &lt;br /&gt;takich jak Bodhgaja.&lt;br /&gt;Możemy ofiarować lampki ,albo przyczynić się do powstawania dzieł sztuki&lt;br /&gt;związanych z praktyka duchową&lt;br /&gt;Inną metodą pomocy umarłych, niezwykle popularną w Tybecie i Himalajach&lt;br /&gt;jest wykupywanie zwierząt idących na rzeź i wypuszczanie ich na wolość&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należy ofiarować zmarłemu całą zasługę i dobro,&lt;br /&gt;jakie niosą podobne akty szczodrości.&lt;br /&gt;Ale nie tylko jemu-wszystkim umarłym ,by przyczyniło się to &lt;br /&gt;do uzyskania przez nich lepszego odrodzenia i lepszych warunków &lt;br /&gt;w następnym życiu.  " &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sogyal Rinpocze&lt;br /&gt;"Tybetańska Księga Życia i Umierania"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7376521875305106858?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7376521875305106858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/04/stop-klatka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7376521875305106858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7376521875305106858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/04/stop-klatka.html' title='stop-klatka'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7648166466060675106</id><published>2010-03-24T00:22:00.002+01:00</published><updated>2010-03-24T00:43:22.071+01:00</updated><title type='text'>guilty pleasures</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z cyklu "guilty pleasures": The Cure, płyta z 1982 roku, "Pornography" (np. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=seierIQ8GQM&amp;amp;feature=related"&gt;Hanging Garden&lt;/a&gt;). Kiedy słucham dzisiaj z iTunes, brakuje mi kiepsko wyregulowanej głowicy w niezapomnianym magnetofonie kasetowym marki Kasprzak cca. 1986. Ta płyta&amp;nbsp; w wersji cyfrowej brzmi nie aż tak porywająco, jak lekko "falująca" wersja z kiepsko skopiowanej - tak, pirackiej, ale czy wtedy mieliśmy inne? - kasety, którejś tam kolejnej wersji oryginału. Nawet nie umiem ocenić, czy ta płyta w ogóle jest dobra. Budzi taki sam dreszcz emocji, jak cca 1986. Ostatnia klasa podstawówki, letnie wakacje, niewiadoma, a później pociąg Kraków-Zakopane w regularnych odcinkach czasu. Początek WSZYSTKIEGO.&lt;br /&gt;P.S. Po namyśle: może to był magnetofon Grundig. Nie pamiętam. Za pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze (3 tygodnie wyrywania chwastów w pełnym słońcu, cca. 1985) kupiłam sobie sobie... radio. Z cyklu osobista historia medialna.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7648166466060675106?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7648166466060675106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/guilty-pleasures.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7648166466060675106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7648166466060675106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/guilty-pleasures.html' title='guilty pleasures'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1961543055637990181</id><published>2010-03-19T23:45:00.000+01:00</published><updated>2010-03-19T23:45:04.740+01:00</updated><title type='text'>przed północą</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obowiązkowo &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=flVEoNuEYgE"&gt;&lt;i&gt;Transmission&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; Joy Division. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Dance Dance Dance Dance Dance to the Radio.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1961543055637990181?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1961543055637990181/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/przed-ponoca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1961543055637990181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1961543055637990181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/przed-ponoca.html' title='przed północą'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8804158798847085869</id><published>2010-03-19T23:22:00.000+01:00</published><updated>2010-03-19T23:22:34.494+01:00</updated><title type='text'>wspólnota</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I teraz dzielę ten profil na dwa blogi: jeden jest właściwie &lt;a href="http://tv-underdog.blogspot.com/"&gt;naukowy&lt;/a&gt;, drugi ten właśnie mój osobisty, prywatny. Niegdyś ktoś w komentsach dość nieżyczliwie porównał to ujawnienie do dzienniczka pensjonarki. Well, co tu kryć, kochałam Polyannę...ale nigdy nie prowadziłam żadnego pamiętnika. Ten blog jest prywatny i mam na myśli prywatny, czyli piszę, co chcę i właściwie robię to dla siebie. Jeśli są czytelnicy, to bardzo jest mi miło, ale gdyby czytelników zabrakło, to też będę tu pisać. Żeby poskładać w iluzoryczną całość to, co rozproszone, pocięte na drobne kawałki, ulotne i skazane na zapomnienie. Próbuję sobie teraz czasem przypomnieć: jak to było siedzieć przy oknie na 9-tym piętrze, przez którego szpary sypał śnieg przy mocniejszych podmuchach wiatru i wsłuchiwać się w sygnał modemu, czy wreszcie połączy się z magicznym numerem 0-22 ileś-ileś i... no właśnie, nawet nie pamiętam tego numeru, a zawieszone na nim było pół mojego ówczesnego życia. Albo jak instalowałam pierwszy raz program do odbioru poczty i chyba była to Eudora (co za czasy!), albo jak kolega - rzekomo bardziej zaawansowany w technologiach - tłumaczył mi, że nie da się tak po prostu zainstalować modemu... Został mi po tym - na szczęście - dystans do wszelkich "guru" technologii&amp;nbsp; oraz gotowość do radosnego i ochoczego eksperymentowania z nimi&amp;nbsp; (technologiami znaczy, nie guru) na własną rękę (zwłaszcza, jak udało mi się po tej tyradzie "znawcy")uruchomić i skonfigurować plastikowego demona marki... nie pamiętam). To chyba dlatego nie boję się niczego, co ma jakikolwiek interfejs, nawet tak mało przyjazny, jak moje ulubione, genialne loop station RC-20 Bossa. Być może to oznaka nieuchronnego starzenia się, ta nostalgia. Bo zainspirowana wpisem studentów poszukałam microhouse i okazało się, że to nic innego, jak m.in. Jan Jelinek czy Vladislav Delay, czyli coś odnalezionego pod odmienną metką w zakamarkach pamięci, coś, co wynurzyło się z innego czasu i trafiło dzisiaj na swój moment (odetchnęłam z ulgą, jeszcze nie tak całkiem tracę kontakt!). Kiedyś znane bardziej jako glitch. Czy to ważne? szemrzą sobie w tle te znajome pejzaże dźwiękowe, upływ czasu jest namacalny, ale w końcu nigdy ostateczny. Co ja w końcu wiem o upływie czasu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8804158798847085869?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8804158798847085869/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/wspolnota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8804158798847085869'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8804158798847085869'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/wspolnota.html' title='wspólnota'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-9164226869390113654</id><published>2010-03-13T12:54:00.002+01:00</published><updated>2010-03-13T13:00:51.116+01:00</updated><title type='text'>przedwiośnie, czyli żyć się nie da.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak w tytule. Głęboko znienawidzona przeze mnie temperatura, czyli około plus 2 stopnie i deszcz ze śniegiem. Nawet wizja jutrzejszych nart na Chopoku jawi się jakoś mniej atrakcyjnie. Wszystko jawi się jakoś niej atrakcyjnie, zwłaszcza cokolwiek, co wymaga wyjścia z naszej wieży na Bobrzyńskiego. Tyle obowiązkowych lamentów.&lt;br /&gt;Znowu dwa tygodnie bez blogowania, jakoś chwilowo energia została z tego bloga wyssana, to się już zdarzało. No i może jeszcze dobijająca końcówka pracy nad tekstem "Bio Mapping Christiana Nolda - transmedialna retoryka wędrowna" do książki pokonferencyjnej (dwa miesiące po deadlinie!), kolejne trzy do napisania czekają + koncepcja rozdziału podręcznika. Ciekawe, ile wpisów osiągnę do czerwca.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-9164226869390113654?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/9164226869390113654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/przedwiosnie-czyli-zyc-sie-nie-da.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9164226869390113654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9164226869390113654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/03/przedwiosnie-czyli-zyc-sie-nie-da.html' title='przedwiośnie, czyli żyć się nie da.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5807610201113579996</id><published>2010-02-28T21:46:00.003+01:00</published><updated>2010-02-28T22:05:28.636+01:00</updated><title type='text'>sporty zimowe</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I wyszło na moje - w sportach zimowych jesteśmy mocni :-) Jestem wprawdzie niepocieszona, że nie ma Polakow w żadnych sportach alpejskich (nie licząc zawodniczki, której nazwiska nie pamiętam i nie chce mi się sprawdzać, ale i tak szanuję za próbę startu w ogóle), ale co tam... Kibicowanie Justynie Kowalczyk na przemian z kibicowaniem Wielkiemu Bode to jedna z najfajniejszych okazji sportowych roku - i nareszcie przydał się Eurosport. Zwłaszcza po wyłączeniu polskiej ścieżki jęzkowej (choć komentatorzy tutaj to i tak szczyt profesjonalizmu w porównaniu ze studiem TVP, jak donieśli Znajomi Królika). Okazje sportowe ujawniają wszelkie narodowe psychozy, m.in. tendencję do popadania w skrajności (emocjonalnie niezrównoważenie na miarę borderline personality). A Bode jest wielki, nawet, jeśli odpadł z giganta, bo ma osobowość i stać go na totalną niezależność. Słuchać już nie mogę o "klątwie Fortuny" (zawsze to lepiej zrzucić winę na "czynniki magiczne" niż na nieudolność zasiedziałych aparatczyków z wszelkich związkow sportowych w tym kraju - no, może z wyjątkiem Tajnera), wstyd i żenada podkreślać na każdym kroku, że to pierwszy złoty medal od 38 lat (ba, okazuje się, że ja TEŻ nie pamiętam Wojceicha Fortuny w Sapporo, co okazuje się, podniosło mnie duchu - że mój wiek nie aż tak sędziwy jeszcze), kolo prowadzący studio olimpjskie w TVP ucieleśnia wszystko, co najgorsze w polskim dziennikarstwie (włącznie z fatalną fryzurą), podobnie jak Durczok, Kajdanowicz i inni megalomani wizji. W tym wszystkim jednak łza się w oku kręci - dziewczyny na biegowkach walczyły do końca, uparcie, kompetentnie i z pasją (najbardziej ujęła mnie zawodniczka, która walczyła o 41 miejsce tak, jakby to był złoty medal). No respect po prostu.&lt;br /&gt;A wieczór zakończyliśmy - nieoczekiwanie - późno w nocy, przypadkiem trafiając na MTV2 na niejakiego Dizzee Rascala, totalny odlot. Jaka energia, groove i siła! Szkoda, że polski, wymoczkowaty i zrzędzący hip hop nie dorasta kolesiowi do skrawka pięty!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5807610201113579996?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5807610201113579996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/sporty-zimowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5807610201113579996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5807610201113579996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/sporty-zimowe.html' title='sporty zimowe'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1830886966714708171</id><published>2010-02-10T20:25:00.003+01:00</published><updated>2010-02-10T20:54:42.517+01:00</updated><title type='text'>L'incoronazione di Poppea</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muszę zapisać, bo inaczej zapomnę: genialne wykonanie opery Monteverdiego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;L'incoronazione di Poppea&lt;/span&gt; w wydaniu zespołu La Venexiana (właśnie skończyłam oglądać na Mezzo, nie mogłam się oderwać prawie przez trzy godziny). Głosy solistów wydają mi się idealnie odpowiadać wrażliwości  i smakowi muzyki Monteverdiego. Z Monteverdim mam niezłą jazdę, WSZYSTKO tego kompozytora trafia mnie absolutnie celnie - a opery właściwie nie lubię, z wyjątkiem Monteverdiego, Roberta Ashley i Meredith Monk :-). Jak mój ukochany utwór wszechczasów, czyli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lament Nimfy &lt;/span&gt;z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ottavo Libro dei Madrigali&lt;/span&gt; (w pewnym sensie był bohaterem filmu Agnes Jaoui z 2004 r. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Comme une image&lt;/span&gt;, czyli w Polsce &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Popatrz na mnie&lt;/span&gt;). W wersji &lt;a href="http://www.lavenexiana.net/montottavolis.html"&gt;La Venexiany &lt;/a&gt;jest nieco odmienny niż u Rinaldo Alessandriniego. Jak tylko kiedykolwiek i na jakimkowiek nośniku ukaże się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Koronacja Poppei &lt;/span&gt;La Venexiany, to proszę siły kosmiczne, żeby skierowały to na moją półkę. I co zrobić, wysupłam pewnie tę koszmarną kasę, żeby ich usłyszeć na Misteria Paschalia.&lt;br /&gt;W ogóle muyzka baroku odsłania nieco inne oblicze, kiedy wcześniej słuchało się inetnsywnie np. ... Johna Zorna albo (z innej przegródki) Giacinto Scelsi.&lt;br /&gt;I to chyba też efekt pobytu na Północy, bo tak samo było w lecie - po powrocie jakoś inaczej wszystko się słyszało i odbierało.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1830886966714708171?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1830886966714708171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/lincoronazione-di-poppea.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1830886966714708171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1830886966714708171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/lincoronazione-di-poppea.html' title='L&apos;incoronazione di Poppea'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4998053031015129433</id><published>2010-02-10T12:12:00.004+01:00</published><updated>2010-02-10T13:07:56.829+01:00</updated><title type='text'>Inukshuk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za 2 dni zaczyna się kolejna olimpiada zimowa - tym razem w Vancouver. Choć takie imprezy wzbudzają mieszane uczucia, zwłaszcza jeśli chodzi o ochronę przyrody i relacje z tzw. indigenous people (wystarczy wspomnieć, że w Lillehammer w 1994 nie zaśpiewala Mari Boine, nie chcąc być traktowana jako "token", czyli wymówka organizatorów mająca pokazywać ich szlachetne intencje), to igrzyska w Vancouver odrobinę się różnią pod tym względem: symbolem igrzysk jest Inukshuk (a właściwie przyjęty w całej Kanadzie Inalaak), czyli znak służący do orientacji w terenie, ale także  coś w rodzaju ducha opiekuńczego Inuitów, siłę, która ma nas w swojej opiece, kiedy jesteśmy w podróży. Ciekawe, czy polskie media to w ogóle zauważą? Po drugie, zimowej olimpiadzie w Vancouver towarzyszy też &lt;a href="http://www.vancouver2010.com/olympic-videos/host-video--northern-truce_271110g110288-Qy.html"&gt;projekt społeczny&lt;/a&gt; - sponsorowany pzrez Nike, nic dziwnego (dobrze znamy te strategie) - faktem jest jednak że dla wielu dzieciaków z osad na kanadyjskiej Północy, gdzie nie prowadzi żadna droga ani kolej, jest to naprawdę coś znaczącego. Gdybym nie była w Kanadzie i gdybym nie widziała, jak świadome postkolonialnych strategii są tamtejsze organizacje i agendy First Nations, byłabym bardziej podejrzliwa...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4998053031015129433?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4998053031015129433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/inukshuk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4998053031015129433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4998053031015129433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/inukshuk.html' title='Inukshuk'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-9078046257011783649</id><published>2010-02-10T10:30:00.004+01:00</published><updated>2010-02-10T11:16:22.760+01:00</updated><title type='text'>dear reindeer</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/S3J9G7P_SdI/AAAAAAAAFSw/xNZ2gMer2A0/s1600-h/DSC_2702.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/S3J9G7P_SdI/AAAAAAAAFSw/xNZ2gMer2A0/s200/DSC_2702.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436545258127051218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem dłuższa przerwa w zapiskach oznacza tygodniowy wypad na (dość) daleką Północ, czyli do Jokkmokk. Śmiejący się renifer obok dobrze obrazuje moje tam samopoczucie. Ciągle nie potrafię za bardzo ująć w słowa mojego szaleństwa arktycznego - nie ulega jednak wątpliwości, że jest to coś w rodzaju &lt;span style="font-style: italic;"&gt;arctic fever&lt;/span&gt;, bo jak tylko widzę przed sobą otwartą przestrzeń pokrytą śniegiem, to natychmiast ruszam przed siebie bez zastanowienia. Kto by pomyślał, że taką przyjemność może sprawiać mroźne powietrze, słońce i śnieg po pas... Nawet w -26 stopniach czuję się ekstatycznie, choć uśmiech lekko zamarza na twarzy. Zdecydowanie przypomina to inne formy oszołomienia.&lt;br /&gt;Jokkmokk było bajkowe, wiedzieliśmy, że jest bajkowo już na lotnisku w Lulei. Sama się zdziwiłam, jakim zaskoczeniem może być to, że śnieg jest tak bezwarunkowo, oślepiająco biały. Po krakowskiej brei (a nawet niżej w Tatrach wprawne oko może dostrzec na powierzchni dłużej leżącego śniegu lekki osad z sadzy). I kiedy jest go tak dużo, to wraca człowiekowi dziecięca radość tarzania się w białym puchu, zupełnie bez konsekwencji, bo dobrze zmrożony śnieg nie topi się i nie moczy ubrania. Kwintesencja świeżości i oddechu pełnią płuc.&lt;br /&gt;Czas w Jokkmokk wykorzystałam na nagrywanie soundwalków (hmmm, zakupione w lecie w Nikkaluokta rękawice Hestra okazały się zbawienne), warsztaty joiku z Peterem Nilsem Stålka oraz dość intensywną pracę w cudownej bibliotece saamskiej Aja. Trafiłam na trop zupełnie niezwykłej opowieści o joiku Nilsa Mattiasa Anderssona, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Renhorden på Oulavuolie,&lt;/span&gt; czyli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stado z Oulavuolie&lt;/span&gt;, nagranego w ramach projektu dokumentacji joik Sveriges Radios förlag prowadzonego w latach 50-tych, a wydanego po raz pierwszy w postaci książki i dwóch płyt w 1969 r. Właściwie wszystkie historie zamieszczone w tym wydawnictwe były niezwykłe (o nagraniu spontanicznego joiku Nilsa Hotti podczas podróży saniami z Karesuando do Kautokeino, co Israel Ruong, autor nagrania i joiker jednocześnie, nazwał "najbardziej autentycznym nagraniem joiku, jakie kiedykolwiek zostało zarejestrowane"). Historia Nilsa Mattiasa Anderssona jest jednak jeszcze bardziej niezwykła, bo ta pieśń o minionych latach ze stadami reniferów na górze Oulavuolie zostala przez niego wykonana... tylko raz. Na szczęście towarzyszący Anderssonowi rejestratorzy uchwycili ten niezwykły moment, kiedy ponad 80-letni pasterz reniferów powrócił za pomocą joiku do czasów, w których prowadził szczęśliwe życie nomady na stokach Oulavuolie. Słuchałam tego niesamowitego, wzruszającego (kiedy się zna jego historię) nagrania w archiwach Aja w Jokkmokk, za oknem zapadał arktyczny zmierzch i wszystko zdawało się wygasać, a w słuchawkach pojawiał się głos, który ulegał transformacji, jakby gdzieś spod spodu pojawiała się inna opowieść i inny głos, inna postać. Teraz mam kolejny mały cel w moim joikowym projekcie: zdobyć to nagranie. Mam w swojej kolekcji jedną z najwcześniejszych terenowych rejestracji joiku, wykonaną przez słynego Karla Tirénsa w latach 40-tych, ale projekt szwedzkiej rozgłośni radiowej z lat 50-tych to kolejna perełka.&lt;br /&gt;Wieczory spędzaliśmy miło w towarzystwie naszych szwedzkich współlokatorów (dzieliliśmy wspólnie dom, a więc kuchnia stała się naturalnym centrum towarzyskiej aktywności): Davidem i Lilą oraz Matsem i Gun. David specjalizuje się w budowie saamskich łuków i pasjonuje go tak jak nas - wszystko, co dotyczy kultury Północy, więc mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów, uznaliśmy nawet, że drugie miejsce Justyny Kowalczyk w kanadyjskiej Albercie (szwedzka telewizja właśnie transmitowala wydarzenie) jest OK, bo wygrała Szwedka, Christine Kalla, która - wg Davida - ma saamskie korzenie. Mats z kolei okazał się pasjonatem szwedzkiej muzyki ludowej i dzielił się z nami rzeczywiście interesującymi nagraniami ze swojego odtwrzacza MP3 (brzmiałt jak zdecydowanie bardziej interesujące wersje polskiej muzyki ludowej środkowej i północnej Polski, więc puryzm polskiego środowiska folkowego z jego lekko nacjonalistycznym - a bywa, że wręcz szowinistycznym - odcieniem, jest naprawdę zabawny). Gun okazała się duszą towarzystwa i jej opowieściom o rozmaitych drobnych wydarzeniach życia codziennego nie było końca (jest coś w tym skandynawskim upodobaniu do żywego słowa i tradycyjnych form kultury oralnej - tutaj ludzie po prostu lubią sobie opowiadać rozmaite historie siedząc przy stole i nie są to dyskusje, w ktorych trzeba kogoś do czegoś nakłonić, albo narzucić swoje racje). I tak dowiedzieliśmy się, że szwedzki szef kuchni z Muppet Show jest wzorowany na postaci autentycznej, która mieszka w okolicy Matsa i Gun, czyli w szwedzkiej Dalarnie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/S3KGLk5i0iI/AAAAAAAAFS4/Oz4Fo3kF2Hg/s1600-h/DSC_3138.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/S3KGLk5i0iI/AAAAAAAAFS4/Oz4Fo3kF2Hg/s200/DSC_3138.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436555233631326754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najważniejsza jednak była i tak Wielka Cisza, jaka nieodmiennie jest tutaj wpisana w krajobraz. To zdjęcie zrobiłam właściwie nad Zatooką Botnicką, w Lulei, gdzie granica między morzem, lądem i jeziorami jest nieuchwytna i nieokreślona i gdzie przestrzeń smakuje najlepiej, jak to możliwe. W Lulei spotkaliśmy jeszcze Andersa i Annelie, czyli Kapelusik! i Moonshake Festival, któremu zawdzięczamy pierwsze nasze kroki na trochę dalszej północy. Zabawne, kiedy dwa lata temu wyruszyliśmy w naszą legendarną podróż do Jokkmokk z Andersem, wydawało nam się, że jedziemy na Bardzo Daleką Północ. Dzisiaj myślę sobie, przekraczając krąg polarny (oznaczony odpowiednią tablicą 7 km na południe od miasteczka) "to zupełne Południe Północy".&lt;br /&gt;Aha, tym razem też renifery nie chciały nas wypuścić - w powrotnej drodze do Lulei, kierowca autobusu znowu musiał wykazać się refleksem, żeby ominąć jakiegoś zagubionego na drodze rena. Przyszedł powiedzieć nam "see you soon".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-9078046257011783649?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/9078046257011783649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/dear-reindeer.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9078046257011783649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9078046257011783649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/dear-reindeer.html' title='dear reindeer'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/S3J9G7P_SdI/AAAAAAAAFSw/xNZ2gMer2A0/s72-c/DSC_2702.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-23453038692480288</id><published>2010-02-01T23:53:00.003+01:00</published><updated>2010-02-02T00:06:06.817+01:00</updated><title type='text'>na Północ!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rok zacząl się też nieszczególnie, jeśli kontynuować poprzedni wątek, bo ostatnie 4 tygodnie upłynęły pod znakiem totalnego zmęczenia, wyczerpania i wypalenia. Nie tylko z powodu nawału pracy; również ze wzgledu na to, że często była to sytuacja mocno stresująca. Może dlatego bardziej logiczne wydaje mi się to, że styczeń jest osttaniem miesiącem roku księżycowego. Zawsze czuję, że to miesiąc najtrudniejszy w roku.&lt;br /&gt;A jutro uciekam na &lt;a href="http://www.jokkmokk.com/webcam/parkenreal.asp"&gt;Północ&lt;/a&gt;, do pustki, śniegu i mrozu. To nic, że podczas Jokkmokk Markand trudno o taką zupełną pustkę, bo dla miasteczka to okres największego w roku ruchu, a Jokkmokk to jeszcze daleko od tundry. Wizja spaceru nad jeziorem, kiedy długo wschodzi słońce ok. 10.00 (bo już wschodzi!) i tak jest jednak kusząca - a tym razem będą zaprzęgi reniferowe i warsztaty joiku. W Skandynawii smak pustki kryje się właściwie na każdym kroku i ma to coś wspólnego z emcocjonalną oszcżędnoscią kultury luterańskiej, bliskiej w niektorych aspektach oszczędnej estetyce buddyzmu zen. Na razie jest to dla mnie niedościgniony ideał (a nie jestem pewna, czy na pewno chcialabym go realizować), ale bardzo inspirujący i dający oddech. Coś, czego w styczniu bardzo mi brakowało.&lt;br /&gt;Jutro wieczorem - mam nadzieję - dobrze znany Ryggefjord Hostel w Sztokholmie, a we środę już samolot do Lulei z ulubionego lotniska Arlanda, później jeszcze autobus do Jokkmokk. Ech, Skandynawia, już mi się lepiej oddycha (nawet jeśli aktualnie -27 w Jokkmokk).&lt;br /&gt;AAA!!! i nareszcie prawdziwa sauna!! Boskie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bastu&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-23453038692480288?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/23453038692480288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/na-ponoc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/23453038692480288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/23453038692480288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/na-ponoc.html' title='na Północ!'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7303599252886784439</id><published>2010-02-01T23:34:00.003+01:00</published><updated>2010-02-01T23:53:14.132+01:00</updated><title type='text'>Kocia R.I.P.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rok zaczął się nieszczególnie - to kolejny powód, dla którego chyba wolę kalendarz księżycowy, czyli taki, w ktorym początek roku wypada wraz z nowiem w lutym. W sobotę ok. 15.00 zmarła Kocia. Przetrwałyśmy razem 17 lat, kilka mieszkań, różnych facetów, różne konfiguracje. Od jakiegoś czasu było wiadomo, że umiera, ale te ostatnie godziny i tak były poruszające, zwłaszcza ostatnia doba, kiedy bardzo szukała naszego towarzystwa i spokojna była tylko wtedy, kiedy któreś z nas trzymało ją na kolanach, nie mogła już pod koniec chodzić, stopniowo traciła siły (najpierw powłóczyła tylnymi nogami zataczając się jak po narkozie, a później już po prostu leżala na sofie). Cieszę się, że odbyło się to bez medycznej interwencji - zadzwoniliśmy wprawdzie do pani weterynarz (przy okazji: przychodznia weterynaryjna na Chmieleńcu to naprawdę świetni fachowcy i ludzie rozumiejący zwierzęta oraz ich właścicieli), bo wydawało się, że kot bardzo się męczy, ale były to ostatnie chwile i po upływie 20 minut od telefonu było wiadomo, że wizyta z zastrzykiem skracającym Koci cierpienia nie będzie konieczna. Żałuję, że nie doczekaliśmy cmentarza dla zwierząt w Krakowie. Nie przechodzą mi przez gardło slowa "zdychać" i "grzebalisko", bo to... nieludzkie. Kocia była jednym z domowników i pustka po jej śmierci jest wyraźna - małe futrzane zwierzątko, a taka Nieobecność... To żaden sentymentalizm - każdy, kto miał szansę życia ze zwierzęciem pod jednym dachem wie, że to szczególny rodzaj więzi i szczególna forma komunikacji. Jestem nieskończenie wdzięczna za to, czego Kocia mnie nauczyła i że udało nam się spędzić wspólnie te 17 lat. Bez niej byłabym inną osobą. Szczególnie takie chwie, kiedy człowiek musi się konfrontować z własnym egoizmem, wykazywać cierpliwością, kiedy się człowiek wścieka na kota (bo potrafią zaleźć za skórę!), a po kilku minutach wściekłość się rozpuszcza - jeszcze jedna forma praktyki. Na końcu otrzymaliśmy jeszcze piękny epizod odchodzenia, rozpuszczania się formy, wytrwania, naukę o źródłach cierpienia i o ustaniu cierpienia, o Czterech Szlachetnych Prawdach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7303599252886784439?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7303599252886784439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/kocia-rip.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7303599252886784439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7303599252886784439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/02/kocia-rip.html' title='Kocia R.I.P.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7133635998757739090</id><published>2010-01-17T16:45:00.003+01:00</published><updated>2010-01-17T19:00:33.815+01:00</updated><title type='text'>pieśni miłosne i ragi tęsknoty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ta informacja dotarła do mnie z powietrza, nawet dosłownie, bo staliśmy na przystanku na Dietla/św.Agnieszki czekając na 128, a ja z nudów zaczęam się bezrefleksyjnie wgapiać w plakat Filharmonii, aż mój wzrok przykuły znane - acz niezwykle rzadko pojawiające się w tych szerokościach nazwy: dholak, sarod, zarb. Nawet w największą, najbardziej paskudną i mokrą krakowską szarość te słowa mogą mnie zelektryzować i tak też się stało. Upewniłam się jeszcze, że to nie przywidzenie, prosząc M. o potwierdzenie, czy widzi to samo ja. On też widział, że plakat Filharmonii zaprasza na koncert "Two Worlds of Modal Music" z Dominikiem Vellardem śpiewającym średniowieczne pieśni miłosne i chorał gregoriański oraz Kenem Zuckermanem na sarodzie, Kayvanem Chemirani na zarbie i Prabhu Edouardem na tabli. Zakupiłam więc bilety następnego dnia, można było dostać jeszcze w drugim rzędzie i tak oto wczoraj zasiedliśmy w sali Filharmonii nie bez pewnego sceptycyzmu, bo projekty typu crossover  trącą mniej ambitnymi dokonaniami Yo-Yomy. Wcześniej przesłuchaliśmy świetną płytę Vellarda z Aruną Saïram, która napawała jednak optymizmem. Już pierwsze dźwięki sarodu pokazały, że możemy zapomnieć o niegdysiejszym fatalnym koncercie w PWST, gdzie coś, co reklamowano jako klasyczną muzykę Indii było zaledwie technicznymi wprawkami. Nic zresztą dziwnego, Zuckerman uczył się u samego Ustada Ali Akbar Khana, najwięksego mistrza sarodu naszych czasów (zmarł jakieś pół roku temu, niestety) przez 37 lat. Początek był w wykonaniu tria Ken Zuckerman, Prabhu Edouard i Emilie Zuckerman (tampura) trochę...hm, czuło się, że są nieco spięci. Może dlatego, że alap (czyli pierwsza część ragi, a właściwie wstęp, w którym najważniejsze jest dostrojenie instrumentów, słuchaczy i muzyków) jest radykalnie odmienny od kultury muzycznej Zachodu - osobiście uwielbiam tę właśnie część, która powoli wprowadza w świat dźwięków ragi, buduje nastrój i gromadzie energię. Jeśli jednak ktoś przyzwyczajony jest niemal wyłącznie do języka muzycznego Zachodu (i to charakteryzującego niemal całe uniwersum uprawianej u nas muzyki - z wyjątkiem elektroakustycznej improwizacji - od popu po muzykę klasyczną), czyli do takiej organizacji występu, która nie ujawnia przygotowania, strojenia, oczekiwania, a jedynie od razu podanie gotowego produktu, to rzeczywiście może czuć się taki ktoś nieco zniecierpliwiony drobiazgowymi modyfikacjami kolejnych strun sarodu. Trochę też brakowało mi tego, co pojawia się przy bardziej wyrobionej w odbiorze klasyki indyjskiej publiczności - aplauzu w momentach, które są kulminacjami, spotkaniami rytmu i melodii, ukoronowaniem rozlicznych pojedynków między solistami. Były takie chwile, kiedy te momenty "zejścia" Edouarda i Zuckermana wywoływały namacalną wręcz falę radości i już, już prawie klaskałam, ale sala - przwyczajona do odbioru "klasyki" milczała jak zaklęta. Dopiero w drugiej części koncertu coś się zmieniło, może za sprawą eleganckiego, acz żywiołowego Keyvana Chemirani, który wyczyniał z zarbem rzeczy graniczące z magią (fakt, że jest matematykiem z wykształcenia nie jest bez znaczenia w przypadku subtelności rytmicznej zarówno perskiej, jak i indyjskiej kultury muzycznej). W tym wszystkim piękny głoś Vellarda schowany bł nieco w tle, nie do końca wpisywał się w pejzaż dźwiękowy, ale jego mistrzostwo jest niewątpliwe, co najlepiej było słychać w przepięknej pieśni sefardyjskiej "Ven querida". Ja zaś miałam obrzymią radość, kiedy usłyszałam pierwsze tony jednej z moich ulubionych rag, Koshi Bhairavi. Uczta, Święto, Ekstaza. Wracaliśmy wręcz przepełnienie radoscią, prawie było tego zbyt wiele, żeby ogarnąć, przyjemne zmęczenie, że więcej po prostu się nie da. Chyba wszyscy tak czuli, bo koncert skończył się długą owacją na stojąco i było widać, że sami muzycy są trochę zaskoczeni przebiegiem tego niezwykłego wieczoru i poziomem energetycznym, jaki został wygenerowany.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7133635998757739090?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7133635998757739090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/01/piesni-miosne-i-ragi-tesknoty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7133635998757739090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7133635998757739090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/01/piesni-miosne-i-ragi-tesknoty.html' title='pieśni miłosne i ragi tęsknoty'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3662708005261244789</id><published>2010-01-05T22:32:00.002+01:00</published><updated>2010-01-05T22:35:17.267+01:00</updated><title type='text'>browsing się</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niewiele spamów przechodzi przez filtry mojego adresu pocztowego (o dzięki, firmo Ceti i mam nadzieję, że nie zapeszę), ale jeśli już się pojawi jakaś wiadomość raz na miesiąc, to od razu jest to małe dzielo sztuki:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hello Dearest, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;i am Kaniz by name. i was just broswing now and come across your profile. which interested and motivated me all over. l will &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;also like to know more about you so please reply this message to ( raninhiany2009371@yahoo.com ) , so l can give you my picture for you to &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;know whom l am. I believe we can move from here!(Remember the distance or colour does not matter but love matters alot in &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;life) Thanks yours new friend Kaniz. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;....................................................................... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hello Dearest, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jestem Kanica nazwy. Właśnie broswing się i spotkać swojego profilu. które zainteresowanych i zmotywowały mnie wszystkim. l będą &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;również wiedzieć więcej o tobie tak prosimy o odpowiedź na ten komunikat (raninhiany2009371@yahoo.com), więc l może dać Ci moje zdjęcie dla Ciebie, aby &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;l wiedzieć, z kim jestem. Wierzę, że możemy przenieść tutaj! (Pamiętaj, na odległość lub kolor nie ma znaczenia, ale kwestie miłości partii &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;życia) Dzięki Twój nowy przyjaciel Kanica. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3662708005261244789?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3662708005261244789/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/01/browsing-sie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3662708005261244789'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3662708005261244789'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/01/browsing-sie.html' title='browsing się'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-608979231360787501</id><published>2010-01-03T21:41:00.004+01:00</published><updated>2010-01-04T00:48:03.856+01:00</updated><title type='text'>avatar</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Krótko: ekstra. Wiadomo, że James Cameron to nie Tarkowski i jeśli ktoś oczekuje intelektualnej głębi, to sam /-a sobie jest winna, ale "Avatar" jest naprawdę wielką frajdą (oczywiście w 3D). Już widzę, że w Polsce oczywiście poajwiły się typowe dla naszej nacji głosy "po całości" wywalające film i jego twórcow do zsypu, ale... hola, hola. Kraj, którego przemysł filmowy zdolny jest co najwyżej do wyprodukowania kolejnych (słabszych) wersji Krzyżaków i innych lektur szkolnych, ewentualnie kolejnych depresyjnych, pseudointelektualizujących i pseudokrytycznych wizji wiejskich wesel, powinien czasem wziąć na wstrzymanie. Są w "Avatarze" słabizny (m.in. generał, który miał być diaboliczny, a jest groteskowy i parę innych takich), ale generalnie - big fun. Dawno już tak szczerze nie zachwycałam się w kinie z powodu niekłamanej przyjemności wzrokowej. Generalnie najbardziej chyba zgadzam się z &lt;a href="http://blogs.indiewire.com/leonardmaltin/archives/avatar/"&gt;tą recenzją&lt;/a&gt;. Fajnie w każdym razie wrócić do czasów późnego dzieciństwa, kiedy siedziało się w kinie na "Gwiezdnych wojnach" z podobnymi wrażeniami...&lt;br /&gt;P.S. M. twierdzi, że wojna kulturowa szykująca się u nas między fanami i antyfanami Avatara ma swoje źródło w tym, że nijak nie da się zobaczyć w tym obrazie kolejnego filmu o panu-jezusie... Po chwili namysłu przyznaję mu rację.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-608979231360787501?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/608979231360787501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/01/avatar.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/608979231360787501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/608979231360787501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2010/01/avatar.html' title='avatar'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4379229372268273014</id><published>2009-12-31T22:42:00.002+01:00</published><updated>2009-12-31T22:47:07.466+01:00</updated><title type='text'>ostatnie godziny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wypada podsumować: proste statystyczne zestawienie pokazuje mi, że był to rok dosyć szczególny - udało mi się utrzymać dyscyplinę i blogowalam pilnie przez cały rok. Między innymi z tej okazji piję szampana i zaraz odpalamy naszą fajkę wodną. Dookoła strzelają (sztuczne ognie), słuchamy Frode Haltli z Mają Ratkje a wcześnije Anoura Brahema i Stephena Micusa, jeszcze wcześniej mojego ulubionego BBC 3 i myślę sobie, oby jak najmniej było przełomów i rewolucji, żeby wszystko szło swoim torem, było jak zwykle płynne, zmienne i niestałe, żeby nie było mnie stać na luksus powiedzenia: to już tu, dalej nie idę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4379229372268273014?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4379229372268273014/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/ostatnie-godziny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4379229372268273014'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4379229372268273014'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/ostatnie-godziny.html' title='ostatnie godziny'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8078625682115733118</id><published>2009-12-28T18:41:00.002+01:00</published><updated>2009-12-28T18:56:26.762+01:00</updated><title type='text'>piraci?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczorajszy dryf w poszukiwaniu buddyjskiego kalendarza firmy Tushita oraz strun do gitary upewnił mnie w tym, że istnieją jednak na tym świecie pewniki. Jedno ani drugie nie zostało znalezione (od roku mniej więcej 1998 testuję z mizernym zazwyczaj skutkiem rozmaite sklepy muzyczne na okoliczność strun "12"-tek Dean Markley do gitary elektrycznej, z grzecznosci nie mówię sprzedawcom, co mogą sobie zrobić z oferowanymi mi nieodmiennie D'Addario), przekopaliśmy za to wszystkie kalendarze na półkach Empiku w Galerii Krakowskiej oraz w Rynku. Zadowoliliśmy się, z braku Tushity, pięknym skądinąd kalendarzem "Tibet 2010" TeNeues. Gdyby ktoś gdzieś przypadkiem namierzył kalendarz firmy Tushita (albo inny) z buddyjskimi świętami, to proszę o cynk - ale pewnie kupię go po prostu w Sztokholmie w lutym (na rok 2009 kupiłam kalendarz w Montrealu albo Londku). Przy okazji jednak Empikowego dryfu zawiodły nas wiatry ku półkom z płytami i... doznaliśmy urazu (też niezmiennego). Po pierwsze, wybór (żałosny, marny, siermiężny i kompletnie bez żadnego klucza). Po drugie (i gorsze): ceny. Nawet gdybym zarabiała 10 razy więcej, to nie kupię nowej płyty z ciekawej serii ECM ze współczesną kameralistyką za blisko 70 (a bywa, że i 80) zł, bo uwazam tę cenę za nienormalną i w dodatku obraźliwą dla mojego rozsądku. Założę się, że ta cena jest wynikiem raczej obłąkanej polityki Empiku, a nie tylko samej zasłużonej labeli (tym bardziej, że ECM uruchomiła także wersję starszych płyt w wersji "budget"). Wzruszyliśmy tylko ramionami, płyt w Empiku i tak nie kupujemy, ale jeśli następnym razem jakiś Kazik będzie nazywał złodziejami dzieciaki (i starszaki) ściągające muzykę z sieci, to może warto podjąć dyskusję? Bo wydaje mi się, że "piraci" i "złodzieje" to zupełnie ktoś inny i gdzie indziej...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8078625682115733118?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8078625682115733118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/piraci.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8078625682115733118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8078625682115733118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/piraci.html' title='piraci?'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4738297080566489157</id><published>2009-12-24T22:44:00.005+01:00</published><updated>2009-12-24T23:06:09.407+01:00</updated><title type='text'>handy andy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już jakiś czas noszę się z nowym pomysłem, ale ponieważ cierpię na ich poważny nadmiar, to nauczyłam się...przeczekiwać. Samoograniczenie w inwencji to w moim przypadku konieczna strategia przetrwania, choć nie obywa się, oczywiście, bez kosztów własnych innego rodzaju. W każdym razie mniej więcej około połowy roku miałam taki przebłysk, kiedy najpierw zaskoczył mnie niezwykle złożony i przestrzenny dźwięk miotły, która ktoś na Plantach zamiatał jakieś śmieci, dosyć wcześnie rano to chyba było, a później, kiedy mniej więcej w tym samym czasie usłyszałam nocą sowy odzywające się na nowymi budynkami Osiedla Europejskiego. Pomyślałam sobie, że interesująco byłoby prowadzić rodzaj sound journala. Nie wprowadziłam tego na razie do realizacji, ale mój soundwalk z tundry już jest gotowy i 200 płytek czeka na odbiór w dogodnej chwili. A od dzisiaj jestem bardzo szczęśliwą posiadaczką Zooma H2, bardzo poręcznego sprzętu do nagrywania (nagrywa w WAVach i MP3kach, a zatem jest idealny do podcastów...), którym nagrywałam w lipcu za kręgiem polarnym, ale wtedy tylko testowałam ten model. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SzPjcwWouDI/AAAAAAAAE30/DNzzk9VPb2s/s1600-h/DSC_1030.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SzPjcwWouDI/AAAAAAAAE30/DNzzk9VPb2s/s200/DSC_1030.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418924859812526130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Bardzo wygodny w terenie, zupełnie przyzwoita jakość nagrań, powiedziałabym, że wręcz zadziwiająco dobra w porównaniu z minidyskiem Sony, którego używaliśmy do tej pory przy takich okazjach. Brzmienie nagrań trochę przypominało mi ciepłe i dynamiczne parametry uzyskiwane na naszym historycznym już modelu przenośnego DAT-a, jak do tej pory urządzenia dającego nagrania najlepszej jakości (z wszystkich, które miałam w ręku). DAT, został niestety lekko "zajechany" przez znajomych, którym niefrasobliwie go pożyczyliśmy i w efekcie padł mu akumulator, co jest niepowetowaną stratą. Nagrywa, ale tylko podpięty do sieci, a więc w terenie jest zupełnie bezużyteczny. Żal mi go, bo towarzyszył nam m.in. podczas nagrywania w Himalajach, przy stupie Bodnath, w Sarnath Park i w wielu innych fascynujących miejscach. Dzisiaj ma swoje honorowe miejsce na półce obok rozmaitych mniej czy bardziej muzealnych eksponatów (jak np. "miękka" dyskietka wyprodukowana przez nizapomniane Zakłady Włókien Chemicznych "Stilon" z Gorzowa Wielkopolskiego - tak, tak, te same, które produkowały kultowe kasety magnetofonowe stanowiące swego czasu bezsprzeczny obiekt pożądania). H2 być może pozwoli mi powrocić do pomysłu, który odłożyłam - w odruchu instynktu samozachowawczego - na półkę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4738297080566489157?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4738297080566489157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/handy-andy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4738297080566489157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4738297080566489157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/handy-andy.html' title='handy andy'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SzPjcwWouDI/AAAAAAAAE30/DNzzk9VPb2s/s72-c/DSC_1030.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-28546940792794379</id><published>2009-12-23T23:22:00.002+01:00</published><updated>2009-12-23T23:30:00.142+01:00</updated><title type='text'>końcowka</title><content type='html'>Końcowka roku przyniosła oslabienie i zaniechanie, to fakt. Ostatni wpis tutaj miał miejsce prawie 20 dni temu! Co jakiś czas kryzysy się zdarzają.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam za sobą inaugurację sezony narciarskiego pod Rohaczami, jazda na nartach przy -17 stopniach była przygodą nie lada, ale za to można było najeździć się ile dusza zapragnie, nawet jeśli udostępniona była tylko jedna trasa. Po raz kolejny przyszło mi stwierdzić, że narty to jedna z największych przyjemności, jakie znam.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A teraz już prawie święta, które średnio lubię i z obserwacji wynika, że jakaś połowa populacji także lubi je rownie średnio. Wszystkim cierpiącym i nie życzę, żeby zawsze mieli na co czekać i żeby zawsze mieli o czym marzyć. Żeby było jakieś "gdzie indziej", "tam" i żeby to, co za horyzontem było bardziej kuszące, ale żeby to, co teraz było jak najbardziej odczuwalne i namacalne. I Ciepła, Światła, Energii. Na ten rok i wszystkie pozostałe. I żeby pociągi, do których wsiadamy, zawsze były ogrzewane.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-28546940792794379?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/28546940792794379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/koncowka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/28546940792794379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/28546940792794379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/koncowka.html' title='końcowka'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7062140085641292249</id><published>2009-12-12T11:30:00.003+01:00</published><updated>2009-12-12T11:42:15.830+01:00</updated><title type='text'>Dzień Drugiego Sniegu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest! Bardzo anemiczny i opieszały, ale jednak! Pada śnieg! Marzy mi się prawdziwa zamieć śnieżna, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś taką w życiu zobaczę - gołym okiem widać, że zmiany klimatyczne to nie bajka ani teoria spiskowa, a jednak w sondzie Onetu przytłaczająca większość uznała, że to wymysł. Tak łatwo sterować tłumem w Polsce, że czasami aż strach człowieka ogarnia. Wystarczył artykuł o jakichś nie do końca jasnych zabiegach hackerów z Rosji, którzy rzekomo wykradli "tajne" dane. Coraz częściej myślę o tym, jaka to ogromna strata - Arktyka powoli odchodzi w przeszłość. Póki co, zaglądam, co słychać na &lt;a href="http://www.kommun.kiruna.se/Om-kommunen/English/Web-Cameras/City-Square/"&gt;głównym placu w Kirunie&lt;/a&gt;. Obraz odświeża się co 30 sekund, więc można potraktować tę kamerkę prawie jak telewizję. Słońce rzeczywiście nie podnosi się zza widnokręgu, ale i tak jest znacznie jaśniej, niż pod grubą krakowską zasłoną z szarych mgieł.&lt;br /&gt;Kilka dni temu skończyłam "Vággi Várri", która już jest w tłoczni i lada moment na świecie będzie 200 sztuk płyty, która dla mnie jest dosyć osobistą historią totalnego związku z Północą. Najszybciej informacja pojawiła się na &lt;a href="http://www.baltic-travel.com/?screen=news&amp;amp;action=wiecej&amp;amp;id=2136"&gt;portalu&lt;/a&gt;, z ktorym współpracujemy przy tym projekcie, związanym także z magazynem "Zew Północy". Miło wiedzieć, że jest nas - ludzi zafascynowanych Skandynawią - więcej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7062140085641292249?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7062140085641292249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/dzien-drugiego-sniegu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7062140085641292249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7062140085641292249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/dzien-drugiego-sniegu.html' title='Dzień Drugiego Sniegu'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7671463512425373344</id><published>2009-12-06T18:39:00.002+01:00</published><updated>2009-12-06T19:14:21.245+01:00</updated><title type='text'>R.I.P. Jack Rose</title><content type='html'>No pora wreszcie ocknąć się z niechęci wobec... mniejsza z tym. Life's hard.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym bardziej, że w zabieganiu, totalnym stresie, nawale pracy, gonitwie myśli uporczywie krążących wokół potrzeby zyskania miejsca na pustkę, ciszę, świeżość i śnieg (ewentualnie także muzykę, która nie przychodzi łatwo między starannie wyliczonymi w minutach odcinkami czasu) zdarza się zazwyczaj uderzenie znienacka. Lub dwa. Po pierwsze: black out, zanik pamięci/świadomości, w środku zajęć. Po drugie: &lt;a href="http://citypaper.net/blogs/criticalmass/2009/12/05/remembering-jack-rose/"&gt;zmarł Jack Rose&lt;/a&gt;. Miał 38 lat, mój rówieśnik. Spotkaliśmy się jakieś 8 lat temu, jego akustyczny set otwierał nasz wspólny koncert z Bardo Pond w Filadelfii, w marcu 2001 roku. Słuchając jego solowego występu zrozumieliśmy kilka ważnych rzeczy, m.in. to, jak cenna jest różnorodność, jakie piękno kryje się w amerykańskiej gitarze akustycznej traktowanej z wirtuozerią i uczuciem, po co w ogóle warto to robić. Zawsze będę podziwiać kilku muzyków z tamtego kręgu (i kilku znajomych z bliższych miejsc), którzy - niezależnie od koniunktur i powiewów - tak konsekwentnie podążają swoją scieżką. Zastanawiam się najczęściej, skąd biorą na to siłę, zwłaszcza, kiedy źródło mojej energii nie jest w najlepszym stanie i coraz gorzej znoszę konfrontację, która jest jednak istotą działań scenicznych. Dlatego zachowam obraz Jacka pochylonego nad swoją gitarą tak, jakby nie istniało nic innego na świecie i ciszę, która wtedy zapanowała nad - normalnie hałaśliwym - klubem Khyber w Filadelfii.&lt;br /&gt;Om Namo Buddhaya.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7671463512425373344?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7671463512425373344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/rip-jack-rose.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7671463512425373344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7671463512425373344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/12/rip-jack-rose.html' title='R.I.P. Jack Rose'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7364877132460060888</id><published>2009-11-21T09:35:00.003+01:00</published><updated>2009-11-21T09:49:09.355+01:00</updated><title type='text'>no cdn.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;cdn. nie będzie, przynajmniej na razie, rzadko cdn. się spełniają, odkąd skończyła się forma powieści w odcinkach. Za to po czymś, co uznaję za pierwszy haterski atak w historii tego bloga (krótkiej) i co wnikliwi dostrzegą w komentsach, postanowiłam - dla odświeżenia i oddechu - co nieco zmienić. BTW: komentsy są tutaj edytowane, co oznacza, moi złociutcy, że zanim się pojawią, to muszę je zaakceptować, akceptuję w zasadzie wszystko z wyjątkiem spamu (jeśli przejdzie przez filtr) i wulgaryzmów, a zatem nie wycinam wpisów haterskich.&lt;br /&gt;Zmiana jest dość radykalna - anglojęzyczna nazwa dotychczasowa mogła niektórych nieco mylić, bo niewiele miała wspólnego ze slangowym znaczeniem, a była związana z... Kocią, która występowała swego czasu jako Kootsie Abura. Ech, let it be. Haterski koments stał się jednak dla mnie pewną cezurą, ale też sygnałem na słuszność powiedzenia "uderz w stół....". Podwójnie albo potrójnie mi średnio, z wielu powodów. Najmniej z powodu meritum wpisu, najbardziej z rozpowszechnionej w naszym kraju napastliwości w stylu "dziennikarstwa" a la TVN 24 lub Onet.pl. O zwykłej i siermiężnej głupocie nie wspominając, bo o tym już pisałam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7364877132460060888?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7364877132460060888/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/no-cdn.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7364877132460060888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7364877132460060888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/no-cdn.html' title='no cdn.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8351745649794388185</id><published>2009-11-15T22:04:00.005+01:00</published><updated>2009-11-15T22:32:36.314+01:00</updated><title type='text'>magic carpathians</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobre podróże mają to do siebie, że dzialają z opóźnionym zapłonem. To znaczy uruchamiają wyobraźnię jeszcze długo po tym, jak się z podróży wróciło. Tak jest również tym razem - trzy dni spędzone w głębi Transylwanii upłynęły nadzwyczaj szybko (zwłaszcza powrót non-stop z Cluj-Napoca via Oradea, Debreczyn, Miszkolc, Koszyce i Nowy Sącz: jakieś 11 godzin drogi biorąc pod uwagę godzinne przesunięcie czasu między Węgrami a Rumunią), ale taśma kręci się dalej i łapię się na szperaniu w sieci i sprawdzaniu jakichś szczegółów dotyczących XIX wiecznej historii Cluj albo sprawdzaniu, przez jakie wioski Maramureszu właściwie przejeżdżaliśmy. Jakoś tak się ułożyło, że przez Rumunię głównie przejeżdżam, ale zawsze jest to przejazd brzemienny w jakieś skutki i niebanalny, nie polega tylko na pochanianiu przestrzeni. Tym razem także padał deszcz, było niezwykle szaro, co pokazuje zdjęcie brzegu Cisy w Tokaju. Za Koszycami, w Encs, skręciliśmy z dobr&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SwBulmWIehI/AAAAAAAAEz0/5J_ywBrF5Ug/s1600-h/IMG_1204.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SwBulmWIehI/AAAAAAAAEz0/5J_ywBrF5Ug/s200/IMG_1204.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404441145072187922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ze znanej E71 w lokalną drogę przez Abáujkér i Tally do Tokaju. Poczulam wzruszenie i cieĻlo mi się zrobiło na sercu, bo 3 lata temu jechaliśmy tędy na rowerach, co już tutaj &lt;a href="http://kootsie.blogspot.com/2006/07/wyprawa-wgierska.html"&gt;opisywalam&lt;/a&gt;. W Tokaju wszystko na swoim miejscu; jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;csarda &lt;/span&gt;z najlepszą zupą rybną w tej części Europy (well, i mapą Wielkich Węgier na ścianie), jest Cisa z malowniczymi brzegami, do których zacumowane są czółna. Trochę bardziej sennie niż zwykle, bo to listopad, szaro, mży i o 16.00 zaczyna się ściemniać, ale kilka winnych piwniczek jednak zaprasza, w tym i ta, w której kupiłam genialny Tokaj Aszu (ja, która nie lubię słodkich alkoholi!), choć degustacja urągała wszelkim standardom higienicznym (i za to kochamy takie właśnie miejsca, bo są prawdziwe, realne, kurz na butelkach jest prawdziwy, pleśń na ścianach i oblepione lekko kieliszki też). Lubię takie miejsca, bo noszą ślad życia.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SwBxsF3RQoI/AAAAAAAAE0E/H4S6oMe1lZI/s1600-h/IMG_1210.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SwBxsF3RQoI/AAAAAAAAE0E/H4S6oMe1lZI/s200/IMG_1210.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404444555146773122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Z bólem serca ruszyliśmy dalej, bo aura i degustacja tokajskich specjałów zachęcały do zaszycia się w jakimś ciepłym łóżeczku. Wizyty w Satu Mare sprzed 7 lat nie wspominam dobrze; najpierw błądzenie po kompletnie ciemnych ulicach bez żadnego oznakowania, później omal nie straciliśmy zawieszenia na jakiejś gigantycznej dziurze w asfalcie (za to pękła przednia szyba na tym wyboju), jeszcze później - próba wymiany wauty w jakimś podejrzanym hotelu, którego klientelę stanowili niemal wyłącznie muskularni mężczyźni w czarnych skórzanych kurtkach. Satu Mare anno domini 2009 to jednak zupełnie inne miejsce - jedno z setek niezwykle uroczych C.K. miasteczek między między Pragą, Wiedniem, Krakowem a Bukaresztem i Niszem (zapyziałych niesłychanie, to fakt, ale uroczych). Hotel okazał się być bardzo miłą przystanią, gdzie wreszcie można było - nasyciwszy się rumuńską wersją bułgarskiej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;chalgi &lt;/span&gt;czy kolejnym głupim filmem z Jackim Chanem z rumuńskimi podpisami - nakryć głowę kołdrą i odpłynąć. cdn. (mam nadzieję, wkrótce).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8351745649794388185?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8351745649794388185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/magic-carpathians.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8351745649794388185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8351745649794388185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/magic-carpathians.html' title='magic carpathians'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SwBulmWIehI/AAAAAAAAEz0/5J_ywBrF5Ug/s72-c/IMG_1204.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7598570867520569517</id><published>2009-11-10T23:32:00.003+01:00</published><updated>2009-11-10T23:38:15.951+01:00</updated><title type='text'>Cluj-Napoca</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jutro o 6.00 rano będę już siedzieć w samochodzie, w drodze do nieoficjalnej stolicy Transylwanii, czyli Cluj-Napoca. Transylwania ostatnio kojarzy mi się głównie ze znakomitym filmem Tony'ego Gatlifa,  w którym mistrzostwo pokazała rownież Asia Argento, pewnie więc będę w podróży rozglądać sie za filmowymi krajobrazami i klimatem. Jakiś mini-dziennik podróży powinien się pojawić w stosownym czasie. Największą zaletą tej podróży jest potencjalna zupełnie, acz zdaje się, że realna, możliwość Wyjścia Poza Mgłę Krakowską. Nawet jak dla mnie - fanki Arktyki -  trochę tej mgły too much. Zresztą, na Północy nigdy nie bywa TAK ciemno i TAK szaro.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7598570867520569517?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7598570867520569517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/cluj-napoca.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7598570867520569517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7598570867520569517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/cluj-napoca.html' title='Cluj-Napoca'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3614054995377725378</id><published>2009-11-09T23:04:00.002+01:00</published><updated>2009-11-09T23:15:11.867+01:00</updated><title type='text'>mglisty poniedziałek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No więc mglista niedziela JEST lepsza niż mglisty poniedziałek, zwłaszcza taki, w którym ma się 6 godzin zajęć, z czego 4 z pierwszym rokiem (są oczywiście wyjątki od reguły, ale pierwszy semestr na pierwszym roku upływa głównie na a) oduczaniu delikwentów szkolnego infantylizmu b) przyzwyczajeniu do tego, że na zajęciach się myśli, a nie śpi c) znoszeniu (dość cierpliwie) mimowolnej impertynencji i poczucia humoru w stylu "zabawiam szkolną wycieczkę i jestem gwiazdą"). Ech, zżymam się, bo najbardziej na świecie frustruje mnie niemożność nawiązania ludzkiego kontaktu. W tych wszystkich dyskusjach w stylu "Wyższa Szkoła Wstydu" albo "Koniec Akademii" strasznie mnie wkurza to, że nikt jakoś nie zada sobie trudu, żeby sprawdzić, jak wyglądają "reading assignments" w najlepszych uniwersytetach, do których wszystkim tak spieszno - tam nikt się nie przejmuje, że studentom trudno jest przeczytać 60 stron z tygodnia na tydzień i raczej nie ma litości da tych, co przysypiają na zajęciach, a wcale nie wszyscy wykładowcy to gwiazdy entertainmentu.&lt;br /&gt;Gderam. Wiem. Mgła i upiorna grupa, ot co. Czasem wydaje mi się, że jak ktoś się permanentnie nudzi, to znaczy, że sam jest nudny i tyle.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3614054995377725378?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3614054995377725378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/mglisty-poniedziaek.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3614054995377725378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3614054995377725378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/mglisty-poniedziaek.html' title='mglisty poniedziałek'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-621745766427737500</id><published>2009-11-08T10:24:00.001+01:00</published><updated>2009-11-08T10:24:52.665+01:00</updated><title type='text'>mglista niedziela</title><content type='html'>jest lepsza niż mglisty poniedziałek. Ale czy na pewno?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-621745766427737500?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/621745766427737500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/mglista-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/621745766427737500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/621745766427737500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/mglista-niedziela.html' title='mglista niedziela'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7925274229506331993</id><published>2009-11-06T23:14:00.004+01:00</published><updated>2009-11-06T23:23:47.136+01:00</updated><title type='text'>Rumunia</title><content type='html'>&lt;div style="padding: 3px; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://www.flickr.com/photos/magiccarpathians/232588625/" title="photo sharing"&gt;&lt;img src="http://farm1.static.flickr.com/44/232588625_c7ca2ac279.jpg" style="border: 2px solid rgb(0, 0, 0); width: 435px; height: 302px;" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="margin-top: 0px;font-size:0.8em;" &gt;&lt;a href="http://www.flickr.com/photos/magiccarpathians/232588625/"&gt;rumunia 2002&lt;/a&gt;, originally uploaded by &lt;a href="http://www.flickr.com/people/magiccarpathians/"&gt;nytuan&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;W tym wszystkim zapomnialam zupełnie, że w przyszłym tygodniu wyjeżdżam na kilka dni do Rumunii - ciekawe, swoją drogą, na którym z twardych dysków znajdują się fotki z awanturniczej wyprawy do Rumunii i Republiki Mołdowy z 2002 roku... I przypomnialam sobie właśnie pisząc to zdanie, że są! są! są! Wszystko oczywiście dzięki sieci. Są w moim foto streamie na &lt;a href="http://www.flickr.com/photos/magiccarpathians/sets/72157594274641022/"&gt;Flickrze&lt;/a&gt;. Bardzo długo więc nie byłam w Rumunii i ciekawa jestem, jak teraz będzie, mam nadzieję, że zobaczę kilka podobnych obrazków, jak podczas tamtej podróży.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Póki co, jestem kompletnie wykończona, ale skończylam wreszcie zaległy artykuł i teraz pławię się w poczuciu dobrze wypełnionego obowiązku (tym, bardziej, że nie potrwa ono długo, bo cała kolejka już czeka).&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Na szczęście przemiła Pani z Privatloggi i Jokkmokk znalazła dla nas pokoik na czas Jokkmokk Marknad (a to najtrudniejsza część przedsięwzięcia - znaleźć w tym czasie nocleg w miasteczku, hostel zresztą już w całości zajęty i nie ma wolnych miejsc) w willi z kotami jakiś kilometr od centrum. I okazało się, że Kraków ma połączenie ze Sztokholmem (wprawdzie Ryanairem, którego nie lubię) i na Skavsta (którego nie lubię), ale to lepiej niż z Katowic. Ech, Północ... (ale póki co, 23.23)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7925274229506331993?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7925274229506331993/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/rumunia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7925274229506331993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7925274229506331993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/rumunia.html' title='Rumunia'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://farm1.static.flickr.com/44/232588625_c7ca2ac279_t.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-294397769798257534</id><published>2009-11-05T00:08:00.001+01:00</published><updated>2009-11-05T00:10:04.509+01:00</updated><title type='text'>aargh 2</title><content type='html'>Już po napisaniu poprzedniego przypłynęło do mnie to: &lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/jedd2FiZTqM&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/jedd2FiZTqM&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt; Jak mówią w kilku miejscach na świecie: "made my day". &lt;a href="http://enter.bloog.pl"&gt;http://enter.bloog.pl&lt;/a&gt; dzięki!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-294397769798257534?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/294397769798257534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/aargh-2.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/294397769798257534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/294397769798257534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/aargh-2.html' title='aargh 2'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2146483793423887850</id><published>2009-11-04T23:32:00.002+01:00</published><updated>2009-11-04T23:52:26.807+01:00</updated><title type='text'>aargh</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skończyła mi się chwilowo wena do tytułów postów. W ogóle chwilowo skończyła mi się wena. Lepiej nawet tego nie ubierać w słowa, bo po co dręczyć świat swoimi niżami energetycznymi? Let it be. Rok temu było podobnie. Pewnie to kwestia banalnego przestawienia się na tryb jesienno-zimowy, choć dostrzegam też zalążki poważniejszego kryzysu, o którym wolę nie myśleć, całe szczęście, że są obowiązki, terminy i teksty do napisania. Nie chciałabym na razie móc się zastanawiać, po co to w ogóle robić. W każdym razie wizja hodowli psów za kręgiem polarnym (albo jeszcze lepiej, reniferów) nawiedza mnie w dalszym ciągu. Dzisiaj śniło mi się, że zbiegłam w dół jakąś leśną polaną, a później nie mogłam wrócić, bo po drodze kłębiły się rozmaite trudności, w tym pożar torfowiska i jakieś zardzewiałe blachy. Wyraźne, plastyczne sny to zazwyczaj zwiastun choroby, ale mam nadzieję, że joga dwa razy w tygodniu załatwi to za mnie (w tym sensie, że będzie, co ma być - zachoruję albo nie). Fascynuje mnie zresztą coś, co można nazwać psychomotoryczną pamięcią ciała - nie zapomina się jazdy na rowerze, na nartach ani pływania. Podobnie jest z jogą i już wiem, dlaczego zaawansowana praktyka wymaga jednak czasu (w sensie upływu czasu), którego nie da się oszukać, nie można udawać, że  jest  się bardziej zaawansowaną niż się w rzeczywistości jest i także w tym sensie jest to jedna z właściwych praktyk, czyli pozostawanie po stronie prawdy. Myślałam o tym wykonując bardzo nielubianą kiedyś Parśvakonasanę, która po wakacyjnych domowych wariacjach na ten temat przestala mnie dręczyć. I tylko pozornie jest to kwestia fizyczności ciała.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2146483793423887850?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2146483793423887850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/aargh.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2146483793423887850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2146483793423887850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/aargh.html' title='aargh'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8994881780016651632</id><published>2009-11-01T21:13:00.002+01:00</published><updated>2009-11-01T21:25:03.766+01:00</updated><title type='text'>tundra calling - flashback</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten zew tundry to może również dlatego, że nareszcie skończyłam pracę nad nagraniami na płytę "Vaggi Varri", która ma być takim bardzo intymnym śladem słuchania, a właściwie zupełnej immersji w środowisku przesyconym wodą - wodą padającą z góry, płynącą po ziemi i życiem ptasim nad brzegami. Jakoś tak w drugim dniu trekkingu złapałam się na tym, że ten element wody jest decydujący i że zupełnie inaczej słucha się przez mikrofon ze słuchawkami na uszach. A teraz kodowałam ścieżki (po uprzednim wyczyszczeniu, co przy bardziej wietrznych lokalizacjach było dość upiorną robotą) do formatu "binaural", opracowanego specjalnie do słuchania na słuchawkach. Nawet teraz odkryłam jakieś kolejne warstwy dźwiękowe (oczywiście "wodne"): na przykład krople deszczu kapiące na mikrofon tworzą interesujący podkład rytmiczny o własnych zagęszczeniach i rozrzedzeniach. Tytuł objawił mi się w Nikkaluokta, gdzie jeden z domków noclegowych nazywał się "Vaggi", a drugi "Varri", co po samsku znaczy mniej więcej "Góry i doliny". Słuchanie płynących strumieni wydawało mi się wtedy bardzo ważne, fascynujące, odkrywcze i niezwykle przyjemne. A kilka dni temu wrzuciłam do odtwarzacza płytkę DVD z nagranym przez Mira świetnym seralem dokumentalnym "Around the World in 80 Faiths" (BBC, jak zwykle mistrzostwo) - kiedy samski szaman tłumaczył, że koniecznie trzeba słuchać rzeki i dlaczego ma to znaczenie, to trochę mnie zatkało.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8994881780016651632?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8994881780016651632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/tundra-calling-flashback.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8994881780016651632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8994881780016651632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/tundra-calling-flashback.html' title='tundra calling - flashback'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3690995663444197138</id><published>2009-11-01T14:43:00.002+01:00</published><updated>2009-11-01T14:52:13.803+01:00</updated><title type='text'>tundra calling</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powinnam robić coś zupełnie innego, ale ten jasny listopadowy już dzień przypomniał o tundrze i dalekiej Północy,  mojej głównej obsesji od jakiegoś czasu. Planuję więc lutową wyprawę za krąg polarny, do Jokkmokk na Jokkmokk Marknad, czyli kilka dni z reniferami, szalonymi imprezami w namiotach lavvo ustawionych w centrum miasteczka oraz joikiem. Nie ma jeszcze dokładnego programu, ale wiadomo, że Jokkmokk Marknad w 2010 odbędzie się między 4 a 6. lutego (nie licząc tzw. historisk Jokkmokk Markand). Ech, nie mogę się już doczekać, może tym razem uda się także ruszyć na narty do parku narodowego Muddus - szkoda tylko, że mój ulubiony Norwegian nie lata już z Krakowa do Sztokholmu... Pozostaje Wizzair (lata z Katowic na lotnisko Skavsta, którego nie lubię) + Norwegian do Lulei. To jest projekt, dla którego warto zmagać się z tutejszą zimą-niezimą i codzienną szarą mgłą nad Krakowem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3690995663444197138?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3690995663444197138/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/tundra-calling.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3690995663444197138'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3690995663444197138'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/11/tundra-calling.html' title='tundra calling'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5905820489584442554</id><published>2009-10-27T18:44:00.003+01:00</published><updated>2009-10-27T23:30:20.255+01:00</updated><title type='text'>traveller's time part 2.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście, że poprzedni post jest trochę insiderski i bardzo enigmatyczny. I niech tak zostanie, na wypadek, gdyby jeszcze kiedyś ogarnęły mnie jakieś pokusy ZAANGAŻOWANIA, przez co muszę znosić katusze przebywania nie w tym miejscu, nie z tymi ludźmi i nie w tym czasie. Wątpliwości to nie kwestia procesu myślowego nawet, ale raczej (bywa coraz częściej) wglądu, dość szczególnego rodzaju olśnienia, przed którym trudno się schować (głównie przed samą sobą); coś jak nadzwyczaj wyostrzona wizja, kiedy widzi się znacznie więcej niż by się chciało.&lt;br /&gt;A w podróży z Poznania (w trakcie koejnych zmagań z PKP) przyplątał się do mnie demon. To nic, że przybrał formę małej, na oko 7-letniej dziewczynki i jej mamy; to nawet się zgadza (zawsze przy tej okazji przypominają mi się niektóre buddyjskie thanki). Trudno powiedzieć, co było gorsze - dziewczynka wychodząca na korytarz przeciętnie 3 razy na minutę i starającej się  usilnie mnie potrącić prawie za każdym razem (nie muszę chyba dodawać, że siedziałam przy drzwiach...), czy jej mama, która w pewnym momencie orzekła z czarującym ( w jej mniemaniu) i kokieteryjnym uśmiechem: "musi Pani jakoś znieść tę moją nieznośną córkę". Dzięki stoperom nie musialam przynajmniej uczestniczyć w ich nieprzerwanej rozmowie sprowadzającej się do napomnień mamy: "Nie rozmawiaj", wypowiadanych tylko po to, żeby po kilku sekundach błogiej ciszy wszcząć kolejny wątek dotyczący pisanego przez dziewczynkę zadania. No więc bylam z siebie dość zadowolona, ćwiczyłam kilka cnót opisywanych w Pattikasammupada i efekt był dość ciekawy - rozumiem chyba o co chodzi z tym, żeby nie dać ponieść się emocjom (z których gniew jest najbardziej dewastujący). Zastanawiam się jednak, co sprawia, że rodzice hodują własnymi rękami taką potworność (w sensie potwornego egoizmu)? Żeby przynajmniej była to zwykła niegrzeczna dziewczynka, ale nie; to byla dziewczynka potworna - patrzyła na mnie wielkimi, nieruchomymi, ssącymi oczyma, szukając choćby śladu reakcji na kolejne prowokacje; wymagała uwagi bezwarunkowo i natychmiast.&lt;br /&gt;Albo po prostu to się zdarza w TLK "Wielkopolanin" opuszczającym Poznań o nieludzkiej 5.47.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5905820489584442554?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5905820489584442554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/travelers-time-part-2.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5905820489584442554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5905820489584442554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/travelers-time-part-2.html' title='traveller&apos;s time part 2.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5919370450919655583</id><published>2009-10-27T18:24:00.003+01:00</published><updated>2009-10-27T23:29:53.418+01:00</updated><title type='text'>traveller's time</title><content type='html'>Chciałoby się powiedzieć, niestety. Sens rozpadających się wspólnot, których nie da się odtworzyć, złudzenia traci się po jednym na każdą okazję i wystarczy. Nie ma powrotu.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Lepiej rozmawiać z prostymi ludźmi, z intelektualistami to tylko problemy są, zawsze mają jakieś wątpliwości". To o "robocie politycznej" w rodzaju zbierania podpisów pod Różnymi Ważnymi i Słusznymi Petycjami i Inicjatywami Ustawodawczymi. Wszystko jest mi więc jedno - prawo czy lewo, ekolodzy czy feministki, wolna kultura czy budyniowa konserwa. Jako osoba, której zależy na posiadaniu wątpliwości i mnożeniu pytań, wszędzie miewam przykopane sooner or later. Takie czasy nastały: Ludzi Bez Wątpliwości. Trochę strach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5919370450919655583?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5919370450919655583/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/travelers-time.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5919370450919655583'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5919370450919655583'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/travelers-time.html' title='traveller&apos;s time'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8565728621092810447</id><published>2009-10-21T11:40:00.003+02:00</published><updated>2009-10-21T12:03:32.667+02:00</updated><title type='text'>przerwa na październikowe słońce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To musiało się tak skończyć i nawet czuję z tego powodu ulgę. Nieszczęsny wypad na dwudniowe szkolenie z bardzo miłą grupą, ale noclegiem w  "trzygwiazdkowym hotelu" w Milówce koło Żywca z potwornie zimną salą do prowadzenia zajęć oraz agresywną i chamowatą męską częścią obsługi musiał zaowocować przeziębeniem, nie ma rady. To był pierwszy dzień wczesnojesiennej zimy i szczękanie zębami przez jakieś 10 godzin dobrze się nie kończy. To swoją drogą zadziwiające, że obiekt w ogóle dostał status hotelu, o gwiazdkach nie wspominając. Możliwości są dwie: a) zakup stosownych papierów na okolicznym targu b) chamowaty właściciel musiał na czas odwiedzin komisji zostać zamknięty w komórce z kozami (gdzie zresztą jego miejsce). W sumie żal było mi pani właścicielki, która starała się z wszystkich sił zatuszować potwornie złe wrażenie, jakie pozostawało po kontaktach z męską częścią rodziny właścicieli. Ufff, całe szczęście, że to już za mną a "więcej tam już nie powrócę". Sądząc po pewnych symptomach, wszystkie "trzygwiazdkowe" hotele w Milówce to ściema, jakich mało. Pensjonaty, owszem, może jakoś by się wybroniły. No, ale skoro na ścianie w galerii zdjęć widniał Wasserman oraz Korwin-Mikke... to w końcu "kwestia smaku", jak pisał poeta, a najwyraźniej (i na szczęście) sytuujemy się z w/w panami na odległych biegunach. Zaczyna w Polsce pojawiać się taki rodzaj "luksusu", który wywodzi się w prostej linii z wiejskiego szpanu (vide agent Tomek - przychylam się do opinii, że wart Pac pałaca, czyli jakie "ladies", taki podryw - generalnie żałosny: ubrania od Prady??? Porsche Cayenne??? Bielone zęby??? no przecież trąci wiochą na kilometr i obciach nieziemski, wstyd się z kimś takim pokazać w dobrym towarzystwie). A propos, widziałam na moim osiedlu Cayenne oraz (zaraz później) Lamborghini, czyżbyśmy robili z agntem Tomkiem zakupy w tym samym sklepie?&lt;br /&gt;To było na szczęście przed tygodniem, albo dwoma, albo przed 10-cioma dniami. Tracę rozeznanie. Przeziębienie dało mi luskus rozkoszowania się koncertami Bacha i październikowym słońcem, czyli taką bardziej uwodzicielską twarzą jesieni.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8565728621092810447?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8565728621092810447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/przerwa-na-pazdziernikowe-sonce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8565728621092810447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8565728621092810447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/przerwa-na-pazdziernikowe-sonce.html' title='przerwa na październikowe słońce'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3548162898803563724</id><published>2009-10-04T11:43:00.003+02:00</published><updated>2009-10-04T12:04:28.548+02:00</updated><title type='text'>Tatry ponownie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sshue2VXDNI/AAAAAAAAEy8/d_QIEBGYgy0/s1600-h/DSC_2419.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sshue2VXDNI/AAAAAAAAEy8/d_QIEBGYgy0/s200/DSC_2419.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5388678430409034962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudno uwierzyć, ale naprawdę tak było wczoraj w Tatrach. Udaje się utrzymać 2-tygodniowy rytm wycieczek w gory i mam nadzieję, że tak już zostanie. Ja co prawda najbardziej lubię Tatry zachmurzone, z marznącą mżawką od czasu do czasu, ale trudno, landszafty  (jak ten obok) też mają swój urok :-). Ludzi sporo, ale jak to w Tatrach: najczęściej kłębią się w miejscach do posiedzenia, rzadziej w tych do pochodzenia, które nie są obowiązkowym punktem programu. Na przykład między Wołowcem a Jarząbczym spotkaliśmy tylko ze 3 osoby. Gdyby nie ta "złota tatrzańska jesień", jak z obrazka, byłoby pewnie jeszcze bardziej pusto. Trasa ze schroniska w Dolinie Chochołowskiej przez Wołowiec, Jarząbczy i Kończysty na dół okazala się dość wymagająca i od wyjścia ze schroniska do momentu trzaśnięcia drzwiami busa na parkingu u wejścia do Doliny upłynęło dobre 9 godzin. Takie trasy jednak lubię najbardziej (i takie podejścia, jak na Jarząbczy od strony Wołowca - BARDZO treściwe i wymagające uporu).&lt;br /&gt;Po drodze uchodzą z ciała całe zasoby stresu, głowa oczyszcza się z informacyjnego smogu. Można przez chwilę zapomnieć o sprawie Polańskiego i zwolnić się z konieczności zajmowania stanowiska w tej sprawie. Być może to właśnie sprawia, że tak często czuję się w Polsce klaustrofobicznie - z każdej strony atakują bardzo wyraźnie sformułowane, raczej "na sztywno" i ortodoksyjnie punkty widzenia. Żeby użyć grypsery naukowej: społeczne uniwersum jest totalnie domknięte (żeby nie rzecz, zafoliowane) przez tez idealnie uzupełniające się, zawsze opozycyjnie i w parach, ortodoksyjnie przeciwstawne pogląady. W tym sensie Krytyka Polityczna nie tylko wiosny nie czyni, ale wręcz przeciwnie, idealnie wpisuje się w tę męczącą dynamikę.&lt;br /&gt;Co do Polańskiego: nie uda się go obronić w ten dosyć głupi sposób, jaki obrały niektóre środowiska artstyczne, ale z pewnością udało się skompromitować wielu osobom i gremiom, od Migalskiego po Zanussiego. Z tego ostatniego wyszła dosyć marna istota ludzka, pozbawiona elmentarnej wrażliwości.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3548162898803563724?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3548162898803563724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/tatry-ponownie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3548162898803563724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3548162898803563724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/tatry-ponownie.html' title='Tatry ponownie'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sshue2VXDNI/AAAAAAAAEy8/d_QIEBGYgy0/s72-c/DSC_2419.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5218361142125252625</id><published>2009-10-04T11:41:00.003+02:00</published><updated>2009-10-04T11:42:54.897+02:00</updated><title type='text'>make money with AdSense</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...namawia mnie Dashoboard od jakiegoś czasu. A ja się cieszę, bo dostrzegam w tym symptom osobistej wolności: nie będę zarabiać pieniędzy z AdSense i nie będę konfigurować żadnych reklam na moim blogu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5218361142125252625?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5218361142125252625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/make-money-with-adsense.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5218361142125252625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5218361142125252625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/10/make-money-with-adsense.html' title='make money with AdSense'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-6359673729132321409</id><published>2009-09-28T20:24:00.002+02:00</published><updated>2009-09-28T20:47:07.505+02:00</updated><title type='text'>blokowisko i małe sklepiki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SsEEmNqddwI/AAAAAAAAEyA/UG1WW2ZoMog/s1600-h/DSC_0001.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SsEEmNqddwI/AAAAAAAAEyA/UG1WW2ZoMog/s200/DSC_0001.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386591683861116674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu wyjawiłam swój pogląd na kwestię tzw. małych sklepików vs. hipermarketów, dzisiaj będzie swego rodzaju postscriptum. W dalszym ciągu pozostaję sceptyczna wobec bezkrytycznych pochwał stawiających owe małe sklepiki automatycznie w jednym rzędzie z mitycznymi duchami opiekuńczymi wszelkiej maści. Male sklepiki bywają bowiem różne, są i takie, które upadają zasłużenie. Są jednak i takie, które pokazują, na czym cała ta sztuka, zwana handlem, polega. Nie chodzi bowiem tylko o wymianę towarowo-pieniężną - jak pokazuje to cała kultura Wschodu (która u nas bezpowrotnie zgnięła wraz z tragedią Holocaustu), chodzi przede wszystkim o komunikację. I tak od kilku dni funkcjonuje obok pętli kampus UJ... stragan warzywny, hurra!!! Tzn. hurra jest tylko wtedy, kiedy jest tam Pani. Kiedy jest Pan, to się człowiek dowiaduje: a to, że towaru się nie dotyka, a to, że nie wie, czy papryczki są rzeczywiście ostre, a to ogólne zniechęcenie wyraża się w niezbyt ochoczej komunikacji. Jestem wtedy bardziej skłonna zastanowić się, czy jednak nie zejść na Chmieleniec, gdzie panie w sklepiku Warzywa-Owoce widnują wprawdzie ceny i trafiają się warzywa niezbyt dobrej jakości, ale generalnie jest bardzo dobry wybór i ta "niezbyt dobra jakość" naprawdę jest sporadyczna. Zresztą, przy Carrefour Expressna Bobrzyńskiego wszystko jest lepsze. CARREFOUR EXPRESS TO NAJGORSZA SIEĆ HANDLOWA W CAŁYM WSZECHŚWIECIE. Mam jeszcze doświadczenia z "Galerią Smaku U Jacka", również na Chmieleńcu , chyba ta sama własność, co warzywa-owoce - jest to jeden z nielicznych w KRK sklepów, z których mięso nasz kot w ogóle bierze pod uwagę. Gdyby sądzić po zachowaniu kota, to 80% mięsa i jego przetworów na rynku nie nadaje się w ogóle do niczego. A ponieważ Kocia, biedaczka, chyba dożywa kresu (mam nadzieję, że jednak wolniej niż szybciej) - 16-letni kot ma prawo zapaść na niewydolność nerek - to zostala ostatnio klientką małych sklepików w okolicy (z mięsem i zoologicznych).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-6359673729132321409?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/6359673729132321409/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/blokowisko-i-mae-sklepiki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6359673729132321409'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6359673729132321409'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/blokowisko-i-mae-sklepiki.html' title='blokowisko i małe sklepiki'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SsEEmNqddwI/AAAAAAAAEyA/UG1WW2ZoMog/s72-c/DSC_0001.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5013106055656709352</id><published>2009-09-23T23:04:00.002+02:00</published><updated>2009-09-23T23:10:04.908+02:00</updated><title type='text'>out</title><content type='html'>Z różnych powodów bylam kompletnie wyautowana z życia przez kilka ładnych dni (well, głównie z powodu pełnienia FUNKCJI - takiej od czarnej roboty, acz bardzo papierkowej). Dzisiaj spostrzegłam, że są w tym pewne dobre strony:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;a) wiem, o której zamykają wieczorem budynek WZiKS UJ i co by było, gdybym zapomniala Bardzo Ważnej Karty;&lt;br /&gt;b) "posiadam wiedzę" (różnorodną);&lt;br /&gt;c) przez ponad 7 dni świat zewnętrzny mógłby dla mnie nie istnieć, stałam się niezamierzenie Tymczasową Strefą Autonomiczną w samym środku Systemu (i wiem też, jak to działa);&lt;br /&gt;d) mam całkowitą relatywność czasową - upłynęła doba, a mnie się zdawało, że to 3 różne dni;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;e) uwolniłam się od kompulsywnej i czysto odruchowej potrzeby wiedzy kim/gdzie/czy jestem.&lt;br /&gt;Fun.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5013106055656709352?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5013106055656709352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/out.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5013106055656709352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5013106055656709352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/out.html' title='out'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1652223466623448220</id><published>2009-09-16T00:05:00.003+02:00</published><updated>2009-09-16T00:09:59.302+02:00</updated><title type='text'>miałam iść wcześniej spać</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;... bo jestem maksymalnie wycięta. Wyszłam z domu o 8.45, wróciłam o 17.08, jadłam śniadanie o 7.40 i kolację o 19.00. I jak mi ktoś jeszcze powie, że pracownicy naukowi nic nie robią... Ale jest jak zwykle: 00:07 i nie wiem, co tu jeszcze robię przed ekranem mojego kochanego Maczka. Wszystkiemu winien Telemann i jego Tafelmusik, za dobrze się słucha w mojej wieży z widokiem na (prawie) wszystko dookoła.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1652223466623448220?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1652223466623448220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/miaam-isc-wczesniej-spac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1652223466623448220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1652223466623448220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/miaam-isc-wczesniej-spac.html' title='miałam iść wcześniej spać'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-9068649114906625633</id><published>2009-09-16T00:01:00.001+02:00</published><updated>2009-09-16T00:02:07.588+02:00</updated><title type='text'>dokładnie 0:00</title><content type='html'>w moim poprzednim poście (choć w podpisie figuruje 12.AM). Kolejny raz udało mi się złapać czas na gorącym uczynku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-9068649114906625633?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/9068649114906625633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/dokadnie-000.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9068649114906625633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9068649114906625633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/dokadnie-000.html' title='dokładnie 0:00'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1720864443014582357</id><published>2009-09-16T00:00:00.001+02:00</published><updated>2009-09-16T00:00:52.173+02:00</updated><title type='text'>jest!</title><content type='html'>&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1720864443014582357?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1720864443014582357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/jest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1720864443014582357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1720864443014582357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/jest.html' title='jest!'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-593527538718465702</id><published>2009-09-14T22:44:00.006+02:00</published><updated>2009-09-14T23:09:10.499+02:00</updated><title type='text'>dość lenistwa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sq6wIPXDj5I/AAAAAAAAExw/nSjGeCHXaxc/s1600-h/DSC_2289.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sq6wIPXDj5I/AAAAAAAAExw/nSjGeCHXaxc/s200/DSC_2289.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381432260362997650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dosyć tego lenistwa. W zapisywaniu, rzecz jasna, w zapisywaniu. W realu krążyłam bowiem między KRK (jesienne mgły już są! już nas zachwycają swoją czystą formą! już jesiennie boli głowa i powieki opadają, kiedy siedzi się w autobusie miejskim ok. 17.00!) Wiedniem (przytulne miszkanko Erica i Vanessy prawie w samym centrum), Linzem (to opiszę oddzielnie i gdzie indziej, Marek i tak wyjawił część moich telefonicznych relacji na gorąco z Ars Electronica) i Tatrami. I uwaga, uwaga - pierwszy raz w życiu widziałam kozice, hurrrra!!! Najbardziej podoba mi się ta wersja z leniwymi kozicami, które nawet się nie ruszyły - a przecież na pewno było nas słychać i czuć (tak, jak było słychać zgubionego koziołka, którego rodzicielka wcale nie pospieszyła mu na pomoc, tylko najwyraźniej uczyła radzić sobie samemu w trudnych sytuacjach - blisko półgodzinna obserwacja małego stadka kozic po raz kolejny byla pretekstem do dyskusji o ludziach, którzy sądzą, że zwierzęta pozbawione są uczuć, duszy i umiejętnosci komunikacji: chyba nigdy nie zrozumiem tych, którzy tak myślą). W każdym razie kozice były nagrodą za trzymanie się planu (nocleg na Zelenym Plesie mimo braku miejsc - od czego są urocze sale  bardzo wieloosobowe z tzw. miejscem na śpiwór) oraz za wczesny wymarsz (byliśmy na podejściu pod Velką Svišt'ovkę najwyraźniej pierwsi, kozice patrolowały nas niemal od samego dołu). Przejście - jedno z piękniejszych w Tatrach - niestety, w wyższych partiach głównie we mgle.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sq6w3qygIoI/AAAAAAAAEx4/FTEst1pIMiQ/s1600-h/DSC_2161.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sq6w3qygIoI/AAAAAAAAEx4/FTEst1pIMiQ/s200/DSC_2161.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381433075179725442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tak mieliśmy sporo szczęścia: po powrocie do domu przeczytałam, że w sobotę dwie osoby zginęły w Tatrac Zachodnich od pioruna. W Javorovej Dolinie mgły hasały po okolicznych szczytach (podobnie w kotle za Kieżmarskim Szczytem), ale prawie cały dzień było słońce. Ludzi w wyższych partiach Tatr coraz mniej, można już wychodzić na ulubione szlaki. Kocham Tatry. To tylko kwestia odpowiedniej pory - przy niezbyt pięknej pogodzie i poza sezonem ciąle jeszcze da się chodzić po Tatrach.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sq6v0bhJwvI/AAAAAAAAExo/PS8BjX7rse8/s1600-h/DSC_2319.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sq6v0bhJwvI/AAAAAAAAExo/PS8BjX7rse8/s200/DSC_2319.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381431920029188850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niestety, zejście do Tatrzańskiej Łomnicy ze Skalnatego Plesa pokazało nam (po raz kolejny) mroczne oblicze przemysłowego i masowego narciarstwa: nigdy nie sądziłam, że można wyciąć w Tatrach taki pas kosówki. Zbocze zdewastowane, wszystkie nowe urządzenia bardzo tandetnie "wstawione" w teren, stok zupełnie niezabezpieczony przed erozją, ogólny budowlany smutek porzuconych workow po cemencie i innych takich. Nigdy nie będę jeździć na nartach w Tatrzańskiej Łomnicy (podobnie jak na Jaworzynie Krynickiej i w Wierchomli), do czego namawiam wszystkich posiadających odrobinę wrażliwości miłośników narciarstwa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-593527538718465702?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/593527538718465702/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/dosc-lenistwa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/593527538718465702'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/593527538718465702'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/dosc-lenistwa.html' title='dość lenistwa'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Sq6wIPXDj5I/AAAAAAAAExw/nSjGeCHXaxc/s72-c/DSC_2289.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4727504884275568428</id><published>2009-09-05T10:28:00.002+02:00</published><updated>2009-09-05T10:42:50.592+02:00</updated><title type='text'>dialog?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj przykuł moją uwagę news o dialogu międzyreligijnym w Krakowie (na szczęście weekend spędzę w Linzu na &lt;a href="http://www.aec.at/humannature/en/"&gt;Ars Electronica&lt;/a&gt;). Od jakiegos już czasu sporo uwagi miejscowe media poświęcały imprezie Międzynarodowy Kongres dla Pokoju "Ludzie i Religie". Pomysł jak najbardziej godny pochwały, tyle że... jest jak zwykle. Na stronie diecezji znamienna jest l&lt;a href="http://diecezja.pl/kongres/listagosci.html"&gt;ista gości&lt;/a&gt;: oprócz katolików (rzecz jasna lista najdłuższa) mamy także "Judaism" (nadzwyczaj chwalebnie, ale trudno wyobrazić sobie wiarygodny dialog bez judaizmu), "Islam", "Orthodox and Oriental Churches", "Anglican Communion", "World Christian Communions" oraz.... "Asia". Pod tym ostatnim kryptonimem zblokowano buddystów (głównie z Japonii), dżinistów i hinduistów. Jeszcze bardziej znamienne jest, że nie zproszono nikogo z polskiej Sanghi (choćby najszerzej rozumianej), nikogo z miejscowych hinduistów (a kilka grup by się znalazło, choćby krisznaici). Dlaczego? No cóż, można się tylko domyślać. I tak dialog międzyreligijnym znowu okazał się zaledwie pozorem, bo rządzi tym przedsięwzięciem głównie ideologia. Dopóki kościół katolicki w Polsce nie wyzwoli się ze swojej histerii antysektowej, prawdziwego dialogu nie da się nawiązać, bo nie będzie prawdziwego szacunku dla odmienności. Nie wspomnę już o duchowych tradycjach nazywanych czasem szamańskimi (a można byłoby lepiej chyba powiedzieć, rdzennymi) - Dalajlama zaprosił na takie spotkanie ładnych kilka lat temu również przedstawicieli takich tradycji, co także jest znamienne.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4727504884275568428?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4727504884275568428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/dialog.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4727504884275568428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4727504884275568428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/dialog.html' title='dialog?'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5712137288175971726</id><published>2009-09-03T21:15:00.003+02:00</published><updated>2009-09-03T21:39:45.824+02:00</updated><title type='text'>window (no)shopping</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze trochę sobie ponarzekam, a co tam. W końcu wczoraj były moje urodziny, jest już wrzesień, a tu 30 stopni i nie pada (chcę deszczu i mgieł!), siedząc nad pracami moich kochanych studentów znowu czuję się absolutnie wycięta (no, raz na jakiś czas trafia się ślad myśli oryginalnej lub samodzielnej - wcale nie tak rzadko, wiem, że mogłoby być gorzej, bo nasi studenci są najlepsi), jednym słowem, czuję, że wolno mi ponarzekać. Otóż kompletnie załamała mnie wyprawa do Galerii Krakowskiej w poszukiwaniu ciuchów. Co za ohyda w większości sklepów!!! Najbrzydsze kolory, jakich nawet wolę sobie nie wyobrażać (musztardowy, paskudna ciemna zieleń, z której starannie wyssano energię zieleni, ohydny burdelowy fiolet w zestawieniu z quasi-buraczkowym oraz wspomnianym już musztardowym, ów niesławny kobalt, ktorym katują nas już od jakichś trzech sezonów, jakimś sposobem nawet biel i czerń były w Reserved Orsayu i Mango paskudne!). Nie wspomnę już o fasonach, które są inspiracją najgorszymi aspektami mody lat 80. (jeszcze tylko watowanych ramion brakuje z początków lat 90., ale pewnie pojawią się, tfu, na psa urok!). Pewnym światełkiem w tunelu okazało się Tatuum i Peek&amp;amp;Cloppenburg, gdzie trafia się prawdziwy asortyment Vero Mody albo Esprit, a nie ten na Europę Środkową i Wschodnią. No przecież nie zacznę się ubierać w Monnari!!! Raz że to nie moja kieszeń; dwa, że nie moja broszka; trzy, że jeszcze nie osiągnęłam tego wieku; cztery, że nic mi się tam też nie podoba Do Zary nie doszłam, bo puściłabym pawia. Polskie sklepy są wyłącznie dla fashion victims albo dla średniego szczebla menadżerskiego ostatnich państwowych przedsiębiorstw (boziu, te "garsonki" i koszule dla osób bez biustu, w wiadomych z gory kolorach). Zawsze zresztą po powrocie skądinąd uderza mnie, że ludzie na ulicy są strasznie odpicowani, jakby codziennie byla niedziela i musieli założyć "kościółkowy" zestaw najlepszych ciuchów, i wszyscy sprawiają wrażenie umundurowanych, po powrocie z Amsterdamu naliczyłam na przystanku 8 par sandałów na słomkowych koturnach (co mnie przeraziło, bo kupiłam takie  w ubiegłym roku). Zrobię sobie zakupy w Wiedniu po drodze do Linzu albo w Londynie w listopadzie. Kiedyś myślałabym, że to jakieś totalnie lanserskie zdanie świadczące o poważnych zaburzeniach osobowości i naglącej potrzebie show-offu, a dzisiaj wiem, że to krzyk rozpaczy. Hej, projektanci od Reserved, ocknijcie się wreszcie , idźcie może na jakiś spacer i przewietrzcie głowy, może w tym czasie komuś się uda zaprojektować przypadkiem coś fajnego. No chyba, że to jakaś sprytna, przemyślana strategia antykapitalistyczna, antykorporacjonistyczna, antykonsumpcjonistyczna i antyprzyjemnościowa (bo wraz ze mną po Reserved błąkało się stadko innych zagubionych kobiet, najwyraźniej bezskutecznie poszukujących CZEGOKOLWIEK, w czym wyglądałoby się nie jak manekin sklepowy); w takim przypadku: respect, pełny sukces.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5712137288175971726?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5712137288175971726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/window-noshopping.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5712137288175971726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5712137288175971726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/window-noshopping.html' title='window (no)shopping'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3285143455331019126</id><published>2009-09-03T12:12:00.002+02:00</published><updated>2009-09-03T12:18:34.304+02:00</updated><title type='text'>militarystycznie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I początek września jak zwykle upływa w duchu militaryzmu. Politycy prężą muskuły i żerują na (nie swojej) pamięci. "Wybaczenie" ma oznaczać "ale przyznaj, że to JA mam rację". Zupełnie, jakby pojęcie dyplomacji było w tym kraju nieznane (podobnie jak higiena oraz aktywność umysłowa). Straszą wytrzeszczone w przypływie narodowej histerii oczy rozmaitych Kukizów i Jarosławów. Na szczęście niespotrzeżenie coraz mocniej zakrada się jesień, a sikorkom na balkonie obce są wszystkie bitwy świata, które nie toczą się o ziarno słonecznika.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3285143455331019126?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3285143455331019126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/militarystycznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3285143455331019126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3285143455331019126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/09/militarystycznie.html' title='militarystycznie'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3717442367983887203</id><published>2009-08-25T23:26:00.003+02:00</published><updated>2009-08-25T23:46:32.854+02:00</updated><title type='text'>koniec lata</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To już koniec lata. Mgła nad Krakowem dzisiaj rano właśnie mi to uświadomiła - to była mgła już wrześniowa. I co z tego, że ostatnie dni sierpnia w kalendarzu i że jeszcze pewnie będzie gorąco - po lecie i tyle. Żegnanie lata miało miejsce w Nowym Sączu, gdzie pojawił się DESZCZ. Niestety, podczas wieczoru, który był przeznaczony dla teatru. Nie zobaczyliśmy więc spektaklu Teatru Snów (i, prawdę mówiąc, nie zdążyliśmy też porozmawiać dłużej niż przez chwilę). Poza tym jednak najmilszym aspektem festiwalu były spotkania (bo reszta to cała seria negocjacji i kompromisów - koniecznych przy tego typu okazjach, ale nie zawsze pozostawiających najlepszy smak). Włóczęga po Krakowie z Willim i Gerardem, powtórka tejże z Maren i Rudim, nagrywanie w miasteczku galicyjskim (taka folkowa wersja Disneylandu z ajentami i pracownikami niechętnymi wszystkiemu, co narusza marazm i ich święty spokój) fantastycznej sesji instrumentów karpackich... Obiady, transfery, krążenie samochodem, piwo późno wieczorem w którymś z ogródków wraz kilkoma kolejnymi ekipami znajomych, wreszcie czas, żeby pogadać spokojniej z Shiną i Danem, potrójne urodziny w Lokatorze - wystarczy, żeby zapełnić tydzień, a to tylko 4 dni... Siedząc w niby-ratuszu galicyjskim i słuchając Michala Smetanki czarującego nas karpackimi haiku w wersji na głos i rozmaite instrumenty dęte (od fujary przez gajdice po koncovki) obserwowałam, jak za okne pada deszcz i był to moment idealny. Huculska fłojera brzmiała jak sama kwintesencja Karpat, które wciaż mnie zaskakują i odsłaniają nowe oblicze, ujawniają nowe formy związku, więzi, praktyki. Józef Broda zaśpiewał o "ślebodzie" i wszytsko było jasne, wszystko zamyka się w tych kilku wersjach piosenek o owcach, chmurach i graniach, trzeba tylko znaleźć czas na słuchanie i ludzi, którzy potrafią wyczarować taki soundscape. Bo to jest możliwe tylko na żywo. Na koniec zagraliśmy wspólnie i był to dość niezwykły band złożony z Wiedeńczyka (a zatem jego słowacko-czeskie korzenie były oczywiste od samego początku), górala z Beskidu, Słowaka z Lewockich Wierchów, który tak pięknie potrafi zmiękczyć po szarysku, Hucułów studiujących na akademii, Szwajcara, który ma swój udział w renesansie fujary słowackiej, austraickiej aktorki, która czaruje samą obecnością... W tym wszystkim najważniejsze jest Źródło, ale nie ma ono NIC wspólnego z muzeum, etnografią i skansenem, bo jest żywe, ruchliwe i płynne. Słowo na niedzielę brzmi: wdzięczność.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3717442367983887203?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3717442367983887203/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/koniec-lata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3717442367983887203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3717442367983887203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/koniec-lata.html' title='koniec lata'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2761890586956185287</id><published>2009-08-16T22:04:00.006+02:00</published><updated>2009-08-16T22:14:05.704+02:00</updated><title type='text'>out in the woods</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie chce mi się w niczym uczestniczyć, niczym specjalnie ekscytować. Te wszystkie odpryski militarno-ideologiczno-popowe wyglądają z tundrowej perspektywy jak brud na szybie. Let it be. A zatem zupełnie niemodny, nie-offowy, nie-nowy Oregon z płyty wydanej w 1983 roku: prawie klasyczny skład z Colinem Walcottem, Ralphem Townerem, Paulem McCandlessem (bardzo lubię klasyczne brzmienie jego oboju) i Glenem Moorem. Co nie przeszkadza, że przedpołudnie minęło pod znakiem Alberta Aylera i upału, który szczęśliwie obserwowałam zza szyby. Miasto jest cudne w sierpniu: nieliczne zagęszczenia w mieście (zupełnie inne składniki niż zwykle, bo wyjechali studenci, a przyjechali turyści, często z odległych rubieży ściany wschodniej albo z innej prowincji, głównie mentalnej i obyczajowej), poza tym płynność, przejrzystość, lekkość.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2761890586956185287?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2761890586956185287/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/out-in-woods.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2761890586956185287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2761890586956185287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/out-in-woods.html' title='out in the woods'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3293533616351634106</id><published>2009-08-15T19:48:00.002+02:00</published><updated>2009-08-15T20:05:27.476+02:00</updated><title type='text'>między światami</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wciąż jeszcze trudno odnaleźć mi się w miejskich autobusach i w Carrefour Express, który jest sklepem złożonym głównie z piętrzących się problemów. Po czterech dniach na &lt;a href="http://www.sopatowiec.pl/"&gt;Sopatowcu&lt;/a&gt; to poczucie znowu się zaostrzyło, staram się wychodzić z domu tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. Sopatowiec jest świetnym miejscem na czytanie beletrystyki, na którą normalnie rzadko mam czas. Tym bardziej, że książki zaczęte można dokończyć przy kolejnej bytności (nie udało mi się znowu skończyć "Stambułu" Pamuka, ale nic straconego, pewnie wrócę do tej książki późną jesienią, wtedy na werandzie w cenie będą miejsca na fotelach przy piecyku i będziemy pewnie wszyscy tęsknić do wylegiwania się w plamach słońca). Tym razem przyciągnęły mnie kolejne części "Wilczego notesu" Mariusza Wilka. Tym bardziej, że "Tropami rena" to opowieść o podążaniu śladem Saamów zamieszkujących Karelię i Półwysep Kola. Trochę jednak mnie irytuje miejscami dydaktyczne zacięcie autora, który "naucza" o konsumeryzmie i tym, jak "kultura Zachodu" zniszczyła Naturę. Niestety, w przypadku olbrzymich połaci rosyjskiej Północy to nie kultura Zachodu zdewastowała zupełnie przyrodę, tylko rozmaite wersje imperialnych i kolonizujących polityk rosyjskich oraz ci wszyscy wspaniali skądinąd zapewne ludzie, którzy nie czują żadnego oporu przed wywaleniem śmieci do lasu. Istnieje taki rodzaj retoryki zachwytu ubogimi mieszkańcami rozmaitych leśnych ostępów i ich ubóstwa (rzekomo wyzwalającego tę bardziej szlachetną stronę ludzkiej natury). Otóż rzadko, niestety, zdarzyło mi się widzieć to w praktyce. Najczęściej bieda idzie w parze z kompletną dewastacją otoczenia i brakiem wrażliwości na cokolwiek, co nie daje pieniędzy - są wyjątki (np. nepalskie wisoki wysoko w górach), które jednak nie dają podstawy do czynienia z nich reguły. Generalnie, pobyt w Skandynawii kazał mi przemyśleć odruch obsadzania "kultury Zachodu" w roli dewastatora przyrody i niepohamowanego konsumeryzmu. To chyba jednak nie jest cała prawda, ani nawet jej połowa. A w Rosji Saamowie nie "zniknęli" po prostu, jakby wyparowali - podobnie, jak inne grupy etniczne (Nieńcy, Samojedzie etc.) zostali wybici, zmuszani do kolektywizacji, rozpijani i rusycyzowani przez kolejne moskiewskie ekipy uprawiające takie same polityki kolonialne (tylko mniej finezyjne, bardziej okrutne i bardziej szkodliwe), jak w tzw. krajach Zachodu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3293533616351634106?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3293533616351634106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/miedzy-swiatami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3293533616351634106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3293533616351634106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/miedzy-swiatami.html' title='między światami'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-360591734730396788</id><published>2009-08-07T10:00:00.005+02:00</published><updated>2009-08-16T22:24:59.471+02:00</updated><title type='text'>saamskie tropy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Snv02jl_FiI/AAAAAAAAEpU/6SO8c2hYttQ/s1600-h/DSC_1051.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Snv02jl_FiI/AAAAAAAAEpU/6SO8c2hYttQ/s320/DSC_1051.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5367152599046755874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I jeszcze kilka saamskich tropów (od kilku dni próbuję zdecydować, jak się pisze Saamowie, saamskich itp. czy też po prostu Samowie i samskich, jak chce prasa, np. "Rzeczpospolita"). W końcu przyjmuję jednak za tłumaczką, Marią Skibińską, i redakcją znakomitej książki Ailo Gaupa "&lt;a href="http://terytoria.com.pl/ksiegarnia,tytuly,296.html"&gt;Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna"&lt;/a&gt; wydanej przez słowo/obraz terytoria tę pierwszą wersję):&lt;br /&gt;Portal informacyjny &lt;a href="http://www.samer.se/"&gt;National Sami Information Centre&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Strona &lt;a href="http://www.sametinget.se/"&gt;szwedzkiego Parlamentu Saamów&lt;/a&gt; (tylko po szwedzku i saamsku)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.sami.uit.no/indexen.html"&gt;Instytut studiów saamskich&lt;/a&gt; na Uniwersytecie w Tromsø&lt;br /&gt;W 2008 r. powstał film &lt;a href="http://cineuropa.org/film.aspx?documentID=81797"&gt;"The Kautokeino Rebellion"&lt;/a&gt; (Kautokeino Opprøret, reż. Nils Gaup), pokazujący dramatyczne wątki z XIX-wiecznej historii wspólnoty Saamów zamieszkującej okolice Kautokeino w Norwegii, regularnie wędrujących do Karesuando w Finlandii, gdzie mogli liczyć na wsparcie pastora Laestadiusa, walczącego z plagą alkoholizmu wśród Saamów (podsycanego, jak pokazuje historia, przez kolonizatorów - wątek, który w naszych realiach brzmi znajomo). Pojawia się więc postać legendarnego pastora Laestadiusa (obecnie twierdzi się, że także miał saamskie korzenie, a z pewnością założył rodzinę z Saamką) oraz luterański kościół laestadiański jako ruch oporu przeciw kolonizacyjnej misji oficjalnego norweskiego kościoła luterańskiego. Laestadius był rzeczywiście postacią bardzo intrygującą - z jednej strony założyciel niezwykle fundamentalistycznego odłamu w kościele luterańskim (takie oblicze pokazał Mikael Niemi w znakomitej powieści "&lt;a href="http://www.czarne.com.pl/?a=249"&gt;Muzyka pop z Vittuli"&lt;/a&gt; wydanej niegdyś przez Czarne), z drugiej - badacz Laponii, botanik wspołpracujący z Królewską Akademią Nauk Szwecji, autor książki "Fragments of Lappish Mythology" opisującej tradycyjny świat saamskich wierzeń (dzieło zostało zagubione i zapomniane, wyszło drukiem w Szwecji dopiero ... w 1997 r.) Mówił w dialekcie północno-saamskim.&lt;br /&gt;Kautokeino (Guovdageainnu) jest dzisiaj jednym z ważniejszych saamskich ośrodków kulturalnych - mieszka tutaj m.in. Nils Gaup oraz Niko Valkeapåå, wnuk legendarnego Nilsa-Aslaka Valkeapåå. Mieści się tutaj także uniwesytet saamski. Oficjalna strona miasteczka jest wyłącznie po norwesku i saamaku, ale jest &lt;a href="http://www.kautokeino.nu/Default.asp?WCI=DisplayGroup&amp;amp;WCE=85&amp;amp;DGI=85"&gt;wersja "turystyczna"&lt;/a&gt; po angielsku. A &lt;a href="http://www.galdu.org/web/index.php?artihkkal=344&amp;amp;giella1=eng"&gt;tutaj &lt;/a&gt;można znaleźć artykuł o Kautokeino widzianym z perspektywy dziennikarza... baskijskiego. I jeszcze  &lt;a href="http://www.galdu.org/web/index.php?bajitsladja=45&amp;amp;bajitvsladja=99&amp;amp;giella1=eng"&gt;Resource Center for the Rights of Indigenous People Galdu&lt;/a&gt;, tym razem również po angielsku, z obfitą linkownią i artykułami z magazynu "Galdu".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-360591734730396788?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/360591734730396788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/samskie-tropy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/360591734730396788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/360591734730396788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/samskie-tropy.html' title='saamskie tropy'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/Snv02jl_FiI/AAAAAAAAEpU/6SO8c2hYttQ/s72-c/DSC_1051.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4298616289777996883</id><published>2009-08-05T17:03:00.004+02:00</published><updated>2009-08-05T18:29:35.776+02:00</updated><title type='text'>i to już koniec dziennika</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To wszystko było raptem przed tygodniem, a teraz szóstą noc z rzędu śnią mi się lapońskie krajobrazy i wszystkie ścieżki w sieci prowadzą na Północ.&lt;br /&gt;Cały trip wyglądał mniej więcej tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.com/maps/ms?hl=en&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;t=h&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=113262868315807443829.000470567f5760d1a1552&amp;amp;ll=68.216447,19.588623&amp;amp;spn=1.427158,4.669189&amp;amp;z=7&amp;amp;output=embed" frameborder="0" height="350" scrolling="no" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;View &lt;a href="http://maps.google.com/maps/ms?hl=en&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;t=h&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=113262868315807443829.000470567f5760d1a1552&amp;amp;ll=68.216447,19.588623&amp;amp;spn=1.427158,4.669189&amp;amp;z=7&amp;amp;source=embed" style="color: rgb(0, 0, 255); text-align: left;"&gt;trekking in Lappland (Sámi) 2009&lt;/a&gt; in a larger map&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4298616289777996883?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4298616289777996883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/i-to-juz-koniec-dziennika.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4298616289777996883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4298616289777996883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/i-to-juz-koniec-dziennika.html' title='i to już koniec dziennika'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7351477515614543029</id><published>2009-08-04T21:50:00.002+02:00</published><updated>2009-08-04T22:07:03.971+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. XI</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Nikkaluokta, 26/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;To moje imieniny, więc zostalam dzisiaj zwolniona z wszelkich prac porządkowych i dostałam kawę prosto...nie do łóżka, bo szkoda dnia!...ale na werandę, gdzie łowiłam słońce. Około 11.00 (imieniny, to imieniny!)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; wybraliśmy się na spacer po okolicy. Zaczęliśmy od wzgórza z kościołem. Zobaczyliśmy stamtąd skałki, które od razu przykuły naszą uwagę i wyraźnie wabiły w tamtym kierunku. OKazało się, że do tych "bliskich" skałek 1,5 godziny przedzieraliśmy się przez moczary, wzgórza i tundrę (po raz kolejny ta przejrzystość powietrza jest zwodnicza). Po drodze trafiliśmy w niezwykłe miejsce: stołówkę jakiegoś drapieżnika (rosomak? niedźwiedź? wilki? każda z tych odpowiedzi mogła być prawdziwa...). Wszędzie leżały porozrzucane kości (zaczęło się od szczęki jakiejś łososiowatej ryby sądząc po wielkości a skończyło... na czaszce z porożem i kręgosłupie renifera). Nie da się ukryć, zrobiło mi się lekko nieswojo, brnęliśmy jednak dzielnie dalej, zabrawszy czaszkę z renifera. Ułożyliśmy ją pięknie na stosiku kamieni na najwyższym ze skalistych wzgórz (teraz pewnie miejscowi będą się zastanawiać, co to za duchy przeszłości sporządziły szamański obiekt kultowy) i znowu zaczęliśmy przebijać się łosiowymi ścieżkami, nie bacząc na chmury komarów do szlaku z Kebnekaise (na sąsiednim wzgórzu widniało wprawdzie coś przypominającego ścieżkę, ale "sąsiednie" oznaczało 30 minut przebijania się przez tundrę, a co, jeśli się okaże, że to było złudzenie, albo że scieżka prowadzi donikąd?). Po ok. 40 minutach dotarliśmy do znajomego szlaku. Cala wyprawa była dość wyczerpująca, więc po obiedzie z torebki (Cashew Satay, Travel Foods, a jakże) zasnęliśmy nieprzytomnie. Po południu kawa w restauracji (tutaj nie mają maszyny) i wycieczka drogą szutrową obok ośrodka - okazuje się, że Nikkaluokta to naprawdę wioska. Przy jednym z domków spostrzegliśmy pana Sarri seniora (założył ośrodek i w wieku dobrze po 80tce jeszcze przechadza się dziarskim krokiem po sali doglądając ośrodka prowadzonego obecnie przez jego corkę, Annę). Zamachał do nas, więc odmachaliśmy i podążyliśmy dalej. Mijaliśmy po drodze domostwa z flagami saamskimi i bez, ale wszędzie czuło się obecność reniferów w takiej czy innej formie. Rzeczywiście stanowią one samo sedno tutejszej kultury. Za wsią spostrzegliśmy ścieżkę, która oczywiście prowadziła w dobrze nam znane ostępy. Dolinka-stołówka schowana byla jednak dobrze za pagorkiem i wiedzieliśmy o niej na razie tylko my i rosomak (i pewnie myśliwi...).&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7351477515614543029?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7351477515614543029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-xi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7351477515614543029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7351477515614543029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-xi.html' title='dziennik podróży, cz. XI'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4391020859874923093</id><published>2009-08-04T12:09:00.005+02:00</published><updated>2009-08-05T17:02:12.992+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. X</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Láddjujávri - Nikkaluokta, 25/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Dzień zaczął się nienajgorzej. PO pierwsze, przestało padać. Po drugie, zawsze rano (zwłaszcza tutaj)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; ogarnia mnie entuzjazm, nawet kiedy pada i/lub jest zimno. Ten tutejszy entuzjazm jest naprawdę czymś niesamowitym - może to kwestia niezwykle wysokoenergetycznego środowiska: czystego powietrza, krystaliczej wody, zapachód tundry i niezmierzonych przestrzeni, gdzie ludzka obecnosć jest jedynie śladowa. Gdzieś nad Nikkaluokta widać było nadzieję na przejaśnienie, choć grube kłęby mgieł spowijały całą dolinę powyżej jeziora oraz sąsiednie szczyty. Rzuciłam więc hasło "wstajemy" i już po chwili nasz niezawodny namiocik  był dokładnie spakowany (ech, należą mu się peany, tyle deszczowych nocy przetrwał, wliczając w to chrzest bojowy w postaci 72 godzin ciągłego deszczu na Suwalszczyźnie w samych początkach). Kawa w schronie, poranna toaleta w maciupeńkiej komórce (ale za to suchej, z lustrem i umywalką , co oznacza prawie komfort - stałam się tutaj mistrzynią zakładania soczewek w warunkach ekstremalnych, z wykorzystaniem lusterka z puderniczki, która została zresztą zabrana właśnie w tym celu) i na przystani zaczął się poranny ruch. Pierwsi chętni na kurs w kierunku Kebne (jak czasem tutaj się skraca) zasiedli na ławkach (racząc się jakąś zielonkawą cieczą z buteki o raczej spirytusowym wyglądzie). Wkrótce pojawiły się znajome panie z kawiarni. Uraczeni już do tej pory własną kawą nie mogliśmy się jednak oprzeć pachnącym i ciepłym bułeczkom cynamonowym. Po bułeczce na drogę i ruszyliśmy w ostatni etap naszego trekkingu - do Nikkaluokta. Rześkie powietrze, cale bogactwo kolorów, zapachów i komarów tundry, chmury coraz bardziej porozrywane z szansą na słońce. Po drodze trochę nagrań (mijane strumyki po nocnej ulewie zrobiły się gadatliwe), fotografowanie i jeden wielki zachwyt Północą. Chcę tu wrocić zimą, na skitouring. Dwie godziny później staliśmy pod tablicą "Nikkaluokta - 400 m")i rozglądaliśmy się dookoła mając rzadkie miny, bo okalały nas wyłącznie zagajniki brzozowe i muchy (nie licząc kościółka na wzgórzu). Ruszyliśmy jednak ufnie wysypaną korą drogą we wskazanym kierunku i faktycznie, po raptem 400 m zobaczyliśmy cywilizację (mieszane uczucia, na szczęscie jesteśmy w Skandynawii). Parking z samochodami, ale przede wszystkim centrum turystyczne z restauracją, domkami i prysznicem (na żetony, co kryło w sobie nieoczekiwne i burleskowe zwroty akcji). Po pobieżnych oględzinach decydujemy się na luksus: domek (po dwóch godzinach wstępnej penetracji okolicy od razu przedłużyliśmy pobyt na kolejną dobę). Cieszyły krzesła, stół, łóżka i sucha podłoga, ale zaczęła mnie nieodwołalnie ogarniać melancholia. Tundra (i dolina Vistavággi, która po 2 dniach zaprowadziłaby nas przez góry do Alesjaure) zostaje za oknem.&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, na początku drogi Nikkaluokta jawiło się trochę jak odległy sen, a dzisiaj siedzimy sobie w restauracji, popijam chilijskie wino i przyglądam się chmurom, do których zawsze już będę tęsknić.  W restauracji przywitały nas dobrze znane  joiki z płyty Simona Marainena, na którego koncercie byliśmy w Jokkmokk w lutym 2008. Nikkaluokta Sarri AB. oznacza firmę rodzinną - rodzina Sarri, jedna z najstarszych rodzin w Nikkaluokta, zajmuje się wciąż jeszcze hodowlą reniferów. Wioska zaś wiąże się z mało chwalebną historią chrystianizacji Saamów w XVIII i XIX w. - najbardziej drastyczny wyraz przybrało to w Norwegii, gdzie szamańskie bębny palone były na stosach, ale i w Szwecji np. za mówienie po saamsku czy joikowanie groziły kary. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tLq_3RecUjk&amp;amp;feature=related"&gt;Tak mówi &lt;/a&gt;o odkrwaniu tradycji Norweżka, Mari Boine. Szwecja ma także swoje "stracone pokolenie", oderwane od rodzinnych lavvo i wykorzeniane niemal przemocą w latach 30-tych, 40-tych i 50-tych XX wieku. Zmianę przyniosły lata 60., a dzisiaj pisze się o renesansie saamskiej tożsamości - choć w dalszym ciągu istnieje wiele problemów do rozwiązania, to od 1992 Saamowie mają własny parlament współpracujący z Brukselą i skandynawskimi rządami. Jeśli zaś chodzi  o rodzinę Sarri, to jeden z protoplastow, Per Sarri, wraz z H.N. Pallinem zdobył Kebnekaise i rozwijał początki turystyki gorskiej (stację w Kebnekaise zaczęto budować w 1907 r.). Mniej więcej wtedy ruszył też przewóz łodziami przez jezioro, które prowadził legendarny tutaj Peter Haugli (także ze znanej rodziny Saamów). Bandera saamska na łodzi - to obrazek, który każe porzucić schematy myślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4391020859874923093?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4391020859874923093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-x.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4391020859874923093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4391020859874923093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-x.html' title='dziennik podróży, cz. X'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-6330143524203157262</id><published>2009-08-04T11:53:00.004+02:00</published><updated>2009-08-04T21:50:24.734+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. IX</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Kebnekaise Fjälstation - Láddjujávri, 24/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Planowaliśmy zejść od razu do Nikkaluokta, ale jakoś trudno było opuśić tundrę i zrobić pełne wynurzenie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; ku cywilizacji mechanicznej (do Nikkaluokta dociera szosa i jeżdżą stamtąd autobusy do Kiruny). Kiedy więc zobaczyłam jezioro Ládjujávri z przystani obsługującej ruch łodzi  (aż do punktu odległego o 6 km od stacji gorskiej), stwierdziłam: zostajemy. Tym bardziej, że okazało się to być miejsce prowadzone przez saamską rodzinę Sarri. Kaffekatan miał więc saamską flagę nad wejściem, a obok widniało stanowisko Lap Dånalds czyli hamburgery z renifera. Rozbicie namiotu w tym rajskim zakątku - 80 SEK za cały namiot (nie liczą osób, ale też i prócz schronu przeciwiatrowego nie ma żadnego service huset). Zasiedliśmy więc czym prędzej do kawy i ciastek orzechowych (mmm....), co zajęło nam jakieś półtorej godziny, później ruszyliśmy przed siebie na viddę (odkryliśmy szlak reniferowy i miejsce znakowania lub uboju), a kiedy wróciliśmy do kaffekatan, rozpadał się deszcz. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że będzie padać bez przewy ponad 16 godzin. Póki co, zajęliśmy więc schron w kształcie lavvo i wzięliśmy się do gotowania. Koncepcja chińskiego makaronu z fasolką w sosie pomidorowym (jeyna wegetariańska rzecz w sklepiku w Kebnekaise, nie licząc trekking food, którego trochę jednak mieliśmy już dosyć) okazała się fatalna (dużo za mało fasolki w stosunku do makaronu), ale w tym deszczu nawet to smakowało niebiańsko, bo było gorące. Z ciepłem w żołądku łatwiej było rozbijać namiot w deszczu. Wczołgaliśmy się do namiotu o 20.00 i zaczęło się - przewracałam się z boku na bok do ok. 3.00 w nocy. Znam wszystkie warianty, natężenia, melodie i rytmy kropli deszczu. Plus donośny głos jakegoś Wikinga, który opowiadał kumplom w namiocie obok niesłychanie zabawne historie, sądząc po wybuchającym raz po raz tubalnym rechocie. Tego do tej pory na szlaku nie było - ale trasa pod Kebnekaise jest najwyraźniej mocno uczęszczana, coś w rodzaju Tatr w średnim sezonie. W końcu uciszyła ich dziewczyna z innego sąsiedniego namiotu. Wreszcie ok. 4.00 udało mi się wreszcie zasnąć. O 7.00, kiedy tylko nastała błoga cisza (żadnych kropli) szybko wstaliśmy i zwinęliśmy namiot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-6330143524203157262?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/6330143524203157262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-viii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6330143524203157262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6330143524203157262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-viii.html' title='dziennik podróży, cz. IX'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4991747482060920248</id><published>2009-08-03T15:52:00.003+02:00</published><updated>2009-08-04T12:08:32.521+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. VIII</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Kebnekaise Fjällstation, 23/7&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Zasłużony odpoczynek po wczorajszej eskapadzie. Poczynione odkrycia:&lt;br /&gt;★Nescafe 3 w 1 są daleko lepsze niż Cappucino Original Gevalla;&lt;br /&gt;★markizy nugatowe Ballerina lepiej smakują z ekologicznym dżemem malinowym;&lt;br /&gt;★cashew satay Adventure Food jest smaczny;&lt;br /&gt;★chcąc dostać prawdziwą kawę w restauracji, trzeba wyraźnie poprosić o kawę z maszyny;&lt;br /&gt;★jak zwykle dochodzę do wniosku, żę nagrywane sample trzeba porządkować od razu;&lt;br /&gt;★wkład w moim niebeiskim cienkopisie jest na ukończeniu;&lt;br /&gt;★po drodze do Nikkaluokta jest jakieś miejsce oznaczone na mapie runą, co oznacza "ancient monument";&lt;br /&gt;★ prognoza pogody nie wygląda dobrze, najbliższe trzy dni oznaczone ☂ (pocieszam się, że nie raz widziałam taką prognozę dla tege terenu, która jednak później niezupełnie się sprawdzała)&lt;br /&gt;★ zlewozmywak w torkrumie jest wyposażony w rodzaj tarki, co bardzo ułatwia pranie; oprócz sauny to właśnie torkrume staje się na tej wyprawie moim obiektem kultowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4991747482060920248?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4991747482060920248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-vii_03.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4991747482060920248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4991747482060920248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-vii_03.html' title='dziennik podróży, cz. VIII'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-5041144794688348003</id><published>2009-08-03T15:33:00.002+02:00</published><updated>2009-08-03T15:52:39.165+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. VII</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Kebnekaise Sydtoppen, 22/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Zastanawialiśmy się, dlaczego wyprawa na szczyt Kebnekaie trwa 10-12 godzin i dowiedzieliśmy się: składa się z dwóch gigantycznych podejść i jednego gigantycznego zejścia (a z powrotem odwrotnie)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Nic dziwnego, wychodzi się z 675 m npm (na takiej wysokości leży stacja) na 2107 (lub 2104 labo 2111 - dane różnią się, bo wierzchłek pokryty jest lodowcem, który się topi w dobie zmian klimatycznych). Wejście nie jest szczególnie trudne (trasą zachodnią, czyli Vestra Leden, bo szlak wschodni, Ōstra Leden, wiedzie przez lodowiec i wymaga sprzętu wspinaczkowego oraz przewodnika - można jednak wykupić w stacji wycieczkę za 740 SEK i cały sprzęt się dostaje). Kondycyjnie jest jednak bardzo wymagająca - zrobiliśmy tę trasę w jakieś 9 godzin (zdążyłam jeszcze na 15 minut sauny!) z jednym ok. 40minutowym odpoczynkiem, ale gdyby nie doświadczenie i wprawa w szybkim schodzeniu (nie mogę schodzić wolno ze względu na niemal nieistniejący, zdaje się, staw kolanowy, taki paradoks - przy wolnym schodzeniu cały ciężar ciała "zawieszony" jest na kolanach), byłoby znacznie gorzej. Pod szczytem mieliśmy oboje naprawdę dosyć. Wychodzi się najpierw ze stacji do kotła lodowcowego, później dość stromym skalistym odcinkiem na przełęcz (niektórzy wybierali wyjście i zejście po dużym płacie śniegu, ale nie grzeszyli rozsądkiem), z której wędruje się na szczyt Verravarri (ok. 1800 m) po to tylko, żeby zejść na kolejne siodło jakieś 400 m niżej i stamtąd dźwigać się na Kebnekaise (2107 m) po stromym, ruchomym w dolnej części piarżysku. Tuż przed ostatnim łagodniejszym odcinkiem już po lodowcu są dwa schrony. Sam szczyt (południowy wierzchołek, bo Kebnekaise to właściwie ostra jak żyletka dosyć długa grań), Sydtoppen, jest arcyzabawny: zupełnie trójkątny, szpiczasty kapelusik, z którego miłośnicy brawury zjeżdżali na butach (hmm, bardziej jednak na spodniach). Droga powrotne była trochę lżejsza, może dlatego, że znaliśmy trasę, a może dlatego, że odsłoniły się niesamowite widoki - całe Góry Skandynawskie (a być może fjordy w okolicach Narviku!) pod niebem, które zdawało się wisieć tuż nad głową. Później w Sztokholmie, dowiem się od Matsa, że był na szczycie cztery razy i za każdym razem widział tylko mgłę, zostaliśmy więc chyba przez Góry potraktowani bardzo łaskawie. Po szybkim posiłku na pierwszej po zejściu przełęczy ruszyliśmy dalej i znowu metoda szybkiego schodzenia opracowana i doskonalona latami w KArpatach, na Bałkanach i w Alpach sprawdziła się i tutaj, co znacznie przyspieszyło naszą drogę. Zmieniły się w międzyczasie warunki: topniejący w ciągu słonecznego dnia lodowiec posłał w dół dziesiątki małych strumyków, a to, co rano było małym strumykiem, po południu okazało się pokaźnym, rwącym potokiem. Woda z lodowca smakuje niesłychanie, jest wręcz żywa, ma smak i zapach, jest kwintesencją swieżości i jakimś eliksirem życia.  Wieczorem zachmurzyło się i przeleciał typowy dla tych stron deszczyk, ale nie wiedzieliśmy, że to uwertura do długiej nocnej ulewy, która nasilała się co najmniej 5-6 razyw  ciągu nocy. Na szczęście nasz namiot jest absolutnie na to odporny, a ulewa byla naprawdę solidna (o czym świadczyły liczne tropiki i śpiwory suszące się rano w torkrumie).&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-5041144794688348003?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/5041144794688348003/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-vii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5041144794688348003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/5041144794688348003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-vii.html' title='dziennik podróży, cz. VII'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-374557347751600560</id><published>2009-08-03T14:46:00.002+02:00</published><updated>2009-08-03T15:18:00.108+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. VI</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Singi - Kebnekaise Fjällstation, 21/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Ranek budzi nas chłodny, szary i zachmurzony, z wyraźną obietnicą deszczu, ale to podoba mi się tutaj najbardziej, więc deszcz nie jest straszny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; Ruszamy do kuchni (po złożeniu namiotu i spakowaniu rzeczy). Brak śladów jakiejkolwiek bytności. Nigdy byśmy nie uwierzyli, że wczoraj gotowało, jadło i spało tutaj z 20 osób. Niebo coraz wyraźniej zachmurzone, z krzaków wyłaniają się kolejni namiotowicze: najpierw mamy z nieco chyba zmarzniętymi dzieciakami. W oczekiwaniu deszczu ruszyliśmy w końcu do &lt;a href="http://www.stfturist.se/en/Discover-Sweden/Facilities-and-activities/Lappland/Fjallstationer/STF-Mountain-station-Kebnekaise/"&gt;Kebnekaise Fjällstation &lt;/a&gt;i nie zawiodłam się - lunęło, jak tylko osiągnęliśmy przełęcz. Ale jaką przełęcz! Wszystko, co najlepsze i najpiękniejsze w Tatrach w rozmiarze XXL. Taką pogodę i takie góry kocham najbardziej, o czym przekonałam się po raz kolejny. Schodziliśmy tarasami, na których lśniły jeziora otoczone zboczami gór robiących wrażenie uśpionych olbrzymów. Kiedy na chwilę zatrzymałam się, żeby złapać oddech, wydało mi się, że góry zaczynają się poruszać, jakieś zaburzenie perspektywy. Górska przełęcz rozszerzyła się w końcu w rozlewisko, olbrzymią równinę, która jednak zakończyła się niezwykłymi litymi skałami, a wreszcie skalistymi zboczami. Z daleka widoczny maszt telekomunikacyjny mówił, że zbiżamy się do stacji górskiej Kebnekaise. Najpierw zobaczyliśmy namioty, później krążący po raz kolejny nad głową helikopter, który zaopatruje stację we wszystko (nie prowadzi tu żadna droga!), wywozi też chętnych na szczyt oraz zabiera do Nikkaluokta (nawet nie jakoś szaleńcza droga impreza - w przeliczeniu niecałe 400 zł). Stacja jest rzeczywiscie dużym ośrodkiem, podobnie jak inne prowadzonym przez &lt;a href="http://www.stfturist.se/en/"&gt;Szwedzki Związek Turystyczny&lt;/a&gt;. Pokoje dwuosobowe ok. 1300 SEK, miejsce w sali wieloosobowej 450 SEK (członkowie STF 360), jest też oczywiście opcja z namiotem - w tym przypadku kupuje się service card (130 SEK osoba/doba), która uprawnia do korzystania z wszyskiego, co mieści się w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;service huset&lt;/span&gt; (kuchnia, dwie sauny, duży t&lt;span style="font-style: italic;"&gt;orkrum&lt;/span&gt;, toalety). W budnku stacji zaś mieści się restauracja i bar, zasadnicza recepcja i sklep (spożywczy i z wyposażeniem - choć tam, gdzie są restauracje wybór artykułów spożywczych jakby nieco słabszy:-). Po zakupieniu service card mogę też nareszcie skorzystać z netu, 30min darmowe, sprawdzam tylko pocztę (i podtrzymuję rozmaite nici łączące mnie ze światem) i zaraz wynurzam się z netu na powierzchnię (nawet dosłownie, bo komputer mieści się w piwnicy). Po raz pierwszy od tygodnia normalne piwo (Kungsleden, 5,2%)i zagadkowa Nyckel Cola z &lt;a href="http://www.nyckelbryggerier.se/"&gt;Lulei&lt;/a&gt; a także - wieczorem - zwykłe tutejsze 3,5 % (lepszy Falcon Ekologisk). Gotujemy sobie obiad, robimy zakupy, znajdujemy miejsce i rozbijamy namiot (powyżej stacji) i oczywiście... sauna. Z pięknym widokiem na sąsiednią górę bez nazwy. Jutro Kebnekaise Sydtoppen - 10-12 godzin zdaniem pani w recepcji sportowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-374557347751600560?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/374557347751600560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-vi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/374557347751600560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/374557347751600560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-vi.html' title='dziennik podróży, cz. VI'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-6616938690091916773</id><published>2009-08-02T21:33:00.004+02:00</published><updated>2009-08-03T15:32:56.799+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. V</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Sälka - Singi, 20/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Wieczorne zimno i komary (zapoznałam się z nimi lepiej, na szczęście OFF! działa nieźle) sprowokowały u mnie kryzys, który zwykle następuje w 3cim dniu trekkingu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; (tzn. pytanie w stylu "co ja tu w ogóle..." oraz poczucie najwyższej nieadekwatnosci itp.). Wieczorny spacer i ogienek zapalonych z naszych znalezisk (oraz świadomość nieuchronności tego kryzysu i tego, że minie) w koncu poprawiły mi nastrój. Rano obudziło nas znowu słońce, kiedy tylko wyjdzie wyżej (bo wcale nie zachodzi jeszcze), to w namiocie robi się potwornie gorąco. Poleniuchowaliśmy jednak do mniej więcej 8.30 (więcej się nie dało!) i powoli zabraliśmy się za kawę. Tutaj człowiek nie musi nerwowo ruszać jak najwcześniejszym rankiem, żeby zdążyć przed zmrokiem i/lub popołudniową burzą, to nadaje całemu doświadczeniu zupełnie inny rytm i dodatkowo pozwala się zrelaksować. Dojdziemy o 18.00? Super, będzie cały wieczór na saunę. Dojdziemy o 21.00? Nie ma problemu. Szczerze mówiąc, cieszę się, że dostałam od Marka Timexa wskazującego datę (przed wyjazdem) - do tej pory ustalenie daty "z głowy" sprawia mi już niemały problem, łatwo się tutaj pogubić w czasie i o to też w tych moich wakacjach chodzi, żeby zapomnieć na chwilę o tym na jak precyzyjne odcinki może być pocięty czas. Przed 10.00 poszliśmy do sklepiku, wypytaliśmy o prognozę pogody ("sun, late evening maybe, MAYBE - powtórzył z naciskiem starszy pan, gospodarz schroniska, tym razem gospodarzami jest dwoje Szwedów ok. 60-tki i jeśli ktoś ucieleśnia niepisany kodeks kultury protestanckiej, to właśnie oni - some showers") i ruszyliśmy w dół. Słońce szybko zaczęło nas preparować i nie było przed tym ucieczki. Jedyną ulgę stanowił chłodny wietrzyk powiewający czasem z którejś z dolin otwartych na wyższe partie gór pokryte lodowcem. Wkrótce też zobaczyliśmy śmieszny wierzchołek Kebnekaise. Lunch w słońcu, później wzdłuż potoku, który na tej wysokości stał się całkiem sporą rzeczką, znowu przerwa na chalapanie w wodzie i małe pranie. Później wreszcie trochę ponagrywałam, próbując komponować za pomocą rejestracji, co jest bardzo interesującą ścieżką (była to krótka opowieść o spacerze po viddzie). Wpadłam na pomysł płyty z Laponii - dominujący tutaj jest element wody i to właśnie będzie leitmotiv. Jak zwykle natrudniejszy okazał się ostatni odcinek drogi, bardzo piękny zresztą, bo dolina w tym miejscu nosi ślady bardzo dynamicznej, acz świeżej daty, pracy lodowca w postaci żwirowych kopczyków i zupełnie kosmicznego ukształtowania terenu, pełnego kamiennych rozpadlin, górek i wąwozów. Kolejna opuszczona wioska saamska, zostały tylko składziki, nie ma nawet szkieletów lavvo. Gospodyni schroniska (tym razem para młodych, wysportowanych Szwedów z trójką dzieciakow, które uganiają się po całym terenie), zapytana o Saamów twierdzi, że przenieśli się w stronę Norwegii i że tutaj zjeżdżają tylko raz w roku na jakiś tydzień. &lt;a href="http://www.stfturist.se/Templates/Pages/FacilityPage.aspx?id=9554&amp;amp;epslanguage=en"&gt;Schronisko w Singi&lt;/a&gt;, choć pięknie położone i tanie (80 SEK / osoba za namiot)jakoś nie budzi naszego zachwytu, doprawdy trudno orzec dlaczego, ale oboje czujemy, że ciągnie nas dalej (pewnie to zew Wielkiej Góry). Rozbijamy się nad miło szemrzącym strumykiem i po zwyczajowej kolacji i pisaniu wyrsuzamy jeszcze na spacer po okolicy i w końcu zasypiamy w naszym Fjord Nansenie model Islandia II (!).&lt;br /&gt;Przy kolacji nie nawiązaliśmy tym razem żadnych znajmości (Niemiec z córką dzielnie rozbijający namiot, z którymi trochę się zakolegowaliśmy od Alesjaure chyba zrobili sobie dłuższy postój w Singi), ale jest pan "od reniferów", który nas poznaje i robi miejsce przy stole (jest dość tłoczno). "Pan od reniferów" to zażywny Szwed z brzuszkiem, który jednak bardzo sprawnie porusza się po tundrze - otagowaliśmy go "od reniferów", bo był świadkiem naszym entuzjastycznych okrzyków w Alesjaure, kiedy zobaczyliśmy renifery i później zamieniliśmy na ten temat kilka zdań, najwyraźniej bawiła go nasza ekscytacja, której chyba nie rozumiał. Jest też para, która towarzyszy nam na obozowiskach od Tjäktjä - jak zwykle na trekkingu wytwarza się rodzaj dziwnej więzi z ludźmi, których spotyka się po drodze, często nawet pozbawiona rozmowy: po prostu zauważamy swoją obecność i jest to coś w rodzaju rodzinnych potkań. Późno wieczorem dołącza dwóch starszych mężczzn, na oko ok. 80-tki (nie wiem, czy to w ogóle możliwe, ale to w końcu Skandynawia), jeden najwyraźniej z trudem się porusza w zwykłych sytuacjach, co jednak nie przeszkadza mu w górskich eskapadach. To tutaj zwykły obrazek - starsi ludzie, którym możemy tylko pozazdrościć energii i kondycji, mam nadzieję, że w tym wieku też będę mogła wybrać się na trekking doliną Tjäktjäjåkka.&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-6616938690091916773?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/6616938690091916773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-v.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6616938690091916773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6616938690091916773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-v.html' title='dziennik podróży, cz. V'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1830879392537353726</id><published>2009-08-02T21:07:00.004+02:00</published><updated>2009-08-03T15:31:36.061+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. IV</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Tjäktjä - Sälka, 19/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Rano, o dziwo, obudziło nas słońce. Wyczołgałam się z namiotu wściekła, niewyspana i zmarznięta (i przyrzekałam sobie solennie, że kupię wreszcie drugi śpiwór i nie będę słuchać Marka zawiłych uzasadnień, dlaczego jeden nam wystarcza). Zamiast jednak pogrążyć się w tej samonapędzającej się spirali niezadowolenia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, pozwoliłam się zagarnąć widokom, powietrzu i słońcu. Już po minucie zapomniałam o niezbyt udanej nocy i o tym, że przed wyjazdem dałam sobie wyperswadować kupno śpiwora. Otwarta dolina okolona górami w słońcu - w takich warunkach nie można być niezadowolonym! Maria pokrzepiła nas wszystkich dodatkowo prognozą słonecznego dnia  i stwierdzeniem "You will have beautiful day" wygłoszonymi w kuchni, kiedy z różnych zakątków zebraliśmy się na śniadanie. Inne jej powiedzenie stało się mottem całej naszej podróży: młodzi ludzie, którzy byli "day guests" zebrali się około 20.00, żeby powędrować gdzieś dalej i rozbić namiot, Maria uprzedziła ich, że nie uda im się nic znaleźć na odcinku co najmniej 6 km, ale uśmiechnęła się i podsumowała : "This is your vacation, you do what you want". I właśnie to zdanie cytowaliśmy później o każdej porze dnia i nocy. Szybko uporaliśmy się ze śniadaniem i rozkoszowaliśmy się pakowaniem plecaków w pełnym słońcu. Ruszyliśmy pod górę, w stronę przełęczy i szybko okazało się, że szlak prowadzi naprzemian przez piarżyska i płaty śniegu, co wcale nie jest zbt łatwe. Po drodze minęliśmy psa z sakwami bagażowymi, sama myśl o naszej Koci w takiej roli przyprawiła nas o atak śmiechu, aż musieliśmy przysiąść. Na przełęczy Tjäktjä zobaczyliśmy dolinę Tjäktjäjåkka, którą mieliśmy schodzić 2 dni. Szybko okazało się, że arktyczne słońce pali znacznie mocniej niż pod innymi szerokosciami geograficznymi, w dodaktu górska wersja tundry nie oferuje najmniejszego nawet cienia, który dałby choć chwilę ulgi. Są jednak na szczęście strumienie z lodowatą wodą. Nie ma większej przyjemności niż nagość w tej olbrzymiej dolinie, w tym powietrzu, z tą miękką, zimną i żywą wodą. To chyba pierwowzór sauny - widziałam po drodze, że mało kto nie ulegał pokusie. ZAtrzymaliśmy się więc 2 razy: najpierw na obiad tuż pod przełęczą, który zmienił się w celebrację słońca i widoków (a jeszcze trafił mi się całkiem smaczny trekking food w postaci penne z sosem pomidorowym i czarnymi oliwkami!); później nieco niżej, żeby popluskać się w potoku. Wcale nie była to jednak łatwa droga. Słońce paliło niemiłosiernie, szlak znow okazał się kamienisty. Zwłaszcza końcowka byla trudna, bo nie widać było celu. Widok budynku schroniska nieco nas tym razem zaskoczył, schowany za jednym z wielu "progów", których nie widać było z przełęczy, skąd dolina zwodniczo jawiła się jako gładka równina o lekkim nachyleniu w dół. W rzeczywistości przecina ją wiele garbow polodowcowych, takie znacznie większe i bardziej puste , bardziej górskie Mazury. &lt;a href="http://www.stfturist.se/Templates/Pages/FacilityPage.aspx?id=9574&amp;amp;epslanguage=en"&gt;Sälkastugorna &lt;/a&gt;jest położona pośrodku bardzo rozległej doliny, nad rozlewiskiem i jest jedynym takim obiektem w promieniu kilkunastu kilometrów, budynek widocny jak na dłoni sprawiał na mnie dziwaczne wrażenie, jakby "wystawionego" i prowokującego przestrzeń. Do głowy by mi nie przyszło, że tak można ulokować budynek. Tym razem rozbiliśmy się bez opcji "kuchnia", ale za to z sauną, oczywiście! To pierwsze okazało się jednak błędem, choć zdecydowanie rozgrzało nas długotrwale błąkanie się po viddzie w poszukiwaniu drewna na mikroskopijne ogniseczko (w Szwecji można zbierać i wykorzystywać to, co leży, ale w tej części tundry można liczyć tylko na płożące się mikroskopijne jałowce i brzozy w takiejze wersji, czyli sięgające gdzieś do połowy łydki). Za to sauna boska, jak zwykle - zrozumialam dzisiaj na wiele sposobów, po co w saunie lodowata woda.&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1830879392537353726?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1830879392537353726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-iv.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1830879392537353726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1830879392537353726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-iv.html' title='dziennik podróży, cz. IV'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8168010281311728984</id><published>2009-08-02T18:40:00.006+02:00</published><updated>2009-08-03T15:30:16.830+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. III</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Alesjaure - Tjäktjä, 18/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 51);"&gt;POczątek dnia wyglądał nie najlepiej - padało. Długo więc drzemaliśmy, w nadziei, że w końcu zrobi się sucho i nasz namiot wyschnie odrobinę. Tak też się stało, zwijaliśmy namiot, który wcale nie był mokry. Pijąc naszą rytualną poranną kawę (Nescafe 3 w 1 rulez) Marek zauważył stado reniferów schodzące do wodopoju, ale były zbyt daleko, żeby je fotografować. Nie wiedzieliśmy wtedy, że dzień upłynie pod znakiem reniferów. Kiedy - już na szlaku - obróciliśmy głowy do tyłu, za nami schodziło całe stado. Porzuciliśmy więc plecaki i pobiegliśmy fotografować te najśmieszniejsze zwierzęta świata. Jest w nich jednak coś niezwykłego, zważywszy na nieodgadnioną więź, jaką czuję z reniferami. Być może jest to kwestia dziecięcej wiary w św. Mikołaja.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; Dziwna jest historia związków z ludźmi na tym terenie: wygląda na to, że ludzie przystosowali się do reniferowych zwyczajów (czyli wędrówek sezonowych między Zatoką Botnicką a Morzem Norweskim), a nie odwrotnie. Do dzisiaj hodowla reniferów (choć współcześnie z wykorzystaniem helikopterów, skuterów śnieżnych i telefonów staelitarnych) oznacza sezonowy połowiczny nomadyzm. Później zobaczyliśmy jeszcze 3 reny (w tym samca z olbrzymim porożem - samice reniferów też są nim obdarzone, tylko jest mniejsze). Było jednak wściekle zimno, popadywał deszcz i nie wyglądało na to, żeby coś miało się zmienić w najbliższej przyszłości. A jednak coś było w tej aurze - w chmurach wlewających się w doliny, oświetleniu, chłodzie, falach mżawki / obietnicy śniegu; coś, co przypomniało mi wszelkie fascynacje dzieciństwa (i pierwsze złamane narty w wieku lat chyba 10-ciu oraz samotnicze wyprawy w śnieżycy po książki do biblioteki). To było spełnienie marzenia o przestrzeni, zdałam sobie sprawę, że wszystkie miejsca, które mnie w życiu zachwycały, zawierają się w tym, co mnie otacza. Nawet amerykański Southwest (w końcu półpustynia!), nawet (a może tym bardziej) zamglone Tatry w listopadzie, nie mówiąc już o Himalajach (dokładnie tak samo przelewały się chmury nad masywem Annapurny pewnego grudniowego popołudnia w Jomsom). Nagle olśnienie z widokiem na ośnieżone wzgórza.&lt;br /&gt;Do &lt;a href="http://www.stfturist.se/Templates/Pages/FacilityPage.aspx?id=9604&amp;amp;epslanguage=en"&gt;Tjäktjä&lt;/a&gt; trzeba było jednak dość mocno podejść, to najwyżej położone schronisko na tej trasie, tuz pod najwyższym punktem Kungsleden, Tjäktjäpass (nie robi jednak nas wrażenia wysokość ok. tysiąca m npm.). Nie są to jakieś zawrotne wysokości, ale w tych warunkach klimatycznych stanowią wyzwanie. Droga znowu zajęła nam 7 godzin. W niewielkim schronisku powitała nas stugvard (czyli "inkaso man" jak objaśnił termin gospodarz schroniska Singi dalej na szlaku, w tym przypadku "inkaso woman"). Sęk w tym, że Maria to ktoś znacznie więcej - prawdziwa gospodyni. Osobiście wita każdego przybywającego nieboraka promiennym uśmiechem i pytaniem "Are you coming to Ciakcia?" (tak mniej więcej się to wymawia po szwedzku, co zbiło nas z tropu na tyle, że Maria na widok naszych kompletnie zbaraniałych min powtórzyła ze trzy razy i uznała, że ma do czynienia najwyraźniej z głębszym upośledzeniem, ale w końcu pojęłam i wykrzyknęłam gorliwie "yes!"). To piękny kraj - nikogo nie dziwi, że chcesz rozbić namiot nawet, jeśli jest wściekle zimno i prognozy śniegu. Zresztą obok nas szybko pojawiy się inne namioty amatorów snu (prawie) na świeżym powietrzu, Szwedzi są zresztą znakomici w obozowaniu, wielokrotnie widziałam mamy z dzieciakami w wieku 5-7 lat, które brawurowo rozbijały namiot w najbardziej niesprzyjającej aurze (katary dzieciaków wręcz modelowe, ale ostatecznie chyba wychodzi im to na zdrowie). Tjäktjästugan (stugan oznacza raczej coś w stylu schronu) jest malutkie (nie ma sklepiku i składa się tylko z jednego budynku), ale ma miłą kuchnię i t&lt;span style="font-style: italic;"&gt;orkrum,&lt;/span&gt; czyli oprócz sauny drugi mój obiekt kultowy - suszarnię, gdzie można dosuszyć namiot albo wyprane (lub po prostu zmoknięte) ubrania. Zważywszy na to, że zabrałam zupełnie minimalistyczna wersję szafy, bardzo jest mi to na rękę. Jest też pomieszczenie dla wędrujących z psami - później widzialam je na trasie także w innych schroniskach, oznacza jako "dogs OK". To była najzimniejsza noc, około 4 nad ranem powiał lodowaty podmuch (jedyna noc, kiedy spałam we wszystkim, co zabrałam w podróż, czyli w dwóch parach spodni, polarze, softshellu i kurtce z goretexu z windstopperem - ale to może datego, że w ramach ekonomizacji ekwipunku od lat zabieramy jeden śpiwór). O 7 rano na termometrze były 3 stopnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8168010281311728984?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8168010281311728984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-iii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8168010281311728984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8168010281311728984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-iii.html' title='dziennik podróży, cz. III'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7355260327059501819</id><published>2009-08-02T17:47:00.003+02:00</published><updated>2009-08-03T15:28:09.824+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży, cz. II</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Alesjaurestugorna, 17/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 51);"&gt;Wstajemy jednak w słońcu. Kawa, namiot szybko wysycha po nocnej ulewie. Pakujemy się i po jakiejś godzinie docieramy do &lt;a href="http://www.stfturist.se/Templates/Pages/FacilityPage.aspx?id=9484&amp;amp;epslanguage=en"&gt;Abiskojaure&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Po drodze chwila przystanku - Marek fotografuje, ja nagrywam. Żeby w takim miejscu nagrywanie miało jakiś sens, trzeba poświęcić temu trochę czasu. Rzeczy dzieją się w swoim własnym rytmie; miejsce, które wydawało się nieatrakcyjne dźwiękowo, zaczyna "brzmieć", kiedy zechcemy posłuchać. W tej uważności, ze słuchawkami na uszach, nagle pojmuję, o czym pisał Barry Truax, opisując pewne wzory dźwiękowe , zaczynam lepiej rozumieć pojęcie "soundscape". Nie można soundscapes nagrać "z doskoku", dłuższe sekwencje ujawniają się dopiero po pewnym czasie.&lt;br /&gt;W Abiskojaure chrzest bojowy. Zapoznajemy się z tutejszą kulturą turystyczną, kodeksem schroniskowym i przypominamy sobie skandynawski styl bycia. Co do pierwszego: obowiązuje tzw. guest fee, czyli płaci się za używanie kuchni (w pełni wyposażonej w naczynia), posiedzenie w cieple itp. Rozbijać zaś można się wszędzie. Rozbicie przy schrosniku - z używalnością wszystkich jego urządzeń (zazwyczaj z sauną włącznie) kosztuje (od 80 SEK w Tjäktjä przez 90 SEK w Abiskojaure, 110 SEK w Alesjaure i 130 SEK w luksusowej Kebnekaise Fjällstation na osobę - to z późniejszych doświadczeń). Korzystanie z kuchni oznacza zaś używanie naczyń, gazu, wody i samego - bardzo zazwyczaj miłego - pomieszczenia. Wszystko jest samoobsługowe, nie ma bieżącej wody (z wyjątkiem Kebnekaise Fjällstation), nie ma żadnego baru ani knajpy (w Alesjaure jest samoobsługowa "kawiarnia" - tzn. stół z łakociami i kawą oraz herbatą w termosach), w niektórych schorniskach są sklepiki z żywnością (i wszędzie można kupić tzw. trekking food w torebkach). Savoir-vivre: wypada oczywiście donieść wody, kiedy się skończyć i bardzo ją oszczędzać (np. umyć naczynia w wodzie, która po kimś została, w rozsądnych granicach), wypada też zaoferować współbywalcom jedzenie, którego ugotowaliśmy za dużo (ryż czy makaron), koniecznie trzeba po sobie posprzątać. Co do skandynawskiego stylu bycia: bardzo mi odpowiada jego niewymuszoność i pewien subtelny dystans. Można zamienić kilka słów z ludźmi w kuchni, ale absolutnie nie ma żadnego przymusu, żadnego kompulsywnego bratania się i zawiązywania słowiańskiej plechy. Szwedzi są zdystansowani, nie narzucają się i mogą wydawać się chłodni, ale zagadnięci są zawsze bardzo mili i skorzy do pomocy. Zwłaszcza kiedy czegoś się nie wie, albo nie jest pewnym - zawsze lepiej zapytać, niż brnąć w jakieś dziwne sytuacje. Chyba nie lubią kedy ktoś się czai. Wszyscy mówią po angielsku.&lt;br /&gt;Z Abiskojaure ruszyliśmy w kierunku Alesjaure, zdecydowaliśmy się zrezygnować z Unna Allakas zamiast tego spędzić 2 dni w Nikkaluokta, gdzie mamy dotrzeć za jakieś 9-10 dni (albo w okolicy Kebnekaise). I zaczęło się. 22 km, które pod koniec naprawdę dały nam mocno w kość. Kiedy po przejściu przez dolinę Garddenvaggi i długim trawersie zboczem Gardenvarri (nazwy samskie, można to poznać po końcówce -vaggi, co znaczy dolina oraz -varri - szczyt) zobaczyliśmy jezioro, myśleliśmy, że to już (Alesjaurestugorna leży nad jeziorem Alesjavrri). OKazało się, że to dopiero pierwsze z systemu co najmniej kilku jezior zobaczyliśmy więc dopiero Ribaluokta i Ahpparjavri w oddali. Jest to miejsce zdecydowanie niesamowite: rozległa równina z dwoma dużymi zagrodami dla reniferów na przeciwległych krańcach i wioską samską (najwyraźniej opustoszałą, ale dużą) pośrodku. Wygląda jak koniec świata. Przestrzeń, której nie da się przemierzyć, sama rozległość w najczystszej postaci, gdzie człowiek nie istnieje. Właściwie chodzi nie tyle o rozległość, ile o perspektywę: między szczytami i jeziorem, rodzaj jakiejś gigantycznej bramy. Później długo schodziliśmy do rozlewiska, kamienistą drogą od której strasznie bolały stopy i kolana. Przez chwilę mijaliśmy się z jakimś starszym człowiekiem, Szwedem około 70-tki (jeśli nie więcej), miła postać uśmiechająca się szeroko na nasze pozdrowienia. Jakąś godzinę za Radunjarga (schron) znajduje się przewóz łódką przez jezioro, można zaoszczędzić 6 km. Stoi tam lavvo (saamski namiot przypominający tipi), w którym można się schronić czekając na regulany kurs (10.30, 13.00, 15.30, 17.00 i 19.00). Łódką zarządzają Saamowie z wioski na drugim krańcu jeziora, jest więc maszt z ich flagą (przywiązaną) i prośba po szwedzku i angielsku: jeśli czekamy na któryś z kursów, należy wciągnąć flagę na maszt - zauważy ją wtedy właściciel łódki i będzie wiedział, że nie płynie na darmo. Jest także telefon (!), za pomocą którego można zadzwonić po przewoźnika, jeśli jesteśmy większą grupą (min. 6 osób). Ambitnie postanowiliśmy pójść, bo schronisko już było widać w oddali. I to jest tutaj jeden z problemów - widoczność jest absolutnie nieporównywalna z naszymi stronami ze względu na czystość powietrza. Widzieliśmy oddalone o 6 km schronisko jak na dłoni. Niestety, ostatni odcinek wiódł przez moczary z wieloma strumieniami pozbawionymi mostków.&lt;br /&gt;Resztkami sił dopadliśmy &lt;a href="http://www.stfturist.se/Templates/Pages/FacilityPage.aspx?id=9494&amp;amp;epslanguage=en"&gt;Alesjaurestugorna&lt;/a&gt; (stugorna - schronisko). 8 godzin marszu, z czego pierwsze 4 bez przerwy. Alesjaure jest dużym schroniskiem (właściwie turiststation), z kawiarenką i sklepem w sali z kominkiem, biblioteczką i flagą saamską wywieszoną przed wejściem. Wiele informacji o kulturze i historii Saamów - Alesjaure jest siedzibą letniego wypasu reniferów (czyli na pastwiskach położonych najwyżej), poniżej schroniska widnieje wieś Alisjarvi, z lądowiskiem dla helikopterów, parkingiem dla quadów przy grobli (nie widzieliśmy jednak żadnych wariatów ujeżdżających te pojazdy dla rozrywki - tutaj używa się ich z konieczności, nie dla szpanu; rajdy na quadzie są zatem czymś w rodzaju rozrywkowej jazdy traktorem), małymi domkami i widocznymi szkieletami lavvo. jest to także siedziba sameby, czyli takiego samorządu saamskiego (czyli grupy rodzin związanych wspólnym wypasem reniferów, który jest wciąż na poły nomadyczny, mimo przejściowych problemów na garnicy z Norwegią). Zrobiliśmy zakpuy i nawet nie mieliśmy sił na gotowanie. Wypiłam śmieszne piwo Bla (2,2 procent alkoholu), zjedliśmy cheb Vasa z tuńczykiem i brie... i odkryłam saunę (prawdziwą, szwedzką). Okazała się być uroczym domkiem z cudownym widokiem z okna i potokiem, do którego miłośnicy mocniejszej wersji sauny zbiegają, żeby się zanurzyć w lodowatej wodzie. W jednym pomieszczeniu się rozbiera, w drugim jest zbiornik z  gorącą wodą i wiadra z zimną, a także miski do mycia. W trzecim - oczywiście parówa. W ten sposób bez bieżącej wody można w górach nie tylko zachować idealne standardy higieny ( :-), ale po wyjściu z sauny człowiek naprawdę czuje się jak nowonarodzony. Jak tylko wyszłam stamtąd, zauważyłam ze zdumieniem, że cały ból mięśni zniknął i że jestem kompletnie zregenerowana. Nic dziwnego, że spotyka się tutaj tyle osób z błyszczącymi oczami. A więc sauna nie polega tylko na wylegiwaniu się w strojach kąpielowych (???!!! groteska, ale tak wygląda sauna w parafiańskiej i pruderyjnej Polsce) dla szpanu i zaimponowania kosmetycznymi nowinkami, ale jest jedną z najlepszych i najprostszych rzeczy na świecie. God Bless Scandinavia. (I gdzie ja teraz znajdę prawdziwą saunę po powrocie?) Noc była łatwiejsza.&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7355260327059501819?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7355260327059501819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-ii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7355260327059501819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7355260327059501819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy-cz-ii.html' title='dziennik podróży, cz. II'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1924471352015343101</id><published>2009-08-02T13:30:00.002+02:00</published><updated>2009-08-02T14:12:22.680+02:00</updated><title type='text'>dziennik podróży</title><content type='html'>Uwielbiam prowadzić staroświecki dziennik podróży. Tak było i tym razem, i zamierzam po prostu przepisać moje notatki z niezwykłych 12 dni na dalekiej Północy. Uwaga, maszyna czasu startuje i cofamy się nieco w czasie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Sztokholm, 15/7&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;KRK - Sztokholm. Naprawdę kapitalny hostel na prawdziwej łodzi Rygerfjord Hotel&amp;amp;Hostel: malutkie pokoiki i łazienieczka, ale wszystko bardzo czyste i wygodne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; Jak zwykle super jedzenie w naszej ulubionej Vegetarisk Restaurang Heritage przy Stora Gatan w Gamla Stan. W hotelu Newcastle Brown Ale, jak na Zachodnim Wybrzeżu. Wieczny zachód słońca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;gdzieś nad Abiskojaure, 16/7&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Arlanda-Kiruna. Już przy bramce nr 35, skąd odlatuje samolot Norwegian do Kiruny widać sporo "plecakowców". Lotnisko w Kirunie zapowiada niezły Przystanek Alaska (wychodzi się z samolotu wprost na płytę lotniska i wędruje na własnych nogach do niewielkiego budynku z napisem Kiruna Airport, które wnętrza zdobią poroża łosi i reniferów). A jednak przed budynkiem czeka na nas autobus (Flygbuss), który zawozi nas do centrum, na stację autobusową i kolejową, które są oddalone od siebie o kilka kroków, ale kierowca zajeżdża starannie w każde z tych miejsc leżących o 200 metrów dalej (z tym, że stacji kolejowej do centrum jest 200 metrów pod górę). Zamiast czekać na IC do Narviku o 14.16, decydujemy się na znalezienie autobusu (i tak jeszcze muszę zrobić drobne zakupy, w rodzaju odebranej nam na lotnisku butli gazowej oraz niezbędnego płynu do soczewek). I mapa - zakupiona w końca w Kiruna Turistbyro (albo czymś w tym rodzaju). OKazuje się, że autobus Kiruna - Narvik przez Abisko Turiststation odjeżdża z dworca o 14.45, więc dochodzimy do wniosku, że autobus będzie tańszy niż IC. Po drodze obserwuję akcję wychowawczą: jakaą kobieta próbuje odebrać i wyrzucić puszkę z piwem (prawdziwym, bo w czarnych kolorach) jakiemuś menelowi (pracownica socjalna? krewna? przyjaciółka? raczej się nie dowiem). Akcja nie kończy się powodzeniem, a menel chce nam zrobić zdjęcie naszym aparatem (ale oczywiście nawet w bezpiecznej Szwecji jest to numer nie do przejścia). W pobliżu zatem musi być gdzieś Systembolaget, czyli sposób Szwedów na stygmatyzację tych, którzy kupują alkohol (zawsze, kiedy kupuję tam jakieś wino, albo normalne, a nie 3,5 procentowe piwo, sama czuję się jak osoba z marginesu społecznego - do niedawna "te" sklepy miały zasłonięte szyby, a ich nazwa nie ma nic wspólnego z alkoholem, jak tłumaczyli mi znajomi). Możę jednak jest w tym jakiś sens, myślę, gotowa po raz kolejny na przyjęcie Szwecji taką, jaką jest. Take it easy - to w końcu naczelne motto podróży.&lt;br /&gt;Budynek dworca autobusowego mieści także bibliotekę (!!!), miły barek samoobsługowy (kawa do bani, ale cookies, mmm!) i stację załadunku towarów (niektóre autobusy mają coś w rodzaju wielkich bagażników z tyłu i najwyraźniej pełnią też funkcję towarowych). Ładujemy się z jakimiś Niemcami odzianymi od stóp do głów w Jacka Wolfskina i obwieszonymi sprzętem, wyglądają jak komandosi, muskularni i z krotko przystrzyżonymi włosami. Po drodze zaczyna mocno padać ("showers" głosiła prognoza poody podejrzana gdzieś na lotnisku), zacierają się kontury szczytów i trochę zastanawiam się, jak to będzie. Postanawiam jednak zaufać instytnktowi: jak tylko podczas lądowania wyłonił się z chmur kawałek ziemi, poczulam niewzruszoną pewność, że jest tutaj bosko, że to miejsce, o którym zawsze marzyłam. Coś w tym jest - kiedy wysiadamy po 80 minutach w &lt;a href="http://www.abisko.nu/sommar/intro/index.asp"&gt;Abisko Turiststation&lt;/a&gt;, słońce zaczyna przezierać przez opary i oczywiście nad jeziorem Tornetrask pojawia się tęcza. Nie mogę, niestety, znaleźć znajomych ujęć z &lt;a href="http://www.abisko.nu/sommar/intro/index.asp"&gt;web kamerki&lt;/a&gt; (wpatrywałam się w nią przez ostatni rok, a w ciągu ostatnich miesięcy prawie codziennie). To rzeczywiście olbrzymia stacja, z restauracją, sklepem zaopatrzonym we wszystko, czego potrzeba trekkerom na szlaku, włącznie z nartami (!) i z kawą na wynos, którą wypijam (nareszcie kawa z maszyny!!) zwiedzając budynek. Nie zostajemy jednak długo. Zasięgamy języka i mimo, że  zdaniem miłego pana w recepcji do schorniska Abiskojaure jest 4 godziny marszu, ruszamy na nasz wymarzony &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Kungsleden"&gt;Kungsleden&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Tundra jest niesamowita: nie byłam przygotowana na takie bogactwo barw i zapachów. Wędrujemy przez zagajnik brzozowy przetykany podmokłymi łąkami, mijamy kanion Abiskojakka, obozowisko w lasku. Decydujemy jednak iść tak daleko, jak się da i rozbić się tuż przed schroniskiem. Po drodze widzimy opustoszałą osadę (przypuszczalnie Samów) z domkami pokrytymi darnią, zaraz za wioską ktoś rozbił namiot - rozbijamy się więc i my jakieś 20 minut marszu dalej. Pierwsza noc pod namiotem w głuszy jest zawsze trudna, każdy dźwięk wydaje się być wyjątkowy. Zaczyna padać deszcz, raz mocniej, raz słabiej. Kiedy wychodzę z namiotu o 1.30 jest tak samo jasno, jak kiedy się kładliśmy. Absolutna cisza. Pada deszcz i świeci słońce.&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1924471352015343101?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1924471352015343101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1924471352015343101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1924471352015343101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/08/dziennik-podrozy.html' title='dziennik podróży'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3485244451210254700</id><published>2009-07-27T18:47:00.002+02:00</published><updated>2009-07-27T18:54:52.201+02:00</updated><title type='text'>tundra experience!</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Po mniej wiecej 10 dniach pod namiotem w tundrze (takiej bardziej gorskiej) i kompletnie poza zasiegiem cywilizacji technicznej (nie liczac stanowiska komputerowego z Internetem w Kebnekaise Fjallstation) wracam absolutnie szczesliwa. To bylo niesamowite doswiadczenie, okazuje sie, ze przez cale zycie tesknilam za daleka Polnoca, tylko o tym nie wiedzialam (no moze ostatnio troche bardziej to przeczuwalam). A teraz sauna w hotelu Scandic w Kirunie (choc najfajniejsze byly sauny po 7 godzinach marszu z dosc ciezkim plecakiem, w schroniskach pozbawionych biezacej wody, ale za to z dostepem do zimnego, gorskiego strumienia, jak w Alesjaurestugorna). O tym wszystkim bedzie oddzielnie, jak juz zrzuce tysiac zdjec i bede wreszcie przy moim wlasnym Maczku z odpowiednia klawiatura. Poki co, jeszcze losie i renifery zagladaja do okien (prawie) i czuje zapach tundry, od ktorego chyba sie uzaleznilam. Wracam tutaj w zimie na narty. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3485244451210254700?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3485244451210254700/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/tundra-experience.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3485244451210254700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3485244451210254700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/tundra-experience.html' title='tundra experience!'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1012465998536039137</id><published>2009-07-16T09:39:00.002+02:00</published><updated>2009-07-16T09:46:26.083+02:00</updated><title type='text'>Laponia coraz blizej</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zabawiaja nas spoty reklamowe wyswietlane na monitorach kioskow internetowych na lotnisku Arlanda, z losiami, ponurymi Skandynawami i reniferami w glownych rolach - nawet ogladajac ten sam spot z losiem na stanowisku pracy po raz trzeci smiejemy sie nieprzytomnie. Troche chyba po to, zeby odreagowac mape pogody podejrzana gdzies na monitorze po drodze, pogodynka z szerokim, szwedzkim usmiechem pokazywala daleka Polnoc pokryta chmurami, z ikonka z wieloma kroplami i temperatura 14 stopni C (to w dolinach, bo tysiac metrow wyzej ma byc... 3 stopnie i deszcz ze sniegiem w sobote). Przed chwila widzielismy faceta z nartami, wiec cos w tym jest? Coz, nie ma juz raczej odwrotu, za 45 minut samolot do Kiruny i witaj przygodo. Na poczatek trzeba kupic butle gazowe, ktore okazaly sie byc jednym z tych artykulow, ktorych nie mozna przewozic na pokladzie samolotu (skadinad logiczne!) i naprawde nie wiem, jak to sie stalo, ze puscili je w bagazu przez kontrole (?) w Balicach. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1012465998536039137?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1012465998536039137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/laponia-coraz-blizej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1012465998536039137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1012465998536039137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/laponia-coraz-blizej.html' title='Laponia coraz blizej'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-6171504238875061805</id><published>2009-07-15T21:29:00.003+02:00</published><updated>2009-07-16T09:39:45.199+02:00</updated><title type='text'>Ryggerfjord</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zalogowani w hostelu na lodzi, darmowy Internet, ale zwariowana klawiatura i jestem zbyt zmeczona, zeby poszukac polskiej klawiatury. Jest 21.30, zupelnie jasno i nie moge sie przyzwyczaic. Lowie dzwieki, zwykle w podrozy wyostrza mi sie sluch i wech. Odnalezlismy ulubiona vegetarisk restaurang przy Stora Nygatan na Gamla Stan, czyli tutejszej starowce i teraz objedzona nieprzytomnie, pije miejscowe piwo z widokiem na zatoke.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-6171504238875061805?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/6171504238875061805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/ryggerfjord.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6171504238875061805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6171504238875061805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/ryggerfjord.html' title='Ryggerfjord'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1467533497276694883</id><published>2009-07-14T21:04:00.004+02:00</published><updated>2009-07-14T21:19:02.353+02:00</updated><title type='text'>już jutro!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;iframe marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=113262868315807443829.00046dde1d507f7bad45c&amp;amp;ll=59.321301,18.058776&amp;amp;spn=0,0&amp;amp;t=h&amp;amp;output=embed" frameborder="0" height="350" scrolling="no" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;View &lt;a href="http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=113262868315807443829.00046dde1d507f7bad45c&amp;amp;ll=59.321301,18.058776&amp;amp;spn=0,0&amp;amp;t=h&amp;amp;source=embed" style="color: rgb(0, 0, 255); text-align: left;"&gt;Rygerfjord Hotel &amp;amp; Hostel&lt;/a&gt; in a larger map&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że jutrzejszy wieczor spędzimy już w naszym hostelu na łodzi w Sztokholmie, a później... dzikie ostępy. Oczywiście pomyliłam się o jeden dzień i dopóki nie wydrukowałam biletow lotniczych, byłam swięcie przekonana, że startujemy 14.07. Po drodze spotkamy się z Matsem i Anną oraz Katją i Miriam, jak zwykle w Szwecji, kiedy przejeżdżamy przez Sztokhom i spędzamy tam więcej niż kilka godzin - ech, to w końcu im zawdzięczamy szwedzkiego bakcyla, bo pomysł na wędrówkę na Północy powzięliśmy gdzieś między wybrzeżem Bałtyku w okolicach Trosy a spokojnym jezioremw Ornskoldsvik (znacznie bardziej na północ). Pomysł dojrzał ostatecznie podczas bojowej i pamiętnej wyprawy z Andersem w lutym 2008 do Jokkmokk i teraz na sofie piętrzy się stos, który jutro trzeba będzie zmiescić w dwóch plecakach (z namiotem i sprzętem biwakowym włącznie!). Podobno w Abisko Turiststation jest internet, ale niewykluczone, że podążymy od razu do Abiskojaure i tam zapewne zostanę odcięta od netu na co najmniej tydzień (pod Kebnekaise, czyli w Fjallstation pod szczytem jest jakiś dostęp).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1467533497276694883?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1467533497276694883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/juz-jutro.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1467533497276694883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1467533497276694883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/juz-jutro.html' title='już jutro!'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-9150284660113817469</id><published>2009-07-10T21:47:00.002+02:00</published><updated>2009-07-10T21:55:03.496+02:00</updated><title type='text'>jeszcze trochę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już zaczęłam pakowanie oraz intensywny nasłuch: codziennie śledzę, jak wygląda okolica &lt;a href="http://www.abisko.nu/sommar/englishpages/index.asp#"&gt;Abisko Station&lt;/a&gt;, sprawdzam prognozy i pogodę, sprawdzam po kolei schroniska na trasie, jednym słowem, nie mogę się doczekać. Już we środę ruszamy via Sztokholm do Kiruny a później w Góry Skandynawskie, na sam ich północny kraniec, za krąg polarny. Tygodniowy trekking odcinkiem Kungsleden (Szlakiem Królewskim) pewnie się przedłuży, bo chcemy zboczyć także do schroniska Unna Allakas i może przejść 2 km dalej, już do Norwegii. Generalnie trasa wygląda tak oto: z &lt;a href="http://www.svenskaturistforeningen.se/en/Discover-Sweden/Facilities-and-activities/Lappland/Abisko-Kebnekaise-mountains/Abisko--Nikkaluokta/Map/"&gt;Abisko Turisstation do Nikkaluokta&lt;/a&gt;, przez Unna Allakas i może Cunojarvi (już po stronie norweskiej), z małym przystankiem wokół najwyższego szczytu Gór Skandynawskich, Kebnekaise (pokrytego lodowcem!), które wysokość, ze względu na topnienie pokrywy lodowej, nieustannie ulega modyfikacji. Jeśli będziemy mieć szczęście, to trafimy do wiosek saamskich w okolicy Singi, Unna Allakas i Nikkaluokta. Ciekawe, co na to renifery.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-9150284660113817469?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/9150284660113817469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/jeszcze-troche.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9150284660113817469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9150284660113817469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/jeszcze-troche.html' title='jeszcze trochę'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-9045028068064524170</id><published>2009-07-09T18:55:00.004+02:00</published><updated>2009-07-09T19:05:51.590+02:00</updated><title type='text'>D90</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SlYhW1vPCpI/AAAAAAAAEEs/7swuaGS1KCA/s1600-h/DSC_0003.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 266px; height: 177px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SlYhW1vPCpI/AAAAAAAAEEs/7swuaGS1KCA/s320/DSC_0003.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356505483069819538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To oczywiście musiało być pierwsze zdjęcie z nowej serii. Nowe otwarcie, bo po pierwsze: Nikon D90 z Nikkorem 18-200 leży na półce (tzn. spoczął przed chwilką, po małej sesji wstępnej, jak zwykle, chmury, kot, widok z balkonu itp.), po drugie: właśnie zakwitła jedna z moich róż, którą pieczołowicie staraliśmy się odratować po sklepowych torturach. Nie wiem, co bardziej mnie ucieszyło. Aparat, to jakby wrócił do domu ktoś bliski i jakby znowu wszystko było na swoim miejscu. Jest coś przyjemnie zmysłowego w fotografowaniu, jakiś rodzaj radości eksploracji, być może również potrzeby zatrzymania, ale w dobie lustrzanek cyfrowych, kiedy równie łatwo można rozstać się z tym, co zatrzymane (albo raczej to, co zatrzymane jest nader iluzoryczne) wszystko to jawi się nieco inaczej. W każdym razie harówa ostatnich mesięcy okazała się wreszcie spełnieniem (bo pracy pozbawionej sensu zupełnie bym się nie podejmowała).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-9045028068064524170?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/9045028068064524170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/d90.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9045028068064524170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9045028068064524170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/d90.html' title='D90'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/SlYhW1vPCpI/AAAAAAAAEEs/7swuaGS1KCA/s72-c/DSC_0003.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2801446327270446911</id><published>2009-07-06T22:02:00.003+02:00</published><updated>2009-07-06T22:24:48.782+02:00</updated><title type='text'>blokowiska, korporacyjne polityki, dzikie życie w mieście</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po Amsterdamie natychmiast nastąpiły dwie podróże w znacznie bliższe rejony: jedna do Nowej Huty (a właściwie do Mogiły), a druga do Jastrzębia Zdroju (nie licząc godzinnego pobytu w Nowym Sączu w piątek rano). Co natchnęło mnie dość przewrotną wizją: blokowiska z lat 70-tych są przyjemniejszym środowiskiem życia niż nowe osiedla z pierwsych lat nowego tysiąclecia. Zarówno przejeżdżając przez Bieżanów do Mogiły (egzotyczny wariant ominięcia centrum miasta oraz Nowohuckiej), jak i spacerując po Jastrzębiu Zdroju, nie mogłam się oprzeć smutnej konstatacji, że zasadzone te blisko 30 lat temu drzewka, krzewy i trawniki zdążyły urosnąć, że ktoś w ogóle zostawił dla nich przestrzeń, że odległość między budynkami planowano dość hojnie (nawet, jeśli wielka pyta nie zachwyca) i że da się tam oddychać. Najnowsze osiedla w większości składają się z parkingów, budynki ścieśnione są maksymalnie (a jak oglądałam kilka mieszkań przed dwoma laty, to zastanawiałam się, kto kupuje 60-cio metrowe "trzypokojowe" z pokojem wielkości niespełna 10 m2), każdą woną przestrzeń wypełniają samochody, a zieleń zostala zredukowana do rachitycznych pniaczków ozdobionych pędzelkami "ozdobnych" liści (cala energia idzie za to na staranne przycinanie trawników, które nigdy nie mają czasu odrosnąć). Polska jest krajem, w którym nic nie jest takie, jakie wydaje się być - jakaś nieustanna gra pozorów. Blokowisko na Bieżanowie oraz stara Nowa Huta są lepszymi miejscami do oddychania niż duża część Ruczaju (nas ratuje zespół łąk tyniecko-pychowickich oraz dolina Wisły, ale jak długo?). Rzekomo "wypasione" apartamentowce są małymi więzieniami dla miłośników masochistycznych, perwersyjnych przyjemności (jak najnowszy koszmar, który firma Univers właśnie skończyła w bólach przy Bobrzyńskiego - budynek otaczają wyłącznie wybetonowane podajzdy, parkingi i poręcze). A jednak nawet tutaj kryją się niespodzianki. Tęskniąc za chłodniejszym powiewem na balkonie, usłyszałam kilka dni temu sowę. A raczej cae stadko sów nawołujących się po nocy. Nie przejmują się ani ruchliwą Bunscha ( z wariatami na motocyklach), ani zabetonowaną (i pustą) "Lizboną", ani nami. Żyją tam, gdzie żyły (przypuszczalnie w starym drzewostanie otaczającym cmentarz przy drugiej części Czewronych Maków). Być może nawet uważają wykończoną, ale niezupełnie sprzedaną Lizbonę za piękny prezent dla sów. "Mili ci ludzie, takie ładne, duże budki dla sów zbudowali" - tak chyba jakoś brzmą te wysokie sowie kwilenia około północy.&lt;br /&gt;A między podróżami gruntowanie zapoznaję się z korporacyjną polityką Nikona. D80 już niedostępne w sprzedaży, są D90 - oczywiście znacznie droższe, bo z nową matrycą. Nie ma tego modelu nigdzie - od Londynu po Kraków. W niektórych sklepach nie można zaś kupić D90 z obiektywem innym, niż ten proponowany w zestawie przez sklep. Zdarza się też, że nie ma samego body D90 "na sklepie". Kiedy będzie? Za tydzień. I tak wygląda prawda o galopującym konsumeryzmie - w tym kraju nawet wydanie dużych pieniędzy nie jest łatwe (nie jest też przyjemne). Albo też wszyscy w dobie kryzysu rzucili się na aparaty fotograficzne z wyższej półki. Gra pozorów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2801446327270446911?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2801446327270446911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/blokowiska-korporacyjne-polityki-dzikie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2801446327270446911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2801446327270446911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/blokowiska-korporacyjne-polityki-dzikie.html' title='blokowiska, korporacyjne polityki, dzikie życie w mieście'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1823556842345216851</id><published>2009-07-02T22:11:00.003+02:00</published><updated>2009-07-02T22:42:03.793+02:00</updated><title type='text'>wakacje?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I to mają być wakacje? 3 dni w pozbawionych klimatyzacji salach konferencyjnych University of Amsterdam? Najwyraźniej tak, bo wróciłam jakoś wypoczęta - zupełnie niespodziewanie dla mnie samej zresztą. Prosto w lipiec. Nie wiem, czy to dobra chwila na pisanie bloga. Jutro muszę wstać o 4.50 i wyjechać w sprawach, wrócić prawie prosto na zajęcia o 18.20) Po podróży pociągiem z Amsterdamu (EC "Jan Kiepura" bardzo wygodny, choć oczywiscie potwornie drogi) przez Warszawę do Krakowa - IC "Norwid" z pastuchem od kóz przebranym za kierownika pociągu, przepraszam pastuchów, pardon, nie, to była po prostu słoma, którą się wkłada do butów albo onuce Armii Czerwonej w czystej postaci, albo może koleś po prostu był z Włoszczowej: NIGDY tak się jeszcze na nikogo nie wydarłam. Po kolei (nomen omen) jednak. Otóż pociąg z Amsterdamu spóźnił się jakieś 90 minut i uciekł mi IC, na który miałam miejscówkę (mój bilet bowiem składał się z dwoch części: biletu na "Jan Kiepura" Amsterdam - Warszawa oraz miejscówki na Warszawa - Kraków, na której kasa sprzedająca bilet napisała "ważne z biletem relacji Amsterdam - Warszawa Centralna" i potwierdziła to pieczątką). Kiedy więc uciekło mi połączenie, w naiwności swojej pomyślałam, że skoro a) cała wyprawa kosztowała nieco ponad 300 EUR, b) w Centrum Obsługi Klienta nie zdążyłam załatwić nowej miejscówki c) Intercity zapewnia nas na okrągło o swojej dbałości o podróżnych, to mogę po prostu wsiąść do następnego pociągu do ukochanego grodu ze smokiem wawelskim pod spodem i wytłumaczyć całą sprawę (zwłaszcza, że przytomnie zadbałam o potwierdzenie opóźnienia w pociągu z Amsterdamu, wraz ze stosowną pieczątką kierownika tegoż pojazdu). Rozbestwiona jednak Amsterdamem (i w ogóle zgniłą kulturą Zachodu, w której Ci Straszni Hipokryci Uśmiechają Się Do Człowieka i Są Mili) nie wzięłam pod uwagę miejscowego czynnika ludzkiego w postaci wspomnianych onuc vel słomy. I się zaczęło. Kiedy po 3 nieudanych próbach wyjaśnienia sytuacji Panu Kierownikowi Pociągu (bo nie rozumiał i za każdym razem musiałam zaczynać od nowa), ten w końcu zaczął sugerować, że podrobiłam pieczątkę agencji, w której kupowałam bilet oraz że "musi sporządzić protokół i dostanę wezwanie, jeśli nie zapłacę za bilet do Krakowa" wstąpił we mnie, nie da się ukryć, diabeł (bez wątpienia takowy byt zatem istnieje, co niniejszym poswiadczam i ja, i zapewne Pan Kierownik Pociągu, bo sądzę, że na długo tę falę dźwięku zapamięta). Poczułam tyko czysty przepływ energii w postaci uchodzących ze mnie dźwięków w formie słów niemiłych i ulgę (nawet na scenie nie operuję takimi natężeniami, a wiadomo, że w kwestii "volume" daję radę). Kolejarze zostali z rozdziawionymi paszczami i kiedy później sprawdzali bilety, nawet słówkiem nie pisnęli o żadnych protokołach, a nawet posunęli się do quasi przeprosin w formie "bo kierownik nie wiedział, ale już to sprawdza". Ufff, miałam szczytny cel nie latania samolotami, jeśli nie jest to konieczne (dalej mam taki plan), ale zanim podejmę ryzyko dekompresji via PKP Intercity, to mocno się zastanowię.&lt;br /&gt;I taki był powrót po 3 dniach, i zawsze mnie spotyka to samo, i już nad tym lamentowałam, i znowu łzy mi się cisnęły do oczu (z wściekłości!), że jeszcze tu mieszkam. I dlaczego ja tutaj mieszkam? Nie wiem, będę to powoli zmieniać.&lt;br /&gt;Amsterdamu jednak nie lubię aż TAK. Wszechobecne coffee shopy z zamuloną blantami publiką oraz smart shopy ze stuffem adresowanym do japiszonów jakoś mnie nie kręcą, to wszystko oparte na jakiejś cynicznej kalkulacji, a dzieciaki faktycznie dość zniszczone (podobnie jak niedobitki hippisów dożywające późnej starości na sprzedaży tandety z Azji na Watersplein). Albo może było za gorąco.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1823556842345216851?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1823556842345216851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/wakacje.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1823556842345216851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1823556842345216851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/07/wakacje.html' title='wakacje?'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1209889702189783226</id><published>2009-06-26T22:19:00.002+02:00</published><updated>2009-06-26T22:44:30.964+02:00</updated><title type='text'>no proszę!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Caałe 7 dni! Nic dziwnego - egzaminy, kolokwia, prace itp., w zasadzie w kółko. Sesja jest jeszcze bardziej uciążliwa po mojej stronie katedry, już na to narzekałam i nie będę więcej. A jednak... hurrrrrra! nareszcie wakacje! (prawie, bo w poniedziałek Amsterdam i konferencja "Ends of TV")&lt;br /&gt;Najchętniej siedziałabym na balkonie i oglądała ulubione seriale: o chmurach (ostatnie dni to burze przychodzące ze wschodu, co jest całkowitą anomalią), o srokach (jak młoda sroka goni swoich rodzicieli z rozdziawionym dziobem i krzycząc wniebogłosy), o pleszkach (jak biją się ohydnie wrzeszcząc pod samochodami na parkingu poniżej), o szerszeniu (najwyraźniej, bestia, szuka miejsca na gniazdo w najbliższej okolicy) i o roślinach (róża z Tesco już powoli odchorowuje spektakularne "kwitnienie" wymuszane końskimi dawkami azotu, jakimi traktuje się rośliny w szklarniach i sklepach, żeby "ładnie" wyglądały - wprawne oko dostrzeże w tym wyłącznie przedśmiertne rumieńce, wiadomo, że rośliny uratowane z tych tortur później ciężko odchorują i będą wracały do zdrowia baaaardzo długo, czasem nawet cały rok, jak druga z moich róż). Tęsknię za Słowacją i słowackim, to najpiękniejszy język na świecie. Czytam więc sobie &lt;a href="http://www.literarnyklub.sk/poviedka-na-piatok/"&gt;poviedky na piatok&lt;/a&gt; i jestem dozgonnie wdzięczna Kolomanowi Kerteszowi Bagali za całość literarneho klubu. Powinnam robić coś zupełnie innego, ale co poradzić na miłość...&lt;br /&gt;Wczoraj zmarł Michael Jackson, to strasznie smutne, rodzaj ukrzyżowania na oczach całego świata za pomocą showbiznesu. Mądrala w TVN orzekł, że Jackson 5 nigdy nie zdobyli "takiej" sławy - jasne, dla nich zawsze historia zaczyna się wczoraj.Ktoś ze znajomych na Facebooku wrzucił dzisiaj &lt;a href="http://www.facebook.com/ext/share.php?sid=108177780961&amp;amp;h=eGlHl&amp;amp;u=1freH&amp;amp;ref=nf"&gt;to&lt;/a&gt;, niech tak zostanie. Niech MJ zostanie posłonecznej stronie, May He Stay in Peace, kimkolwiek był, niech żyje w Jamiroquai i innych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1209889702189783226?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1209889702189783226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/no-prosze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1209889702189783226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1209889702189783226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/no-prosze.html' title='no proszę!'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-765587086738874726</id><published>2009-06-19T22:41:00.002+02:00</published><updated>2009-06-19T22:58:59.746+02:00</updated><title type='text'>black out</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sądząc z kalendarza, znowu tygodniowa przerwa. W dodatku trudno coś konkretnego na temat tego tygodnia powiedzieć: kiedy studiowałam, to wydawało mi się, że sesja jest ciężka dla studentów, teraz widzę, że równie upiorna jest po drugiej stronie katedry. Whatever.&lt;br /&gt;Czasem mam wrażenie, że wszyscy upchnięci jesteśmy w jakiejś szczelnie zakorkowanej butelce i szukamy dróg wyjścia, ale jest tylko jedna, i jedyne co można, to kręcić się w kółko udając, że to zabawne i ciekawe. Wiem też na szczęście, że ten stan ma dużo wspólnego z migreną, a mało z rzeczywistością. Pierwsza prawdziwa migrena w moim życiu (no, może druga). Jest co świętować. Teraz druga połowa głowy oraz inne zaburzenia wzroku.&lt;br /&gt;Co ciekawe, po całkiem udanym koncercie, który miał właściwie być czymś innym. Ale też nic dziwnego, po koncercie właściwie mnie nie ma, albo to nie ja jestem. Kultura klubowa wciąż nie dla mnie, ale ciepły, duszny wieczór przy stoliku usytuowanym w oknie Eszewerii, prawie na ulicy Józefa, ciągle ruchliwej o północy, będzie miłym wspomnieniem teraz i zawsze.&lt;br /&gt;W chwili przerwy od migreny wypad na wykład &lt;a href="http://www.interface.ufg.ac.at/christa-laurent/"&gt;Christy Sommerer&lt;/a&gt;, jak się okazuje zawdzięczamy to - prócz ekipy Art Boom - także Joannie! Ostatecznie więc spędzamy uroczą godzinkę w Słodkim Wentzlu z Joanną, samą artystką i w dobrze znanym, miłym gronie osób zabieganych do granic możiwości, które jak już znajdą się w jednym miejscu, to nikt nie pokona ich w gadulstwie i które nigdy nie muszą sobie opowiadać, co się wydarzało od ostatniego spotkania, bo nieciągłość jest naturalnym stanem bycia. To lubię najbardziej, zaraz po truskawkach i możliwości kontemplacji  ciepłej nocy na balkonie w piżamie.&lt;br /&gt;Jutro Lenny Kravitz nad Wisłą (scena całkiem fajnie się prezentuje, z rzeką pośrodku!), w wersji raczej deszczowej, możliwe, że pokonam obawę przed dzikim tłumem, żeby sprawdzić, czy będzie boska perkusistka ze starego, dobrego składu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-765587086738874726?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/765587086738874726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/black-out.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/765587086738874726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/765587086738874726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/black-out.html' title='black out'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-3939155717991354</id><published>2009-06-14T09:35:00.008+02:00</published><updated>2009-06-14T10:36:47.803+02:00</updated><title type='text'>zbiorczo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawie tygodniowa przerwa i mnóstwo refleksji, spostrzeżeń, wrażeń i emocji, którym pozwalam rozpuścić się w przestrzeni. Jak znakomita (zaległość!) &lt;a href="http://www.muzeum.krakow.pl/NewsItem.107.0.html?&amp;amp;tx_ttnews%5Btt_news%5D=2150&amp;amp;tx_ttnews%5BbackPid%5D=147&amp;amp;cHash=8e162c5205"&gt;wystawa fotografii Weegee'ego &lt;/a&gt;w Muzeum Narodowym w Krakowie (coraz częściej wolę chodzić tam niż do Bunkra Sztuki; nie inaczej i tym razem - wystawa fotografii Witkacego w tejże instytucji okazała się porażką, bo przecież dzisiaj ekspozycja w galerii nie powinna polegać tylko na powieszeniu fotografii, co świetnie pokazuje także  &lt;a href="http://http//www.mck.krakow.pl/view.php?idt=1&amp;amp;idm=447"&gt;"Bauhaus XX- XXI. Dziedzictwo wciaż żywe"&lt;/a&gt; w Międzynarodowym Centrum Kultury, gdzie wystawa oznacza pewną zaaranżowaną opowieść). Jak "Obywatel Havel" w ramach przeglądu wyszehradzkiego - można Czechom tylko pozazdrościć i Havla, i reżyserów tego świetnego dokumentu: Jenka i Kouteckiego (tylko dlaczego w Polsce przyjęła się fatalna praktyka tłumaczenia wyłącznie z angielskich napisów, z zupełnym ignorowaniem języka oryginału?? Co to, brakuje polskich bohemistów albo czeskich polonistów w Krakowie?? w ten sposób sporo językowych smaczków ucieka i film sporo traci, jeśli nie rozumie się czeskiego - tak samo było z rosyjskim w przypadku filmu "Leningrad: Man Who Sings", na co już narzekałam. Choć można też uznać, że w Krakowie czeski się rozumie...). Jak rozpoczęty świeżo &lt;a href="http://www.artboomfestival.pl/"&gt;Art Boom&lt;/a&gt;, którego kolejne odsłony na razie budzą u mnie mieszane uczucia, ale o tym oddzielnie, kiedy zobaczę więcej, to może wrażenia też ulegną zmianie. Na razie z kilku zobaczonych rzeczy jedna na plus (przedpołudniowa część dyskusji o sztuce aktualnej w przestrzeni publicznej w Narodowym, głównie dzięki świetnemu wykładowi Adama Budaka), reszta na minus z różnych względów (pomysł projekcji zapisu prac Teresy Murak na mur Wawelu może dobry koncepcyjnie, ale efekt opłakany, bo faktura muru sprawia, że film takiej sobie jakości jest jeszcze gorszy i niewiele widać; Paul Slocum - porażka, chyba że ktoś jest zagorzałym fanem Atari (czy samo stosowanie algorytmu w sztuce w ogóle jest jeszcze czymś odkrywczym???); bilboardy Karoliny Kowalskiej - tak sobie, w szalenie zróżnicowanym dziisaj środowisku reklamowym takie dzialania stają się konwencjonalne i w gruncie rzeczy aż tak bardzo nie odstają od co bardziej kreatywnej reklamy, zwłaszcza tej "serialowej", gdzie wstępem często są abstrakcyjne formy mające przykuć uwagę).  Trzeba jednak od razu dodać, że sama idea festiwalu super, bo dzięki temu można sobie wiele rzeczy przemyśleć i daje mnóstwo inspiracji. Poza tym wracaliśmy wczoraj z wieczornego "performance'u" Slocuma (ten cudzysłów to dlatego, że trudno orzec, dlaczego artysta nazywa to właśnie performancem) i cały Kraków jawił się jako jedno wielkie zdarzenie - lubię, kiedy miasta się zdarzają, a nie po prostu są: zatłoczony do granic możliwości Rynek, kłębiąca się bardzo różna publika (od koneserów sztuki wspołczesnej po przysłowiowych pijanych Anglików przez szkolne wycieczki, miejscowych bywalców i zmęczone kelnerki w ogródkach), otwarte okienka z kebabami, ładnie oświetlone i ukwiecone ogródki, ciepłe powietrze, scena piosenkowo-charytatywnej zadymy Anny Dymnej, jaieś sztuczne ognie i ciągnący się po nich ulicami dym i smród, merenge w knajpie na statku, dzieczyny na ławkach tańczące do latynoskich rytmów dochodzących z łajby - w tym wszystkim projekcja Teresy Murak miała jednocześnie jakieś swoje miejsce, ale też niczego nie zmieniała. Jeśli chodzi o mnie, tak jest dobrze. Niech tak zostanie. Niech to miasta się zdarza i zderza, i niech żyje, nawet jeśli nie wszystko mi się podoba (smród po sztucznych ogniach!), niech mnie zaskakuje - niech będzie W RUCHU. I tak było wczoraj.&lt;br /&gt;A naprawdę miało być o chorobie. O jej przemysłowej obróbce przez szpital - miejsce skazania na podległość procedurom, miejsce, gdzie ciało staje się statystyką i jest mechanicznie przesuwane przez kolejne etapy taśmy: sala przedoperacyjna, blok operacyjny, sala pooperacyjna. Znikają ludzie, zamieniają się w ciała poddane mechanicznej obróbce. Szpital to złowieszczy System w najczystszej postaci. Symptomatyczne jest to, że nie sposób dowiedzieć się nigdy, co i konkretnie kiedy będzie się działo - skoro już tam się jest, to przecież wszystko jedno, prawda? Jeśli jest jakieś miejsce kompletnie zdehumanizowane (i nie ma znaczenia, że czasem trafi się na miłą pielęgniarkę czy lekarza) to właśnie szpital. Dlatego zostawienie bliskich w szpitalu samym sobie jest chyba jakimś potwornym okrucieństwem.&lt;br /&gt;Dla podniesienia na duchu &lt;a href="http://www.nytimes.com/2009/06/14/us/14chef.html?_r=1&amp;amp;th&amp;amp;emc=th"&gt;niedzielna prasówka&lt;/a&gt;. Ovoo, zgadzam się, że żywność jest kluczem do wielu spraw - nasz najświeższa historia to zbieractwo (bez łowiectwa oczywiście): odkryliśmy fantastyczne poziomkowe zagłębie między Harbutowicami a Myślenicami (od jakiegoś czasu już podejrzewałam, że trasy w niskich górkach podkrakowskich mają wiele uroku) oraz wróciliśmy z całkiem niezłym zbiorem kozaków i maślaków. A że dopadła nas po drodze burza - nie pierwszy raz i nie ostatni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-3939155717991354?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/3939155717991354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/zbiorczo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3939155717991354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/3939155717991354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/zbiorczo.html' title='zbiorczo'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-957646827614102061</id><published>2009-06-08T20:43:00.001+02:00</published><updated>2009-06-08T20:45:37.665+02:00</updated><title type='text'>politycznie, again</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby nie było niepozorumień i żeby sprostować idiotyczny przekaz "W Krakowie wygrał PiS". Nie wygrał. Wygrał w okręgu 10 (Małopolska i Świętokrszykie). W Krakowie zaś jest tak:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;"Dla niezorientowanych mieszkańców innych miast niż Gród Kraka &lt;br /&gt;przedstawiamy wyniki wyborów dla Miasta Krakowa:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://pe2009.pkw.gov.pl/PUE/PL/WYN/W/126101.htm" target="_blank"&gt;pe2009.pkw.gov.pl/PUE/PL/WYN/W/126101.htm&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I proszę nie mylić ich z wynikami okręgu małopolsko-świętokrzyskiego &lt;br /&gt;(tak jak robią to wszystkie stacje radiowe i TV)"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co za ulga.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-957646827614102061?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/957646827614102061/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/politycznie-again.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/957646827614102061'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/957646827614102061'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/politycznie-again.html' title='politycznie, again'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4548786479040149823</id><published>2009-06-05T00:51:00.001+02:00</published><updated>2009-06-05T00:51:50.618+02:00</updated><title type='text'>i jeszcze jedna przyjemność</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.krakowfilmfestival.pl/blog/czytaj/news/40"&gt;nagrody Krakowskiego Festiwalu Filmowego&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4548786479040149823?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4548786479040149823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/i-jeszcze-jedna-przyjemnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4548786479040149823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4548786479040149823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/i-jeszcze-jedna-przyjemnosc.html' title='i jeszcze jedna przyjemność'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-707519417525189873</id><published>2009-06-05T00:32:00.002+02:00</published><updated>2009-06-05T00:36:25.471+02:00</updated><title type='text'>małe przyjemności dnia codziennego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj: koncert The Ex + Getatchew Mekuria (pamiętne "Ethiopiques"...) na kanale Mezzo oraz "złoty" happening Pawła Althamera w Brukseli. W artystach nadzieja. W odróżnieniu od nadętych oficjałek (zwłaszcza tej gdańskiej: szemrane towarzystwo z brudnymi intencjami), tutaj humor i wzruszenie (faktycznie, gdyby ktoś 20 lat temu pokazał to, co dzisiaj obejrzeliśmy na ekranach telewizorów, zostałby uznany za szalńca lub kosmitę). Świętowaliśmy więc w Krakowie i bez zadęcia, pamiętając także o Tiannanmen.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-707519417525189873?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/707519417525189873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/mae-przyjemnosci-dnia-codziennego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/707519417525189873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/707519417525189873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/06/mae-przyjemnosci-dnia-codziennego.html' title='małe przyjemności dnia codziennego'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-6325240663772284956</id><published>2009-05-31T23:09:00.002+02:00</published><updated>2009-05-31T23:27:08.759+02:00</updated><title type='text'>filmy, part 2.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj najbardziej cieszyłam się z tego, że znam jeszcze (szczątkowo wprawdzie, ale zawsze) ... rosyjski. Film Petera Rippla "Leningrad - Man Who Sings" dużo bowiem tracił w tłumaczeniu (zwłaszcza na polski, gdzie ze dwa razy zdarzyła się straszna wpadka, bo bohater mówił coś, czego w napisach po prostu nie było). Koncertowa wersja &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=i1UEhVSio70&amp;amp;feature=related"&gt;nieba&lt;/a&gt; (z londyńskiego klubu, ale dla rosyjskiej publiki) znacznie lepsza wprawdziwe, ale ta daje wyobrażenie. Kapitalna piosenka &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=BpbCwx3NpfE&amp;amp;feature=related"&gt;"Sznur"&lt;/a&gt;, której niejeden hit Kazika wiele zawdzięcza... (i nie tylko tej)Wyszliśmy z kilkoma tematami do przemyślenia: nieoficjalna grypsera "mat'", która jest czymś w rodzaju alternatywnego języka (i czymś więcej niż wulgaryzmami), rosyjski rock jako zjawisko (tamtejsze korzenie w... piosenkach więżiennych, które inspirowały też, zdaje się, Wysockiego), niezwykle ironiczne, inteligentne i drapieżne poczucie humoru frontmana Sergieja, ale też cały smutek Rosji (skondensowany w tej ironii i opisie rzeczywistości za pomocą "mat"). Mnie tylko trochę brakowało szerszego kontekstu - St. Petersburg to przecież stolica rosyjskiej sceny niezależnej, bohemy i awangardy (chciałoby się powiedzieć od zawsze), czego reżyser zupełnie nie jest świadomy, najwyraźniej (i nie chodzi wcale o historię sowieckiego rocka).&lt;br /&gt;Wcześniej świetny &lt;a href="http://www.krakowfilmfestival.pl/projekcje/czytaj/projekcja/45"&gt;pokaz 6 Konkursu międzynarodowego&lt;/a&gt; w Mikro,w którym nie było słabych punktów. Największe wrażenie to chyba "Człowiek z miedzi", ale głos oddałam na "Skhizein" - wahałam się długo, bo dowcipna (i świetna animacja!) "Wurst Kawałek Historii Niemiec" też na to zasługiwał.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-6325240663772284956?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/6325240663772284956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/filmy-part-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6325240663772284956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6325240663772284956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/filmy-part-2.html' title='filmy, part 2.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-1978844837557346950</id><published>2009-05-30T20:20:00.003+02:00</published><updated>2009-05-30T20:55:27.183+02:00</updated><title type='text'>filmy, part 1.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez chwilę będzie bardziej filmowo, bo Krakowski Festiwal Filmowy. Wczoraj udało nam się dotrzeć na znakomity &lt;a href="http://www.jewishfilm.org/Catalogue/films/Yippee.htm"&gt;dokument &lt;/a&gt;Paula Mazursky'ego (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Yippee! A Journey to Jewish Joy&lt;/span&gt;), niezwykle "gęsta" wbrew pozorom opowieść o wyprawie do Humania, gdzie chasydzi z całego świata zjeżdżają się na Rosz Haszana, żeby celebrować to święto przy grobie rabinaBaal Szem Towa. Film opowiedziany w bardzo prosty pozornie sposób, wiele momentów ujawniało jednak dosyć gęstą tkankę historii i zawikłanych w nią ludzkich losów, uczuć, wspomnień (nawet tych, których nie ma szansy się pamiętać, a które wchodzą pod skórę). Wszystko przyprawione znakomitym poczuciem humoru ("Przychodzi Schwartz do Cohena..."), w wersjach z różnych stron świata. Po raz kolejny zastanawiałam się, ile straciliśmy wspólnej historii i jak długo jeszcze trzeba będzie się z tym mierzyć, jak długo głupi i bezduszni ludzie w tym kraju (oraz innych) będą ignorować tragedię żydowskiej Europy. Czy o tym w ogóle można kiedykolwiek zapomnieć? Lepiej jednak nie zapominać, nawet jeśli wiąże się z bólem, który chce się pozostawić poza sobą. Mam nadzieję, że Polacy kiedyś zrozumieją, że Holocaust to także część ich historii (i duszy), i że nie da się jej tak latwo amputować. To nie był film, który kazałby o tym myśleć, ale i tak zawsze o tym myślę przy tej okazji, wspominając niegdysiejszą rozmowę z Lanny Harrison w Nowym Jorku.&lt;br /&gt;Dzisiaj z kolei najpierw "August-Beijing" Pod Baranami - do tej pory nie mogę się otrząsnąc z oszołomienia. Kilka filmów określonych mianem "niezależnych", pokazujących olimpiadę w Pekinie oczyma samych Chińczyków i chcę wierzyć w strategie krytyczne tych dokumentów sprowadzające się do pokazywania np. ochotniczych  straży obywatelskich, złożonych głównie ze starszych osób, które były niegdyś "strażnikami Rewolucji" a teraz z równą gorliwością strzegły swoich wspónot przed "niepożądanymi" elementami. Inaczej bowiem to, co widzieliśmy, byłoby jednak zbyt dużą dozą absurdu (jak pierwszy, krotki dokument o wolontariuszce z Sichuanu, zmagającej się z poczuciem winy, gdyż w sytuacji, kiedy jje rodzinne miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi, ona czuje kłopot w związku z yciem wolontariuszką - końcowy akord bylłjednak zdecydowanie groteskowo propagandowy, nastolatka zrozumiała, że nie musi się dręczyć, gdyż "jeden świat, jedno marzenie" i sportowcy zdobywający medale na olimpiadzie wkładają w to tyle samo wysiłku, ile ratownicy w Sichuanie...). Później "zwykła rozmowa" w "zwykłej taksowce" (jasne, każdy taksówkarz w Chinach codziennie ma mnóstwo pasażerów z kamerami wypytujących, co myśli o olimpiadzie...). Reżyserka filmu nie byla zbyt skłonna dodyskusji i trudno ej się dziwić, bo towarzyszył jej oficjel w ładnie skrojonym garniturze (ale wyszliśmy wcześniej żeby zdążyć na kolejny pokaz, więc może w końcu byla jakaś rozmowa). Chcę wierzyć w jakąś ukrytą strategię krytyczną, bo nie chce mi się wierzyć, żeby ktokolwiek z chińskich czynników oficjalnych naprawdę miał nadzieję, że ten zestaw filmów przekona odbiorców zachodnich, iż olimpiada byla wielkim sportowym świętem i spełnieniem marzeń obywateli Chin. Znamienny był moment, w którym gorliwa szefowa straży obywatelskiej nakazala młodemu człowiekowi, żeby się przesunął - ten zadał logiczne pytanie: "ale dlaczego?", na które nie otrzymał odpowiedzi (prócz ponowionego nakazu), nie rezygnował jednak i pytał dalej. Widać było w tej krotkiej sekwencji zderzenie dwóch kultur: tej, która - wobec nakazu - pyta "dlaczego?" i tej, która takiego pytania w ogóle nie bierze pod uwagę. Generalnie bardzo kształcące doświadczenie, ale trudno się otrząsnąć.&lt;br /&gt;A później pokaz w Mikro, z którego zapadła w pamięci oczywiście czeska "Anatomia gagu" oraz świetny brytyjski dokument o corridzie ("Red Sands"). Zabawny, lekki, acz dający do myślenia był także niemiecki found footage "("Gender Tapes"). Nie obejrzeliśmy za to wczoraj "Unmistaken Child", czego do tej pory nie możemy odżałować (bo w czwartek, na powtórzony pokaz w Mikro raczej też nie dotrę).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-1978844837557346950?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/1978844837557346950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/filmy-part-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1978844837557346950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/1978844837557346950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/filmy-part-1.html' title='filmy, part 1.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-7568823940720956637</id><published>2009-05-26T22:04:00.003+02:00</published><updated>2009-05-26T22:18:11.886+02:00</updated><title type='text'>104</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W dalszym ciągu bardziej po stronie nietrwałości i zaawansowanej praktyki obserwacji przeciwności losu, przeszkód i klęsk różnego rodzaju (w rodzaju na przykład spotkania w sprawie  pieniędzy za wykonaną kilkumiesięczną pracę, których raczej nie dostanę, a  jeśli już, to nieprędko i być może po prawniczych ceregielach, o których nie mam pojęcia). Wyraźnie więc jestem na fali obdarowywania świata (choć niespodziewanego, niezamierzonego i mimowolnego) różnymi formami energii - od aparatów fotograficznych po  zarobione, acz niewypłacone  należności. Co robić, obserwuję więc tę wersję płynności starając się choć trochę tym ubawić, nawet jeśli wcale mi nie do śmiechu, a wręcz przeciwnie. Bonusem może być osiągnięcie stanu bodhisattwy jeszcze w tym wcieleniu, co jest ofertą nie do pogardzenia. No chyba, że odetną mi energię elektryczną, wtedy po prostu niczego nie zauważę. Bredzę.&lt;br /&gt;A miało być o cudownym, opatrznościowym autobusie nr 104, który zawozi mnie z mojej pętli pod same bramy Wydziału Zarządzania i Komunikacji UJ. O to akurat nie prosiłam, a mam. Czyli te przepływy energii jakby się odrobinę wyrównują. I są już truskawki po 6 zł. I nie muszę po nie jechać na Kleparz.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-7568823940720956637?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/7568823940720956637/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/104.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7568823940720956637'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/7568823940720956637'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/104.html' title='104'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-2059639336995594667</id><published>2009-05-26T08:39:00.002+02:00</published><updated>2009-05-26T08:51:01.133+02:00</updated><title type='text'>THE PETER BRÖTZMANN CHICAGO TENTET</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To było jeszcze w niedzielę (Centrum Mangha), ale koncert z gatunku tych, które na długo odbierają mowę. Nic więcej nie da się powiedzieć. Niewiele jest sytuacji, w których 10 osób na scenie i ani chwili poczucia, że ktoś jest zbędny, wręcz przeciwnie, wiele momentów, w których słychać, że absolutnie każdy muzyk jest niezbędny. Jak dla mnie absolutną klasą (oprócz samego Mistrza, rzecz jasna) jest Mats Gustafsson, świetne rzeczy z wiolonczelą (i to nie tylko przetwarzając ją elektronicznie, ale posługując się niezwykłą techniką gry) robił też Fred Lonberg-Holm, ale... no właśnie zaraz musiałabym wdać się w opis poszczególnych elementów, a to z kolei rozbiłoby całość na jakieś pojedyncze odpryski. Na razie chcę jeszcze pielęgnować to doswiadczenie w całości.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-2059639336995594667?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/2059639336995594667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/peter-brotzmann-chicago-tentet.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2059639336995594667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/2059639336995594667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/peter-brotzmann-chicago-tentet.html' title='THE PETER BRÖTZMANN CHICAGO TENTET'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-781315082069396365</id><published>2009-05-23T23:23:00.002+02:00</published><updated>2009-05-23T23:35:21.841+02:00</updated><title type='text'>Dig!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I znowu chwała TVP Kultura, tym razem za &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dig!&lt;/span&gt; Brian Jonestown Massacre to kawał zwariowanej historii amerykańskiej Terra Nation również. Coś jest w tym, że wchodząc w show biznes przykrawanie do formatu jest wyraźne i natychmiastowe (przypadek Dandy Warhols, taki Greenday z ambicjami): w sumie to smutne, kiedy lider DW mowi grobowym głosem o tym, ile mają w życiu "fun" i że wszystko jest super - entuzjazm aż z niego emanuje. To może lepsze kompletne wariactwo Antona Newcomba. Miło w sercu się robiło na widok sali pewnego klubu w San Francisco oraz ujęcia z trasy, które równie dobrze mogłyby być nasze. Poza tym jednak na samą myśl o trasie tego typu czuję chroniczne zmęczenie i ból głowy, prawie czuję ten zapach kiepsko wietrzonej garderoby i poczucie nieadekwatności przy kolejnych milach. Fun. Apart from this - real fun. Może nie jestem w nastroju, może mi przejdzie, może wróci, może jeszcze kiedyś będę mieć entuzjazm.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-781315082069396365?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/781315082069396365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/dig.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/781315082069396365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/781315082069396365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/dig.html' title='Dig!'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-4266246250375949188</id><published>2009-05-22T22:20:00.002+02:00</published><updated>2009-05-22T22:37:22.620+02:00</updated><title type='text'>przeczekuję</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rodzaj żałoby po Nikonie oraz ogólna obniżka nastroju, energii, możliwości i chęci. Księżyc idzie do nowiu i ja też. Przeczekuję. Przejdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wszystkie zjawiska (dharmy) są aspektem pustki. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie rodzą się i nie umiera ją. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie są skalane i nie są czyste. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie zwiększa ją się i nie zmniejsza ją. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tak więc w pustce nie ma formy, wrażeń, myśli, woli i świadomości. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie ma oczu, uszu, nosa, języka, ciała, umysłu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie ma kolorów, dźwięku, zapachu, smaku, dotyku, zjawisk (dharm). &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie ma widzenia, ani świadomości. Nie ma złudzeń ani kresu złudzeń. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie ma starości i śmierci, ani kresu starości i śmierci. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie ma cierpienia, przyczyny cierpienia, kresu cierpienia i drogi wyzwala- &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jącej z cierpienia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie ma mądrości, ani osiągnięcia mądrości. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-4266246250375949188?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/4266246250375949188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/przeczekuje.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4266246250375949188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/4266246250375949188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/przeczekuje.html' title='przeczekuję'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-8717767171471884605</id><published>2009-05-20T20:28:00.004+02:00</published><updated>2009-05-20T21:00:37.026+02:00</updated><title type='text'>Bardzo Zły Dzień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatecznie okazał się być dzisiaj Bardzo Zły Dzień. Bardzo. M. pozbył się naszej ukochanej lustrzanki cyfrowej w fatalnych okolicznościach - aparat wprawdzie został na siedzeniu w autobusie firmy Szwagropol, którym M. o 15.20 wyjechał z Nowego Sącz do KRK, ale zaraz, jak tylko się zorientował, to zaczął wydzwanianie i do firmy, i do kierowcy, i na PKS, i nawet do dyspozytora. Niestety. Osobnik, który zabrał czarną torbę z naszym Nikonem i nie oddał jej kierowcy, sam się prosi o kłopoty. Bo że od tej pory spotykać go będą same nieszczęścia, to pewne. Rozpacz moja jest wielka, bo to ukochany aparat był (pal diabli stratę finansową, zresztą niebagatelną..., ale tyle wspomnień i tyle zdjęć...to jakby bliska osoba zaginęła). Ech.&lt;br /&gt;Koniec ze zdjeciami na blogu na czas jakiś, dopóki nie pojawi się przypływ gotówki albo jakimś cudem nie wróci do nas nasz Nikon. Nie mogę przy tej okazji powstrzymać się od refleksji o tym, jak kiedyś w takich samych okolicznościach zostawiony portfel (Słowacja - nawet gorzej, bo po prostu na ławce w parku w Bardejowskich Kupelach) oraz trójwarstwowa kurtka górska (Bułgaria - autobus Sofia - Goce Delczew) jednak wróciły za pośrednictwem uczciwych ludzi posiadających sumienie (cokolwiek to znaczy), a tutaj nigdy (to samo spotkało T., który zostawił w autobusie PKS małą ndosongoni - już widzę, jak harfa afrykańska jest artykułem pierwszej potrzeby w małopolskich wioskach).&lt;br /&gt;Raczej więc nic nie zmieni mojego zdania - Polska to paskudny kraj, no matter what. Biorę poprawkę na rozżalenie. Ale i tak. Zważywszy na ten wylewający się zewsząd religijny obłęd, powinien to być kraj niezwykle uczciwych i sumiennych ludzi. Nie jest. Idę sobie popłakać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc Drodzy Czytelnicy / Drogie Czytelniczki, jeśli ktoś będzie oferował Wam pod Halą albo gdziekolwiek  w necie Nikona D80 z obiektywem Nikkor 18-200/3,5-6,5 i ewentualnie kartą SanDisk SD 4GB (choć to najłatwiej wyjąć), to okażcie odrobinę serca i dajcie znać... Ewentualnie jeśli będzie to D80, a obiektyw bez parametrów w opisie, bo przecież nie musi to być znawca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak się nie znajdzie i nigdy do mnie więcej nie trafi, to mam nadzieję, że ktoś, do kogo trafi, będzie szczęśliwy i będzie dbać o niego (wyjąwszy osobnika, który nie zwrócił zguby, ten sobie i tak nagrabił, szczęście nie dla niego).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-8717767171471884605?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/8717767171471884605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/bardzo-zy-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8717767171471884605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/8717767171471884605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/bardzo-zy-dzien.html' title='Bardzo Zły Dzień'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-6969421387232673451</id><published>2009-05-20T13:14:00.002+02:00</published><updated>2009-05-20T13:28:27.696+02:00</updated><title type='text'>jeszcze Remix</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oprócz imponującego stosu materialnych książek "do czytania w wolnej chwili" dochodzi jeszcze cały katalog pdfów, ale co tam. Ściągnęłam najnowszego &lt;a href="http://www.bloomsburyacademic.com/remix.htm"&gt;Lessiga&lt;/a&gt;, niech czeka na swoją kolej. Może wieczorem - uporałam się  z sylabusami, ale stanu półki to nie polepszyło, książki dalej w rozsypce. Może to ZNAK. Żeby wreszcie posprzątać drugi balkon, ten od strony palących studentów (warunkowanie klasyczne zadziałało, zdaje się, że przyswoili trudną sztukę emitowania mniejszej ilości decybeli po 23.00 - zasługują węc na nagrodę w postaci widoku na ślicznie wysprzątany balkon z gąszczem aloesowo-rozmarynowo-bazyliowym). Zwłaszcza, jak sobie przypomnę skąd przyjechał (i kiedy!) mój aloes: kawałek rośliny został pobrany w 1998 roku (WSZYSTKO było wtedy inaczej) z pewnej uliczki w Rapallo, dowieziony w jesienne, deszczowe Karpaty i wystawiony na ciężkie próby. Przetrwał. 3 przeprowadzki i kilka metamorfoz później przpomina mi o trwałości-nietrwałości i że nic nie jest czarno-białe. Bo czy to ta sama roślina czy inna? Nie wiem.&lt;br /&gt;Marzę o górach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-6969421387232673451?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/6969421387232673451/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/jeszcze-remix.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6969421387232673451'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/6969421387232673451'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/jeszcze-remix.html' title='jeszcze Remix'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-15259931.post-9017285039289851081</id><published>2009-05-18T23:10:00.002+02:00</published><updated>2009-05-18T23:17:12.175+02:00</updated><title type='text'>książki mi się zbuntowały!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I wypadły z regału! A regał się trochę rozwalił! (to znaczy półki "wyszły" i spadły z podpórek). To wszystko chyba dlatego, że dzisiaj frenetyczne pisanie sylabusów (a więc ekstatyczne wertowanie literatury także), part 1. (wedle nadzwyczaj biurokratycznych nowych procedur, tabelek i szatańskich wymogów z urzędniczego piekła rodem). Aż się przy tym spociłam. A to dopiero jakieś 30% tych tabelek wypełnionych, geez.&lt;br /&gt;I teraz leżą sobie książki w stosach, spadając z hukiem co i rusz. Kot zachwycony, że może to spadanie inicjować, ja się wściekam, bo na półkach znam ten układ na pamięć i sięgam bez otwierania oczu, a  kiedy leżą w stosach, nie mogę polegać na pamięci ciała. Mała apokalipsa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/15259931-9017285039289851081?l=nytuan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nytuan.blogspot.com/feeds/9017285039289851081/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/ksiazki-mi-sie-zbuntoway.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9017285039289851081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/15259931/posts/default/9017285039289851081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nytuan.blogspot.com/2009/05/ksiazki-mi-sie-zbuntoway.html' title='książki mi się zbuntowały!'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
